Ojczym ich nie krzywdził. Przynajmniej nigdy nie wypominał chleba ani nie złorzeczył z powodu szkoły, jedynie czasem podnosił głos na Kingę, gdy ta wracała później, niż powinna.
Obiecałem twojej mamie, iż będę nad tobą czuwał! krzyczał, kiedy Kinga nieśmiało tłumaczyła, iż przecież jest już dorosła. Lepiej wiem, co ci wolno, a czego nie! Myśli, iż pełnoletnia! Świadectwo dostała, to już wszystko można? Najpierw znajdź sobie porządną pracę, a potem udawaj dorosłą!
Po chwili zwykle łagodniał.
Ten chłopak cię zostawi, zobaczysz. Widziałem go przecież samochód drogi, buzia ładna, po co mu taka zwyczajna dziewczyna jak ty, Kinga? Będziesz jeszcze płakać, zapamiętaj mnie.
Kinga mu nie wierzyła. Owszem, Tomek był przystojny, studiował na trzecim roku, wprawdzie na prywatnej uczelni, ale przecież ona też chętnie by tam studiowała, gdyby zdała egzamin. Nie przeszła przez konkurs, w technikum jej się nie podobało, więc teraz roznosiła ulotki, czasem gazety, a przede wszystkim uczyła się do egzaminów na następny rok. Tak właśnie poznała Tomka podała mu ulotkę, a on najpierw wziął jedną, potem drugą, trzecią i nagle powiedział:
Pani dam radę wezmę od pani wszystkie ulotki, jeżeli pójdzie pani z nami do kawiarni?
Nie wiadomo czemu wtedy się zgodziła. Po doświadczeniach nie zostawiła ulotek w tej okolicy, wcisnęła je do plecaka i dopiero wracając z kawiarni wyrzuciła je do zsypu.
W kawiarni Tomek ją poznał ze swoimi znajomymi, postawił pizzę i lody. Takie rzeczy Kinga jadła zwykle tylko na urodziny z siostrą nie miały zbyt wielu pieniędzy, a rentę po ojcu ojczym kazał odkładać na czarną godzinę, choćby nie pozwalał jej ruszać, jeżeli coś by się z nim stało.
Tak naprawdę pensję miał niezłą, ale połowę wydawał na samochód wiecznie w naprawie, a resztę przegrywał. Kinga nie narzekała cieszyła się, iż nie wygonił jej i Agnieszki z mieszkania, bo była jego; mamina poszła na sprzedaż, kiedy zachorowała. Oczywiście, chciałaby jakieś czekolady, pizzę czy gazowaną colę, ale jeżeli już coś się trafiło, Kinga wszystko oddawała siostrze. choćby w kawiarni zapytała Tomka może wziąć kawałek pizzy dla Agnieszki? Spojrzał dziwnie, ale w końcu kupił Kingze całą pizzę na wynos i dużą czekoladę z orzechami.
Ojczym mylił się co do Tomka. Był serdeczny i dobry. Kinga przy nim tym mocniej czuła swoją nieporadność, zaczęła jeszcze pilniej się uczyć, znalazła normalną pracę kasjerka w Żabce. Tam płacili dobrze i mogła kupić sobie fajne jeansy i umówić się na porządzą fryzurę, żeby Tomek był z niej dumny.
Kiedy zaprosił ją na działkę, Kinga wiedziała, co się tam wydarzy, ale nie bała się nie była już dzieckiem. Kochała Tomka, on ją też. Najbardziej bała się, iż ojczym nie pozwoli jej pójść, ale ten coraz rzadziej się pojawiał w domu, nocował u cioci Bożeny pielęgniarki z ich osiedla. Ojczym lubił ją już od dawna, ale Bożena nie chciała się wiązać z rozwodnikiem z dwójką dziewczyn z poprzedniego związku. Sama też była po rozwodzie, więc w końcu ustąpiła jego niezgrabnym zalotom.
To wszystko wyszło Kindze na dobre, chociaż Agnieszka płakała, iż musi spać sama, więc Kinga kupiła jej czekoladę, chipsy i Mirindę, i ta w końcu pogodziła się z losem.
O tym, iż jest w ciąży, dowiedziała się późno. Cykl miała zawsze nieregularny, jeszcze nikt jej nie nauczył, by go pilnować. Dopiero druga kasjerka, Pani Weronika Borkowska, żartem zapytała:
Co tak promieniejesz, zaraz się zaokrąglisz nie jesteś przypadkiem w ciąży?
Pośmiały się, ale wieczorem Kinga kupiła test. Dwie kreski. Nie wierzyła to niemożliwe!
Tomek nie ucieszył się. Stwierdził, iż to fatalny moment i dał jej pieniądze na lekarza. Kinga przepłakała noc, poszła okazało się za późno: szesnaście tygodni. Wyszło, iż stało się to na działce, a ona myślała, iż pierwszy raz to nie działa
Przez jakiś czas udawało się ukryć brzuch przed ojczymem, ale rósł błyskawicznie. Musiała się przyznać.
Ależ on krzyczał!
Gdzie ten chłopak? Zamierza się z tobą ożenić?
Kinga tylko spuściła wzrok. Tomka nie widziała od miesiąca, zniknął jak tylko dowiedział się, iż dziecka nie można usunąć.
No tak, mruknął ojczym. Przecież ci mówiłem, Kinga
Nie od razu powiedział jej resztę, pewnie skonsultował się z ciocią Bożeną.
Skoro już się stało urodź. Ale musisz zostawić je w szpitalu, nie potrzebuję kolejnej osoby w domu. Sprawa jest prosta Żenię się, dziewczyno. Bożena też jest w ciąży. Będą bliźniaki. Rozumiesz trójka niemowląt w jednym mieszaniu to za dużo.
To tu zamieszka? zdziwiła się Kinga.
A gdzie indziej? Żona przecież! Gdzie ma iść?
Myślała, iż żartuje. Nie żartował. Codziennie o tym mówił, groził, iż ją i Agnieszkę wyrzuci, jeżeli pojawi się tu z dzieckiem. Kinga wiedziała, iż powtarza słowa, które mówi mu Bożena, ale to nic nie zmieniało nie umiała zostawić dziecka.
Nie martw się powiedziała ciocia Bożena. Takie niemowlęta rozchodzą się momentalnie, gwałtownie je pokochają, choćby bardziej niż własne.
Kinga płakała, dzwoniła do Tomka, myślała, gdzie mogłaby się przenieść z siostrą i niemowlęciem, ale nic nie wymyśliła. Wtedy nagle Weronika Borkowska wskazała na parę małżeńską przy kasie:
Tyle lat minęło, a oni wciąż na czarno chodzą. Całe życie pogrążeni w żałobie Urodziliby kolejne dziecko. Albo zaadoptowali.
King często ich widywała razem lub osobno. Porządni, uprzejmi, może tylko smutni, ale nie wiedziała, co im się przydarzyło.
Córka im zginęła, pamiętasz? Głośna sprawa była bus pełen dzieci miał wypadek. Jechali na wycieczkę do Zakopanego, kierowca chyba zasnął. On zginął i ich córka, wielka tragedia. On jest lekarzem, ona uczy angielskiego. Mieszkałam obok, kiedy byłam mężatką. Teraz już po wszystkim Gdy to się stało, wszyscy nosili jej aniołki jej córka kupiła figurkę aniołka na wycieczce, trzymała ją w dłoni, ledwo odratowali. Potem już każdy przynosił aniołki. Bałam się, iż to pogorszy sprawę, ale chyba jej to pomagało.
Kinga kiedyś widziała w filmie, jak dziewczyna oddaje dziecko parze, która nie mogła mieć swojego. Ci mogli, pewnie nie chcieli, ale Kinga ostatnio wciąż o nich myślała. Była w ósmym miesiącu, cały czas pracowała, żeby nie stracić posady. Wtedy akurat para stała przy jej kasie, a mężczyzna zagadnął:
Pani Kingo, chyba już czas na urlop macierzyński? Jeszcze pani tu rodzi!
Kinga nie skarżyła się, ale naprawdę praca ją wykańczała plecy bolały, zgaga męczyła, nogi puchły. Nikt nie pytał, jak się czuje, tylko lekarka na osiedlu się czepiała, ale to co innego. Ta troska poruszyła Kingę, łzy napłynęły jej do oczu ostatnio często jej się to zdarzało.
Dwa dni później, kiedy wracała po pracy z zakupami, dogonił ją ten mężczyzna i zaproponował pomoc. Kinga poczuła się trochę niezręcznie, ale miło pomyślała, iż musi być dobrym człowiekiem.
Aniołka zobaczyła w sklepie na wyprzedaży lato w pełni, więc nie miał wzięcia. Pod wpływem chwili kupiła figurkę, potem poprosiła Weronikę Borkowską o adres i poszła.
Stojąc pod drzwiami, nagle się przestraszyła przecież tyle lat minęło, może to niestosowne? Nikt już im chyba nie przynosi aniołków.
Otworzyła kobieta chyba ją poznała, bo aż podniosła brwi ze zdumienia. Kinga bez słowa podała jej figurkę, aż wcisnęła głowę w ramiona, obawiając się, iż zaraz zamknie jej drzwi przed nosem albo nakrzyczy.
Ale nie. Opanowana uśmiechnęła się i powiedziała:
Wejdź. Napijesz się herbaty?
Przy herbacie kobieta spokojnie opowiedziała Kingi ich historię, którą już znała z ust Weroniki, ale od niej wszystko brzmiało boleśniej, ostrzej.
Czemu nie zdecydowaliście się na kolejne dziecko? zapytała Kinga cicho.
Miałam powikłania po porodzie, musieli mi usunąć macicę. Już nie mogłam.
Zrobiło jej się głupio co miała prawo wtrącać się w ich życie? Chciała spytać o adopcję, ale język odmówił posłuszeństwa.
Rozważaliśmy adopcję powiedziała kobieta, jakby czytała w jej myślach. choćby skończyliśmy kurs dla rodziców adopcyjnych. Ale w ostatniej chwili nie mogłam. Prosiłam córkę o znak. Nic się nie wydarzyło.
W tym momencie z drugiego pokoju dobiegł dźwięk tłuczonego szkła, jakby ktoś coś strącił. Kobieta aż drgnęła, Kinga spojrzała przestraszona myślała, iż są w mieszkaniu same.
Obie poszły do salonu. Kinga obawiała się, iż zobaczy coś jak mauzoleum ciemno, świeczki, fotografie. Ale nie, tylko jedno zdjęcie, jasny pokój i mnóstwo aniołków. Jeden leżał rozbity. Kobieta długo patrzyła na kawałki porcelany, potem głucho powiedziała:
To ta figurka. Córki.
Zrobiło się Kingi gorąco na policzkach. Czy to był znak?
Córeczkę urodziła w terminie. Bożena już mieszkała u nich, swoje dzieci urodziła przed terminem. Bliźniaki wciąż leżały w klinice, miały lada chwila wrócić do domu, wszystko od dawna gotowe dwa białe łóżeczka, kokosowe materace. Dla dziecka Kingi nikt nic nie szykował, miała ją zostawić w szpitalu. Tylko Agnieszka po cichu pytała wieczorami:
Może by ją jakoś ukryć? Żeby nie wiedzieli, iż jest tu, twoja córeczka. Pomogę ci.
Od tych słów Kingę ogarniały łzy, ale przy siostrze się powstrzymywała.
Treść listu do rodziców Kinga miała gotową. Napisała, iż nie może zatrzymać dziecka, jest zdrowa, mogą być spokojni. Przypomniała o znaku aniołku. Do koperty włożyła całe uzbierane pieniądze z renty. Miało wystarczyć, bo to przecież dobrzy ludzie.
Ze szpitala wypisywali ją rano, ale porzucić dziecko w biały dzień było zbyt ryzykowne. Posiedziała cały dzień w galerii handlowej, choć bolało ją siedzenie, kręciła się jej w głowie. Ale najważniejsza była jej córeczka, musiała jej znaleźć kochających rodziców.
Gdy galeria zamknęła się, Kinga siedziała jeszcze godzinę na ławce dobrze, iż było ciepło. Dopiero gdy zapadły ciemności, odważyła się wejść do klatki, przemknęła, gdy wychodził mężczyzna z psem na wieczorny spacer.
Córeczka była w nosidełku. Kinga kupiła je sama, prosiła Weronikę Borkowską, by przyniosła na wypis. Bez pytań. Ustawiła nosidełko tak, by nikt go nie zawadził i wsunęła pod kocyk kopertę z listem i pieniędzmi. Miała nacisnąć dzwonek i uciec, ale drzwi otworzyły się same. Stał tam mężczyzna, ojciec zmarłej dziewczyny.
Co tu pani robi?
Kinga aż podskoczyła.
Zauważył nosidełko.
Co to?
Łzy same popłynęły. Kinga opowiedziała wszystko o Tomku, który ją zostawił, o ojczymie, co utrzymywał je z siostrą przez te lata, a teraz się żeni i ma bliźniaki, o Bożenie, która wymyśliła, by napisać odmowę w szpitalu.
Słuchał uważnie, potem powiedział:
Galina już śpi, nie chcę jej budzić. Pogadamy rano. Chodź, pościelę ci w salonie.
Spać w pokoju z dziesiątkami aniołków było dziwnie, ale Kinga zasnęła od razu, mocno tuląc córeczkę.
Obudziła się, bo poczuła pustkę. Córeczki nie było. W tej chwili zrozumiała, iż nie odda jej nikomu. Nigdy. Chciała biec, szukać, zabrać ją
Nie zdążyła się ruszyć, bo do pokoju weszła Galina. W rękach miała dziewczynkę.
Masz uśmiechnęła się. Trzeba ją nakarmić, ukołysałam ją, chciałam, byś odpoczęła, ale na długo to nie wystarczy
Kiedy Kinga karmiła córkę, nie umiała spojrzeć Galinie w oczy. Co jej powiedział mąż? Może już zdecydowali, iż ją adoptują? Jak powiedzieć, iż zmieniła zdanie?
Ile lat ma twoja siostra? nagle spytała Galina.
Dwanaście odpowiedziała zdziwiona Kinga.
Myślisz, iż zgodzi się przeprowadzić do nas?
To pytanie zdziwiło Kingę, więc spojrzała na Galinę.
Jak to?
Sławek wszystko mi opowiedział. Że nie macie gdzie mieszkać, iż ojczym cię wyrzuca. Pomyślałam, iż jeżeli Agnieszka zostanie tam, zrobią z niej służącą. Niech też zamieszka u nas.
Jak to też? jąkała się Kinga.
Galina wskazała na sklejonego aniołka przy zdjęciu był dziwny, ale rozpoznawalny.
Myślę, iż to był znak. Że mamy wam pomóc powiedziała zwyczajnie. Pomyśleliśmy, iż miejsca mamy sporo, przeprowadzicie się do nas. Pomogę ci przy małej. I przestań głupoty nie wolno rozdzielać matki z dzieckiem.
Kingę ogarnęło szczęście, ale i wstyd, aż znowu zapiekły policzki.
Więc zgadzasz się?
Kinga tylko skinęła głową, kryjąc twarz w kocyku córeczki, by Galina nie widziała jej łezKinga milczała przez dłuższą chwilę, ściskając swoją córeczkę, serce biło jej gwałtownie i mocno. W końcu wyszeptała:
Nie wiem, jak wam dziękować. Nigdy nie myślałam, iż ktoś ktoś może nas tak przyjąć. Zawsze marzyłam, żeby Agnieszka była bezpieczna, żeby moja córeczka miała dom.
Galina pogładziła ją po ramieniu, cicho powiedziała:
My też nie myśleliśmy, iż możemy jeszcze komuś być potrzebni. Może tak właśnie miało być. Może los czasem daje drugą szansę.
W tej chwili drzwi się uchyliły, wszedł Sławek z dwiema parującymi filiżankami herbaty. Kiedy zobaczył Kingę i jej córkę razem, uśmiechnął się, spojrzał na Galinę z nieśmiałą nadzieją.
A wtedy malutka poruszyła się, otworzyła zaspane oczy i zacisnęła piąstkę. Kinga ucałowała ją w czoło, czując, jak łzy euforii spływają jej po policzkach. Pierwszy raz nie były to łzy smutku.
Galina przysunęła do niej kubek:
Napij się, wszystko będzie dobrze. Życie nie zawsze jest łatwe, ale może właśnie dziś po raz pierwszy zacznie się coś nowego. Dla wszystkich nas.
Kinga przyjęła herbatę, wolno upiła łyk, czując w ustach ciepło i nadzieję. W tym domu zrozumiała, iż rodzina nie zawsze jest tam, gdzie się urodziła, ale tam, gdzie ktoś cię przygarnie z sercem pełnym miłości.
Tego wieczoru zadzwoniła do Agnieszki. Pakuj rzeczy, mała, zaczynamy od nowa. Już się nie bój. Już jesteśmy u siebie.
A w kącie pokoju sklejony aniołek zdawał się uśmiechać.












