Nigdy nie chowałam telefonu przed mężem, bo nie miałam potrzeby niczego przed nim ukrywać. Wiadomości od dawnych znajomych też nie kasowałam — po co? Kiedyś mąż ją przeczytał i wtedy usłyszałam, iż mam się wynosić z jego domu

przytulnosc.pl 23 godzin temu

A przecież zaczynało się tak pięknie: wyznania, zaręczyny, wesele, podróż poślubna. A potem urodził się syn — i zaczęło się narzekanie: iż w domu bałagan, iż nie nadążam z obiadem, iż wiecznie zmęczona, iż pieniędzy za mało. I tak dalej.

Nieporozumienie goniło nieporozumienie. Ja też nie milczałam — wypominałam mu, iż wraca późno, iż nie pomaga przy dziecku, iż żyjemy jakby obok siebie. Oboje mieliśmy trochę racji i trochę winy.

Po dwóch latach udało mi się zapisać syna do przedszkola i wrócić do pracy. Ale z mężem wcale nie zrobiło się lepiej — wręcz przeciwnie. Oboje zaczęliśmy unikać domu. Każdy po swojemu.

I wtedy spotkałam kolegę ze szkoły. Przypadkiem. Na ulicy. Nie poznałam go od razu — dopiero kiedy zawołał moje imię. Zaprosił mnie na kawę do pobliskiej kawiarni. Synem tego dnia miała zająć się moja mama, więc poszłam.

Gadaliśmy jak dawniej — o byle czym, bez żadnych podtekstów. Wypiliśmy po kawie i rozeszliśmy się. Przy pożegnaniu poprosił o numer. Dałam mu — nie widząc w tym nic złego.

Następnego dnia dostałam od niego krótką wiadomość: „Dzięki za miły wieczór.” Po kilku dniach zadzwonił i zaprosił ponownie. Odmówiłam. Po kolejnych paru dniach zadzwonił jeszcze raz — powiedział, iż może poczekać, aż znajdę chwilę. Odpowiedziałam uprzejmie: „Pomyślę.” I na tym by się skończyło.

Ale mój mąż zajrzał mi do telefonu. Znalazł wiadomość, której choćby nie próbowałam usuwać — bo w mojej głowie nie było nic niewłaściwego. W jego głowie było.

Urządził awanturę, a potem powiedział, iż mam się wynosić. Odpowiedziałam, iż rano zbiorę rzeczy i wrócę do rodziców. Rano nie było już czego zbierać — bo w nocy mąż pociął mi wszystkie ubrania na paski i porozrywał wszystkie wspólne zdjęcia.

Nie wiem do dziś, czy kolega ze szkoły wiedział, co się wydarzyło, czy był to zwykły przypadek — ale po pracy czekał na mnie pod budynkiem. Nie poszłam z nim na żadną kawę.

Następnego dnia pojawił się z bukietem kwiatów. I oświadczył mi się. Powiedział, iż kochał mnie jeszcze w liceum, i iż drugi raz nie chce mnie stracić.

Po tygodniu usłyszałam: „Koniec tułania się po rodzicach. Pakujcie się i przeprowadzajcie. Dla Was zawsze znajdzie się miejsce.” I zabrał nas do siebie — mnie i mojego syna.

Dziś mieszkamy razem już parę lat. Jesteśmy spokojną, zżytą rodziną. Z byłym mężem się rozwiodłam. Z obecnym mężem wzięliśmy cichy ślub, bez rozgłosu — wiedzieli tylko rodzice. Urodził nam się drugi chłopiec, ale dla mojego męża żadnej różnicy nie ma — powtarza, iż obaj są jego synami.

Były mąż na początku próbował widywać syna, potem przestał. Żyje swoim życiem. Nie wiem, co dalej u niego. Wiem tylko jedno — ja jestem szczęśliwa. I chyba nie bez powodu mówi się, iż wszystko, co się nie dzieje, dzieje się na lepsze.

Idź do oryginalnego materiału