Nikt ich nie wyrzucał odpowiadałem i jednej, i drugiej sami nie chcieli zostać! Niech przyjeżdżają, będziemy szczęśliwi!
Siedź! Nie ma nas w domu! powiedziałem spokojnie, patrząc na moją żonę.
Ale przecież dzwonią! Basia znieruchomiała, podnosząc się z kanapy.
Niech dzwonią odparłem.
A jeżeli to ktoś ważny? zapytała Basia. Albo w sprawie?
Sobota, dwunasta odpowiedziałem. Ty nikogo nie zapraszałaś, ja nikogo nie oczekuję! Jaki wniosek?
Tylko przez wizjer spojrzę! szepnęła Basia.
Siedź! mój ton był stanowczy. Nie ma nas! Kto by nie był za drzwiami, niech wraca!
Ty wiesz, kto tam stoi? zapytała Basia.
Przypuszczam, dlatego mówię, żebyś nie plątała się przed oknem!
jeżeli to, co myślę, to tak łatwo nie odejdą! Basia wzruszyła ramionami.
Wszystko zależy od tego, ile nie będziemy im otwierać drzwi odparłem spokojnie. Prędzej czy później się poddadzą.
W każdym razie w klatce raczej nie będą nocować. A my nigdzie iść nie musimy. Weź słuchawki, telefon i oglądaj film.
Tomek, dzwoni mama odezwała się Basia, pokazując ekran telefonu.
Więc za drzwiami stoi twoja ciotka z jej niezdarnym synem podsumowałem.
Skąd wiesz? zdziwiła się Basia.
Gdyby to był mój kuzyn powiedziałem z prześmiewczym tonem to dzwoniłaby moja mama!
Nie rozważasz innych opcji? zapytała Basia.
jeżeli to sąsiedzi, nie mam ochoty gadać. jeżeli znajomi, po kilku dzwonkach już by poszli. Najporządniej zadzwoniliby wcześniej i zapytali, czy u nas mogą wpaść, a nie bombardować dzwonek przez pół godziny. Tylko natrętni krewni potrafią tak dręczyć!
Tomek, to moja ciotka Basia westchnęła. Mama napisała wiadomość.
Pyta, gdzie nas niesie. Ciotka Natalia chce się u nas zatrzymać na parę dni, ma sprawy w mieście.
Napisz jej, iż pełno hoteli w Krakowie uśmiechnąłem się.
Tomek! oburzyła się Basia. Przecież nie mogę tak napisać!
Wiem zamyśliłem się. To napisz, iż nie ma nas w domu, bo wytruwaliśmy karaluchy i żyjemy tymczasowo w hostelu.
Świetne! Basia odpisała i wysłała wiadomość.
Tomek, ona chce, żebyśmy zarezerwowali dwa pokoje w hotelu dla niej i Kostka powiedziała Basia, zdumiona.
Napisz, iż nie mamy pieniędzy. Dodaj, iż mamy dwa łóżka w hostelu, razem z piętnastoma obcokrajowcami uśmiechnąłem się.
Mama pyta, kiedy wrócimy spojrzała na mnie Basia.
Odpowiedz: za tydzień machnąłem ręką.
Drzwi wreszcie ucichły. Oboje odetchnęliśmy z ulgą.
Tomek, mama napisała, iż ciotka przyjedzie za tydzień powiedziała Basia zmęczonym głosem.
A nas znów nie będzie w domu rzuciłem.
Ale przecież nie możemy tak wiecznie uciekać. Co jeżeli wpadną w ciągu tygodnia? Albo po pracy będą czekać pod drzwiami? Moja ciotka czy twój kuzyn, oni do wszystkiego zdolni!
No, masz rację westchnąłem ponuro. I kto mnie podkusił, żeby kupić trzy pokoje?
Kupiliśmy na naszą przyszłą rodzinę, na dzieci! Basia przypomniała.
Mamy powiększać rodzinę powiedziałem stanowczo. Może od razu dwójkę!
Myślisz, iż nie próbujemy? zirytowała się Basia. Wiesz, iż trzeba się przebadać! Nie wychodzi!
Potrzeba mniej stresu odparłem poważnie. Cały czas nas tylko ktoś denerwuje! Najchętniej pogoniłbym ich wszystkich za miasto!
Basia nie dyskutowała. Wiedziała, iż mam rację.
Przed ślubem wydaliśmy mnóstwo złotych na badania genetyczne i na zgodność, choćby płodność sprawdzono, wszystko idealnie. Ale zaraz po ślubie musieliśmy odłożyć dzieci, żeby odłożyć na mieszkanie.
O spadku nie było co marzyć. Przed ślubem i ja, i Basia mieszkaliśmy z mamami w kawalerkach. Liczyć można było tylko na siebie.
Pięć lat zaciskania pasa i ciężkiej pracy pozwoliło kupić większe mieszkanie. Nie nowe, z rynku wtórnego, remont od podstaw, meble prawie wszystkie nowe. Ale ile to było szczęścia!
Nie zdążyliśmy choćby porządnie uczcić nowego mieszkania, gdy na progu pojawiła się ciotka Basi z synem i oczywiście teściowa w pakiecie, żeby młodzi nie odmówili.
No, jest się tu gdzie obrócić, nie to co u nas, jak jeszcze Basia była w jednym pokoju!
Wygodne! pochwaliła ciotka Natalia. Pokój dla mnie, drugi dla Kostka!
W salonie się nie śpi ostro powiedziałem. To pokój wypoczynku!
Ja nie zamierzam tu pracować! roześmiała się ciotka. Basia, wyjaśnij mężowi, iż z synem nam ciasno, jeszcze Kostek chrapie! No i wypada gości przyjąć, a tu stół pusty!
Nie spodziewaliśmy się was Basia była zażenowana.
A lodówka pusta dodałem, wspierając żonę.
No dobrze, Tomek, zrób zakupy, a Basię posadzisz do kuchni! zarządziła ciotka.
Co się tak gapicie? dodała teściowa. Tak się przyjmuje gości!
No bez przesady mruknąłem, ale Basia wyprowadziła mnie do drugiego pokoju.
Gdy wreszcie wyrwałem jej rękę z uścisku na moich ustach, zapytałem:
Basia, czy my tu czegoś nie pomyliliśmy? Zaraz ich wyprowadzę do twojej mamy, razem z nią! Przyjeżdżają w gości, niech się zachowują jak goście! A to co?
Tomek, prosta kobieta ze wsi! U nich taki zwyczaj!
Znam ludzi ze wsi, ale chamstwa nigdzie nie popierają!
Kochany, nie kłóćmy się z mamą i ciotką! Potem mi zniszczą nerwy! A tobie zrobią wroga! Chcesz tego?
Już mi wszystko jedno, kim dla nich jestem! Jak tak się zachowują, mogę ich nie zauważać i nie widzieć nigdy! Niech przepadną!
Tomek, zlituj się nade mną! jeżeli wywalimy ciotkę, moja mama mnie znienawidzi, a nie mam nikogo poza nią!
Ten argument mnie przekonał. Zacisnąłem zęby i poszedłem do sklepu.
Ciotka Natalia zamiast trzech dni gościła dwa tygodnie. A ja już drugiego dnia musiałem się ratować walerianą.
Ich wyjazd świętowaliśmy z Basią z euforią i z mopem w dłoni. Przez trzy dni szorowaliśmy mieszkanie.
Potem role się odwróciły.
Braciszku, krótko, przejazdem objął mnie do łomotu kości mój kuzyn Jurek. Załatwię kilka spraw i wracamy!
Sam nie możesz spraw załatwić? zapytałem.
Zastanów się, mam rodzinę! Zostawię ich w Bielsku, a sam jadę do Krakowa? Co to, to nie! roześmiał się Jurek. A może przygody znajdę, żona będzie kontrolować!
Dlatego przywiozłeś dzieci? zapytałem.
A z kim je miałem zostawić? klepnął mnie po plecach. Niech się bawią! Rozkręćmy miasto tak jak za młodu!
Jurek! wrzasnęła jego żona Sylwia. Jak ja ci rozkręcę, to długo będziesz się trząsł!
Po półtorej godziny od przyjazdu kuzyna z rodziną, Basia padła z bólem głowy.
Dzieci biegały i hałasowały bez przerwy. Sylwia potrafiła wrzeszczeć, normalna rozmowa jej nie interesowała. Jurek nie mógł usiedzieć i cały czas chciał zaszaleć, przez co Sylwia wrzeszczała jeszcze więcej.
Tomek, jesteś jedynakiem, prawda? Basia przytuliła poduszkę.
Po matce mam kuzyna burknąłem. Nazywam go kuzyn.
Nieważne jak, byleby można jakoś go wyprosić?
Naprawdę bym chciał! powiedziałem z ręką na sercu ale sytuacja jak z twoją ciotką. Mama wydłubie mi mózg łyżeczką i każe zjeść!
Nawet nie zdążyliśmy odetchnąć po jednym wizycie, już pojawiali się kolejni goście. Ciotka Natalia z synem ciągle mieli sprawy w Krakowie. Kuzyn Jurek z rodziną wpadał, żeby załatwić swoje. A mamy oczywiście targały za serce, każda z innej strony. Teściowa męczyła mnie, moja mama Basię.
Ciągły stres rujnował nasze zdrowie i psychikę. A bez spokoju nie mieliśmy szans na dziecko. Zdrowie siadło, warunki jeszcze gorsze.
Zmieńmy mieszkanie na inne? zaproponowała Basia.
Na zakład dla nerwowo chorych? zażartowałem. Zaraz nam przydzielą pokoj!
Nie, uśmiechnęła się lekko. Zamieńmy nasz na podobne, ale w innej dzielnicy! Są tacy, co szukają zmiany! Przeprowadzimy się i nie powiemy nikomu dokąd!
Odwleczenie, ale to samo parsknąłem. Kuzyn i twoja ciotka wypytają nowych lokatorów, gwałtownie dotrą gdzie nasza była. Znajdą! I jeszcze nam dokopią za taki numer!
Może zdążymy zrobić dziecko? Basia spojrzała z nadzieją.
Trzeba nie tylko zrobić, ale i urodzić. Inaczej nie ma usprawiedliwienia pokręciłem głową.
Może z mieszkania się wyniesiemy Basia powiedziała smutno. Może do znajomych? Schowamy się chociaż na trochę!
Masz na myśli Wojtka z Kasią? zapytałem.
Tak, mają wolny pokój!
Tam mieszka Hera przypomniałem. Zapomniałaś?
Już wolę żyć z owczarką niemiecką niż z naszą rodziną! Basia bezsilnie opuściła głowę.
Czekaj! krzyknąłem, chwytając telefon.
Wojtek, pożycz psa!
Stary! Jesteś wybawicielem! My z Kasią jedziemy do Zakopanego, a dziewczynka nie lubi obcych! Was kocha, szanuje! krzyczał Wojtek w słuchawce. Karmę, legowisko, miski wszystko przywiozę! Dam jeszcze na przyjemności!
Przywoź! powiedziałem radośnie.
Wracam do Basi z uśmiechem od ucha do ucha:
Dzwoń do mamy, niech ciotka przyjeżdża jutro! Bratu dam znać, żeby wpadał w tygodniu!
Jesteś pewny? zapytała Basia.
Bardzo chętnie ich przyjmiemy powiedziałem rozczulająco. Komu wina, iż nie polubią naszego domownika?
Kuzyn Jurek i jego rodzina już po jednym hau widzieli, iż hotel wygodniejszy.
Ciotka Natalia postanowiła walczyć o swoje prawo pobytu.
Schowajcie tę bestię! grzmiała, chowając się za synem.
Ciociu Natalio, żartujesz? uśmiechnąłem się. Czterdzieści pięć kilo mięśni! To nie buldożek, to owczarek niemiecki! Drzwi sama rozwali!
A czemu ona na mnie warczy? ciotka aż zadrżała.
Nie lubi obcych wzruszyła ramionami Basia.
Pozbądźcie się jej! Ja z tym zwierzęciem nie mogę mieszkać!
Ale jak to? oburzyłem się Przecież to nasza ukochana Hera! Nie mamy dzieci, więc kochać trzeba kogoś! Kochamy ją!
I nigdy jej nie oddamy! dodała Basia.
Potem obie mamy dzwoniły i pytały, czemu nie chcemy przyjmować rodziny.
Nikt ich nie wyrzucał odpowiadaliśmy tym samym tonem sami zrezygnowali! Niech wpadają, bardzo się ucieszymy!
A pies?
Mamo, ale nigdy nie odmawiamy!
Ale i mamy przestały rwać się do odwiedzin.
Po miesiącu Hera wróciła do Wojtka i Kasi, chętna na powrót na każde wezwanie.
Nie było potrzeby Basia oczekiwała bliźniąt.
Wiem już jedno: dom to nie hotel, a rodzina powinna dawać wsparcie, a nie stres. jeżeli sami sobie nie wyznaczymy granic, nikt za nas tego nie zrobi.






