– Mamo, poznaj, to jest Dobrosława, moja narzeczona od progu zakomunikował Artur, z czułością obejmując nieśmiałą dziewczynę w talii. Dzisiaj złożyliśmy wniosek o ślub w urzędzie stanu cywilnego.
– Gratuluję powiedziała zdezorientowana Zofia, ścierając dłonie w ściereczkę. Właśnie skończyła przygotowywać kolację. Chodźcie, czemu w drzwiach stoicie?
Była szczerze zdziwiona. Artur był jej dumą, jej całym światem Dobry chłopak, zawsze uprzejmy i posłuszny, a tu nagle coś takiego! choćby nie uprzedził, tylko postawił matkę przed faktem dokonanym.
Zofii było przykro, iż to ona dowiedziała się o wszystkim jako ostatnia. Czy ona wygląda na potwora? Przecież rozumiałaby, iż syn pragnie założyć rodzinę. Wręcz przeciwnie, cieszyłaby się jego szczęściem, pomogłaby z przygotowaniami do ślubu…
– Mamo, przepraszam, iż wcześniej ci nic nie powiedziałem bąknął chłopak, nieporadnie przytulając matkę. Wszystko wydarzyło się tak nagle… Zakochałem się jak dzieciak! Od pierwszego wejrzenia na zawsze.
– Przecież jeszcze z ciebie chłopak, a nie mężczyzna. Dwadzieścia pięć lat to żaden wiek uśmiechnęła się Zofia, tłumiąc żal głęboko w sercu. Lepiej powiedzcie, jakie macie plany. Gdzie będziecie mieszkać?
– Na razie u nas, jeżeli nie masz nic przeciwko Artur odetchnął z ulgą, gdy zrozumiał, iż mama się nie gniewa. Później coś kupimy.
– Dlaczego miałabym być przeciwko? zaskoczenie zagościło na twarzy kobiety. Mamy duże mieszkanie, dla wszystkich miejsca wystarczy.
Nieśmiało stojąca dziewczyna uśmiechnęła się zadowolona, ale gwałtownie wróciła do neutralnej miny. Jej zadaniem było na razie przypodobać się przyszłej teściowej dopiero po ślubie mogła odsłonić swój charakter.
******************************************
Wesele zrobili z prawdziwym rozmachem. Zofia wypruła się ze wszystkich oszczędności, żeby Arturowi niczego nie brakowało. choćby wykupiła młodym wakacje nad Bałtykiem niech odpoczną jak się należy. Zwłaszcza, iż Dobrosława już oznajmiła, iż jest w ciąży.
Zofia nie była przekonana do wybranki syna… Coś w niej ją niepokoiło. Wszystko przytakiwała, na każde słowo tylko się uśmiechała…
Siostra Zofii, Barbara, tylko przewracała oczami na takie skargi.
Powinnaś się cieszyć z takiej synowej! jeżeli coś ci w niej nie leży, poczekaj. Jak poczuje się u siebie, to pokaże rogi a potem spoważniała. Ale jak masz złe przeczucia, obserwuj ją. Przed Arturem może grać aniołka, a wcale taka nie musi być.
Słowa Barbary okazały się prorocze. Dobrosława tuż po uzyskaniu wymarzonego stempla w dowodzie przeobraziła się całkowicie. Korzystając z tego, iż Artur znikał na długie godziny w pracy, zaczęła pokątnie męczyć Zofię.
Miała na tyle tupetu, by powiedzieć jej w twarz, iż w rodzinnym gniazdku nie ma miejsca dla obcych. Zofia o mało nie spadła ze stołka, gdy to usłyszała. Obca? Ona? Natychmiast poszła do syna wyjaśnić sytuację i poprosić go, by przemówił żonie do rozumu.
– Mamo, chyba źle zrozumiałaś Dobrosławę zbył ją Artur, szczerze wierząc, iż jego ukochana czegoś takiego by nie powiedziała. Ona jest dobra, kochana najwspanialsza!
Dobrosława słysząc to, uśmiechała się z satysfakcją. Wszystko szło według planu.
A już po kilku dniach przywitała męża po powrocie z pracy ze łzami w oczach. Opowiadała, iż boi się przebywać pod jednym dachem z Zofią, bo ta próbowała ją otruć.
Wiesz przecież szlochała, iż mam okropną alergię na miód. Dziś nie mogłam spać, więc postanowiłam pomóc twojej mamie przygotować śniadanie. Przychodzę do kuchni, a ona, wyobraź sobie, wlewa miód do naleśnikowego ciasta! Przeraziłam się…
Artur natychmiast wybiegł do matki, by wyjaśnić sytuację. Krzyczał, iż jest dorosły, iż wybiera własną drogę, iż już nie pozwoli nikomu krzywdzić tych, których kocha…
Zofia pobladła, nie rozumiejąc, skąd ten wybuch. Na próby odpowiedzi syn reagował tylko większą złością. Kobiecie ścisnęło się serce, sięgnęła po leki, ale Artur zdawał się tego nie widzieć i przez cały czas wykrzykiwał swoje żale.
Zofia tego nie wytrzymała. Chwyciła kurtkę i pobiegła do siostry. Nie wiedziała, czym zawiniła, dlaczego jej chłopiec tak się zachowuje… Było jej tylko żal i czuła niewysłowiony ból.
Zatrzymała się parę metrów od klatki Barbary. Z każdą chwilą czuła się coraz gorzej w końcu straciła przytomność.
******************************************
Minęły dwa tygodnie od pogrzebu Zofii. Artur snuł się po domu jak cień, winę czując całą sobą. Dobrosława próbowała go pocieszać, podając szklankę wody.
Kochanie, wiem, iż ci ciężko, ale musisz myśleć o żywych mówiła, gładząc już wyraźnie zarysowany brzuch. Jak patrzę na ciebie w tym stanie, sama mam wszystkiego dość.
Artur milczał, co doprowadzało dziewczynę do szału. Plan się powiódł, choć nie chciała, by doszło do takiego finału. Miała nadzieję, iż wymienią z Zofią mieszkanie i już. Ale… adekwatnie tak jest choćby lepiej.
Nagle w drzwiach pojawiła się Barbara, otwierając własnym kluczem.
Jak możesz tu sobie tak wchodzić jak do siebie! wykrzyczała Dobrosława, zaciskając usta z wściekłością.
A gdzie mam wchodzić? Jestem u siebie uśmiechnęła się gorzko Barbara. Nie wiedziałaś? To mieszkanie jest moje.
Szklanka wypadła Dobrosławie z dłoni. Jak to? Tyle wysiłku zmarnowane… i wszystko na próżno?
Artur, co to ma znaczyć?! jęknęła rozpaczliwie do męża.
To, co słyszysz powiedział bez emocji. Mama zbierała latami, by wykupić mieszkanie od cioci Barbary…
Ale wszystkie pieniądze wydała na wasze wesele! dodała Barbara. Chciałam później przepisać mieszkanie na wasze dziecko, ale już nie doczekacie się tego. Macie trzy dni na wyprowadzkę. jeżeli zostaniecie, zadzwonię na policję.
******************************************
P. S.
Artur został sam w mieszkaniu ciotki. Dobrosława tego samego wieczoru zabrała swoje rzeczy i oświadczyła, iż dziecko choćby nie jest jego Odeszła, nie oglądając się za siebie.





