O tym, iż Michał przyjedzie, wiedziała od dawna cała wieś. Dziewczyny szykowały się na jego przyjazd, fryzury układały, sukienki wybierały. Ale Zosia, sierota, na co jej takie dziewczęce sztuczki? Jaka jest, taka jest. A on właśnie w niej zakochał się od pierwszego wejrzenia.
Zazdrościły Zosi wszystkie dziewczyny we wsi, iż złapała takiego kawalera. Jak tylko pierwszy raz pojawił się w wiosce, wszystkie zaniemówiły z zachwytu. Wysoki, przystojny, barczysty, a do tego z miasta i wykształcony. Podobno choćby za granicą studiował. Rodzice bogaci, tata znany adwokat.
A dziadek Stanisław, dawny sołtys, wszystkich swoich dzieci na ludzi wyprowadził, teraz tylko na prawnuki czekał i sukcesami rodziny się chwalił każdemu naokoło.
Wieść o przyjeździe Michała rozeszła się gwałtownie po wsi, a dziewczyny coraz bardziej się stroiły i upinały włosy. A Zosia po co jej się starać? Właśnie taka, zwyczajna, spodobała się Michałowi.
Jak dziewczyny nie próbowały zwrócić na siebie jego uwagi, wszystko na nic. Po urlopie zabrał właśnie Zosię ze sobą do miasta. Dziadek Stanisław dał mu radę: Dziecku w życiu łatwo nie było, ty jej serca nie krzywdź, synku. Michał obiecał, iż będzie ją dobrze traktował.
W mieście życie inne, więcej pośpiechu i zamieszania. Zosia wierzyła, iż Michał pozostanie troskliwy i uważny. I rzeczywiście dopóki trwały przygotowania do ślubu, byli zgodni i czuli.
Ale po miesiącu miodowym zaczęło się coś zmieniać. Michał jakby zaczął się wstydzić młodej żony. Teściowa, pani Jadwiga, rozmawiała z nią z góry, z niechęcią, a każde jej słowo podkreślało, iż Zosia nie jest godna jej syna.
Zupę źle gotowała, koszule źle prasowała, podłogę zawsze jakoś nie tak myła. Przeżywała Zosia przez tę teściową, ale gdzie tu uciec, skoro razem mieszkali w małym mieszkaniu? Pracy znaleźć nie mogła, a Michał jej nie pozwalał:
I co ty tam zarobisz po swojej szkole? Siedź już w domu.
Więc siedziała. Kiedy zaszła w ciążę, Michał promieniał radością. Wydawało się, iż wszystko się ułoży. Teściowa przestała robić wymówki, choćby na syna się burknęła, by o żonę dbał. Aż tu nagle tragedia Zosia straciła dziecko. I wtedy stało się jeszcze gorzej.
Do niczego się nie nadajesz: ani rozumu, ani zdrowia. Tylko twarz ładna, a z tego pożytku żadnego wzdychała teściowa. A Michał uśmiechał się z zadowoleniem, jakby w ogóle nie chodziło o jego żonę.
Druga ciąża nie przyniosła już Michałowi radości. Zniknęła już troska, zniknął entuzjazm, pojawiło się zniecierpliwienie, iż żona traci figurę. Teściowa karciła syna, iż żony nie wolno krzywdzić, iż dziecko powinno się rodzić z miłości.
A gdzie tu miłość, myślała Zosia, gdy mąż całkiem od niej ochłonął. Spać zaczęli w osobnych pokojach, on śpieszył się do pracy, wracał, gdy Zosia już spała.
Zosia płakała nocami, ale gdzie miała pójść? Rodziców nie było, a ona nie chciała samotności dla swojego dziecka. Bardzo chciała ocalić tę rodzinę, dumy nie pokazywała.
Gdy zachciało się rodzić, nie było choćby komu zawieźć jej do szpitala Michał od tygodnia się nie pokazywał w domu. Zosia sama zadzwoniła po pogotowie. Urodziła i nie zadzwoniła do męża i tak nie wiedziała, dokąd wracać. Ale przed szpitalem czekał na nią samochód z balonami. Ucieszyła się Zosia, wybiegła, a Michała nie było. Za to stali teściowa Jadwiga i dziadek Stanisław, ubrani odświętnie, z kwiatami.
Dziękuję ci, wnuczko, za prezent! Lepszej prawnuczki niż nasza Zosia nie ma na świecie! cieszył się dziadek. A pani Jadwiga, choć powściągliwa, nie mogła oderwać oczu od wnuczki.
W domu już wszystko przygotowane, stół zastawiony. Ciasto drożdżowe Zosi upiekła teściowa.
Nie spodziewałam się, iż Michał będzie takim niegodziwcem nie przebierała w słowach pani Jadwiga. Zabalował, zostawił dziewczynę z dzieckiem. Ale nic, poradzimy sobie bez niego. Zobaczymy, jak sobie poradzi sam. Was nie dam skrzywdzić. Wypiszę go z mieszkania, niech sobie radzi. Bo nas tu więcej nie zmieści. A jeszcze może nową żonę przyprowadzi.
Jak nazwiemy? spytał dziadek Stanisław Może Marysia, jak twoja mama miała na imię?
Zosia się rozpłakała. Już dawno nie pozwoliła sobie na łzy. A teściowa pogłaskała ją po głowie:
Nie martw się, będzie jeszcze dobrze. Dobrze ci w roli mamy. A on głupiec, iż tego nie zobaczył.
Pojadę na wieś, tam nam będzie lepiej powiedziała cicho Zosia.
I dobrze pokiwał głową dziadek. Razem wychowamy wnuczkę.
***
Dwa lata później, gdy Zosia zamieszkała z powrotem na wsi, poprosił ją o rękę Janek, prosty chłopak, z sąsiedztwa, którego wcześniej choćby nie zauważała. Przed poznaniem Michała nie spojrzałaby na takiego. Teraz jednak miała prostsze oczekiwania: chciała tylko być kochana i szanowana.
Zostań moją żoną. Gdzie znajdziesz drugiego takiego? żartował Janek. Znasz mnie od dzieciństwa. A jeżeli Michał wróci?
Zosia nie dała mu dokończyć:
Nie wróci, a choćby jakby, już go nie kocham.
I dobrze ucieszył się dziadek. Teraz będziemy się do wesela szykować.
***
Na wesele przyjechała pani Jadwiga.
A jak ty się do Zosi odnosisz? zapytała oschle Janka. Przecież z pracy dziś pieszo wracała! Nieporządek w domu, rajstopki Marysi nieuprasowane…
A pani kto? zdziwił się Janek.
Teściowa.
Była poprawił Janek z uśmiechem.
Oj, przestańcie się przekomarzać! zaśmiała się Zosia. Teściowa to nie funkcja czasowa.
No, ja tylko z troski tłumaczyła się pani Jadwiga. Boję się, iż nie pozwolicie mi widywać się z wnuczką.
Proszę przyjeżdżać, kiedy pani chce zapewnił Janek ale rodzinę będziemy układać sami, bez cudzych rad.
Zosia z dumą spojrzała na Janka. Ten mnie nie skrzywdzi, pomyślała i uśmiechnęła się z ulgą.
Czasem los daje nam trudnych ludzi, byśmy poznali tych dobrych. I choć życie bywa niesprawiedliwe, zawsze warto szukać własnego szczęścia i nie bać się zaczynać od nowa.





