Obietnica Denis z pewnością prowadził samochód, wracając z delegacji z pobliskiego miasta, obok sie…

twojacena.pl 13 godzin temu

Obietnica

Kierownicę trzymał pewnie Kuba. Jechał uważnie drogą do Warszawy, po prawej siedział jego kompan Bartek. Wracali z delegacji z Krakowa, szef wysłał ich na dwa dni, żeby załatwić kontrakt.

Bartek, niezły z nas duet, wszystko dopięte na ostatni guzik, umowa podpisana na kupę złotych, pan szef pewnie będzie skakał z euforii zaśmiał się Kuba.

No tak, tym razem szczęście się do nas uśmiechnęło potwierdził Bartek, przyklaskując. Pracowali razem od lat w tej samej spółce.

Fajnie wracać do domu, gdy ktoś na ciebie czeka mówił Kuba. Moja Jadzia jest w ciąży, narzeka na te polskie mdłości, żal mi jej, ale sami chcieliśmy dziecka. Powiedziała, iż zniesie wszystko dla naszego bobasa.

Dziecko to skarb, my z Kasią próbujemy już od dobrych kilku lat, niestety ciągle się nie udaje. Teraz przygotowujemy się do drugiej próby in vitro, pierwsza poszła jak zima w maju zdradził szczerze Bartek. Z Kasią byli od siedmiu lat i marzyli o dziecku, ale los postanowił im rzucać kłody pod nogi.

Kuba żenił się dopiero po trzydziestce. Kobiety w życiu miał różne, ale żadna nie urywała mu głowy. Jak tylko spotkał Jadwigę, zakochał się po uszy od tamtej pory nie patrzył na inne.

Bartek był świadkiem na jego weselu trochę zazdrościł kumplowi. Jadzia to był anioł: piękna, czuła, sama słodycz. Nic dziwnego, iż Kuba się w niej zakochał po samą czapkę.

Deszcz gryzł szybę jakby na złość, auto czasem chrapało na wybojach, panowie rozmawiali w świetnych humorach. Nagle zadzwoniła Jadzia, Kuba odebrał.

Hej, kochanie, już wracamy, powinniśmy być za dwie godziny w domu. Jak się czujesz? Mówiłem, niczego nie dźwigaj, sam wszystko ogarnę, ściskam cię, do zobaczenia, miłości!

Bartek słuchał i wyobrażał sobie Jadzię, czekającą z tęsknotą na Kubę. A potem rozmyślał:

Kaśka choćby nie zadzwoni myśli, iż jestem jej własnością. Ona nie jest jak Jadzia, w domu wszystko jak z zegarka: praca, dom, rutyna.

Nagle Kuba skręcił raptownie z naprzeciwka sunął dostawczy furgon marki Żuk, zderzenie wisiało w powietrzu, ale w ostatniej chwili Kuba odbił w bok, walnął w latarnię po swojej stronie i auto wyleciało z trasy. Bartek ocknął się z bólem w głowie, ręka zalana krwią, drzwi od jego strony otwarte. Spojrzał na Kubę ten się nie poruszał.

Podbiegli ludzie, zatrzymywały się samochody. Bartek powoli łapał oddech na mokrej trawie, czekali na karetkę. Kubę wydobyli z wraku, położyli na noszach. Bartek schylił się nad nim, Kuba szepnął słabo:

Pomóż Jadwidze

Obu zabrano do szpitala. Bartek miał złamany nadgarstek i porządne wstrząśnienie mózgu, ale był przytomny. Bez przerwy pytał personel:

Co z Kubą? Jak mój przyjaciel?

Aż w końcu pielęgniarka powiedziała wprost:

Kuba nie żyje

Bartek był przygaszony jak świąteczne lampki w lutym. Na pogrzebie nie był, ręka jeszcze w gipsie. Kaśka pojechała, opowiadała, iż Jadzia płakała jak dziecko, nie mogła uwierzyć, iż jej Kuba nie wróci, ledwie stała przy grobie.

Po wypisie ze szpitala Bartek z Kasią pojechali na cmentarz, długo stali nad mogiłą Kuby, w myślach złożył mu obietnicę:

Nie martw się, stary, nie zostawię Jadwigi, pomogę jej, jak prosiłeś

Dwa dni później Bartek odwiedził Jadzię zadzwonił do drzwi, a ona, widząc go, rozkleiła się.

Jak mam żyć bez niego? Nie potrafię Kuba był wszystkim.

Jadzia, obiecałem twojemu mężowi, iż Ci pomogę. Zadzwoń zawsze, gdy czegoś potrzebujesz będę wpadał ile trzeba.

Mijały tygodnie. Jadwiga powoli stawała na nogi, choć bała się, iż przez stres straci dziecko, lekarz ją mocno przestrzegał. Bartek wpadał dwa razy w tygodniu: przywoził zakupy, witaminy, odwoził na kontrole, wspierał. Jadzia nie wykorzystywała jego dobroci dzwoniła do niego tylko, gdy naprawdę musiała.

Bartek, głupio mi, iż tracisz dla mnie tyle czasu

Daj spokój, obiecałem Kubie rzucał lekko.

Bartek miał do Jadwigi ambiwalentne uczucia z jednej strony była wymarzoną kobietą, z drugiej wszystko w tej sytuacji gryzło się z rozsądkiem.

Tymczasem Kasia i Bartek przeżywali próbę za próbą. Znowu wyniki, kolejne badania, a na końcu wyłącznie rozczarowania Bezdzietność ich bolała jak zęby na zimnych lodach. Kasia nie wiedziała o pomocy dla Jadwigi Bartek ukrywał kontakt, w telefonie Jadwiga figurowała jako Pomoc Społeczna, bo wiedział, iż żona od razu zrobi się podejrzliwa.

Po drugiej nieudanej próbie, między Kasią a Bartkiem zapanowało napięcie. Kaśka oczywiście winę widziała po stronie męża, a on przestał się tym przejmować.

Kasia widziała, iż Bartek zachowuje się coraz dziwniej krążył po domu jak po pustej galerii, czasem był nieobecny, bywał rozdrażniony i wyjeżdżał w dziwnych godzinach. Romansu się nie spodziewała, bo w tej materii Bartek trzymał formę.

Bartek wiedział, iż w domu sypie się jak karton po butach, za to w pracy grzał się sukcesem. Projekt, który zaczął z Kubą, sam dokończył, za co firma dostała rekordowy kontrakt.

U Jadwigi z każdym kolejnym miesiącem ciąży rosło bezradność i zmęczenie. Rodzice daleko, aż w Białymstoku, w Warszawie nie miała nikogo bliskiego. Dopadały ją bóle głowy, puchły nogi, ale dzielnie się nie skarżyła.

Pewnego dnia Bartek wjechał z torbą zakupów, a tu widzi Jadwigę na drabinie, wieszającą firanki.

Umyłam okna rzuciła pogodnie teraz czas na nowe zasłony.

Moja droga, natychmiast schodź z tej drabiny! Z takim brzuchem nie skacze się po meblach. Lepiej nie ryzykować, zrobię to za ciebie krzyknął Bartek, pomagając jej zejść. Gdy byli blisko, poczuł dreszcz nie do opisania.

Dzięki, Bartek powiedziała, po czym rzuciła się do łazienki mdłości znów dawały się we znaki.

Bartek oddychał głęboko, w myślach mrucząc:

Ciekawe, czy Kuba z góry to widzi? Sam chciał, żebym się opiekował

Kiedy indziej Jadzia rzuciła mu:

Bartek, pomożesz mi zrobić pokój dziecięcy? Potem już nie dam rady, a tymczasem wypatrzyłam ostatnio fajną tapetę na spacerze.

Bartek nie miał wyjścia zabrał się za remont, nie dopuściłby, żeby Jadzia sama się szarpała z robotą. Pracowali razem, choć tak naprawdę to ona głównie podawała narzędzia i dopingowała. Pokój się skończył, ale Bartek miotał się: tu żona ze smutkami nieudana kolejna próba, tam Jadwiga lada chwila poród.

Kasia przeczuwała, iż na ratunek dla rodziny trzeba coś zrobić. Postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i rzuciła się w wir pracy pisała artykuły do magazynów. Aż w końcu choćby Renata z Polityki zaproponowała jej stałą rubrykę. Wzięła ofertę z miejsca; chciała oderwać głowę od problemów. Za pierwszy tekst wpadło sporo złotych wróciła do domu z torbą pyszności i parą win.

Co to za okazja? zapytał Bartek, wracając z pracy.

Dostałam honorarium odparła ucieszona. Musimy to uczcić, czekałam na ten kontrakt.

Na stole rozłożyła przysmaki, kieliszki z winem, telewizor wyświetlał ich ulubioną komedię; relacje w domu nieco się ociepliły.

Nagle zadzwonił Bartka telefon. Kasia zerknęła na ekran i widzi Pomoc Społeczna. Bartek gwałtownie wyszedł do kuchni.

Bartek, przepraszam, ale chyba zaczynam rodzić Pogotowie już jedzie.

Ale przecież dopiero siódmy miesiąc?

Tak bywa, boli mnie strasznie sapała Jadzia.

Dobrze, przyjadę do szpitala obiecał.

Szybko się ubrał, Kasia patrzyła z niepewnością.

Wyjeżdżasz? O tej porze?

Tak, szef chce porozmawiać o jakiejś fundacji, później wszystko opowiem wymamrotał na szybko.

Szef, fundacja, dobre sobie myślała Kasia.

Bartek wyleciał z klatki i pojechał do szpitala, wcale nie blisko. Jadzia już była na miejscu. Czekał, czekał, aż po dwóch godzinach pielęgniarka oznajmiła: urodziła synka. Kamień spadł mu z serca; po powrocie do domu był wymęczony jak po maratonie.

Kasia nie spała; od razu przeszyła go wzrokiem.

Ta twoja pomoc społeczna cię dziś zmasakrowała? zapytała kąśliwie.

Bartek padł na kanapę, choćby nie zdjął kurtki.

Tak, Kasiu Jadzia urodziła syna. Obiecałem Kubie, iż jej pomogę. Ona została zupełnie sama.

Wszystko jasne Kasia wypaliła, składając puzzle w całość. Czego teraz się spodziewać? Teraz będziesz niańczyć jej dziecko, tak?

Tak, Kasiu, muszę.

No to świetnie Ja ci tego nie daruję, nie będziesz marnował czasu w cudze dziecko, skoro swojego nie mamy i już raczej nie będziemy mieć. Składam papiery o rozwód zrób, co chcesz. Kto wie, może gwałtownie znajdę nowego i zdążę urodzić.

Bartek spojrzał na nią zaskoczony, ale widział, iż wini go za wszystko.

Twoja sprawa, Kasiu, tłumaczyć się nie zamierzam. Muszę pomóc Jadwidze.

Czas minął. Kasia rzeczywiście złożyła wniosek o rozwód. Bartek przeniósł się do Jadwigi, pomagał z małym Danielem. Po paru miesiącach wzięli ślub a dwa lata później urodziła im się córka, Hania.

Dzięki za cierpliwość i czytanie do końca. Trzymajcie się zdrowo życie lubi zaskakiwać!

Idź do oryginalnego materiału