No i wynoś się stąd, nigdy cię nie kochałem! krzyczałem, goniąc za młodą żoną, która wychodziła z mieszkania z małym dzieckiem.
W końcu odważyłaś się przyznać, iż to wszystko tak naprawdę wiesz. Chociaż sama to świetnie rozumiem, nie musiałem tego mówić odparła kobieta.
Bogna spojrzała na mężczyznę, który rozsiadł się na fotelu i trzymał w ręku butelkę. W tej chwili jasno zdała sobie sprawę, jaki adekwatny krok powinna podjąć. jeżeli jeszcze miałaby jakieś wątpliwości, natychmiast zniknęły. Spojrzała na małego synka, uśmiechnęła się do niego i pewnym krokiem ruszyła w stronę drzwi wejściowych.
Wtedy Bogna nie wiedziała jeszcze, dokąd ją zaprowadzą te same drzwi. Nie można powiedzieć, iż po odejściu od męża jej życie stało się szczególnie szczęśliwe. Wynajmowane mieszkania, niekończące się dorywki, mały synek na rękach i brak jakiejkolwiek pomocy. Matka już nie żyje, ojca widziała tylko w dzieciństwie i nie ma pojęcia, gdzie się znajduje. Nie chciała choćby o tym myśleć.
Gdyby miał ochotę, znalazłby sposób, żeby się spotkać z córką; a skoro nie rozmawia, to po prostu nie chciał rozmyślała Bogna.
Ale historia nie o nim, a o samej Bognie.
Poznaliśmy się z Michałem na dyskotece. Był przystojny, elegancko ubrany, rozrzucał komplementy. Trochę zarozumiały, ale wtedy nie zwróciłam na to uwagi i, jak się później okazało, był to błąd.
Michał wychował się bez ojca, ale miał wystarczająco dużo opiekunów babcię, matkę, ciocię. Wszystko kręciło się wokół niego i dla niego. Tak było od dzieciństwa, przez młodość, aż po małżeństwo z Bogną i wprowadzenie jej do swojego mieszkania w Warszawie. Życie rodzinne rozpadło się bardzo szybko, bo Bogna nie chciała stać się kolejną nianią. Mieszkali razem rok, zanim urodził się synek Szymon, i dwa lata po tym. W końcu nie wytrzymała, spakowała rzeczy i odeszła.
Od dnia rozwodu minęło dwadzieścia lat. Szymon już dorósł, ukończył studia. Ojciec nigdy nie szukał kontaktu z synem i nie interesował się jego losem, a Bogna nie nalegała. Syn wychowała sama.
Pewnego ranka Bogna, jak co dzień, szła do pracy. Nastrój nie był najlepszy lato już za sobą, a jesień w pełni przejęła ulicę, a w końcu zbliżała się zima. Pierwszy śnieg, który spadł rano, nie chciał się topić i skrzypiał pod jej butami.
Szła powoli, nie spiesząc się. Kiedyś biegła z pracy do pracy, a teraz życie ułożyło się w porządek, wszystko na swoje miejsce.
Syn nie tylko się uczył, ale i dorabiał. Bogna od dawna była kierowniczką działu i otrzymywała przyzwoitą pensję w złotówkach.
Natalio, po co tak się spieszysz, pozostało wcześnie zawołała, zauważając młodą podwładną.
Cześć, Boguslawo Anatoliju przywitała się dziewczyna nieśmiało, odwracając wzrok.
Bogna zauważyła, iż wilgoć pod oczami ukrywa nieudany makijaż tanim korektorem.
Natalio, co znowu? Dlaczego nie lubisz siebie i wciąż trwasz w tym?
Boguslawo, nie wiem dziewczyna pociągnęła łzy, bo już nie dało się ich dłużej ukrywać.
Bogna spojrzała na podwładną i przypomniała sobie własne początki.
Natalio, spójrz na ławkę wskazała na ośnieżony fotel przy wejściu.
Gdzie? dziewczyna rozejrzała się, zapominając o łzach i o swoim synku.
Zobacz. Są tam wróbelki, zmarznięte i nie mają co jeść. Lato im sprzyja, a teraz cierpią. Za trzycztery miesiące przyjdzie wiosna i znów będą śpiewać w słońcu kontynuowała Bogna.
Tak przytaknęła Natalia.
Tak samo będzie i w twoim życiu. Trzeba przetrwać trudny czas, ale nie można siedzieć bezczynnie. Musisz wziąć się w garść i naprawdę chcieć zmiany, znaleźć w sobie siłę. Rozumiesz?
Natalia przyjrzała się uważnie.
Jesteś silna, zadbana i piękna. Ja
Nie mów tak! Jesteś piękna i mądra, zobaczysz, iż możesz żyć inaczej. Wystarczy chcieć i nie bać się.
Natalia zgodziła się:
Zróbmy tak: idziemy do pracy, a wieczorem pomyślimy, co zrobić w twojej sytuacji.
Chodźmy
Dzień w biurze minął szybko. Wieczorem Bogna podeszła do Natalii.
Jak się czujesz?
Tak sobie Szczerze mówiąc, nie mam ochoty wracać do domu.
Nie chodź więc. Zabierz córkę z przedszkola i jedź do mnie, zostaniecie na noc. Rano będzie lepiej.
To niewygodne
Dość! Jedźmy po Kasię z przedszkolka, potem do mnie. Wczoraj upiekłam ciasto truskawkowe, napijemy się herbaty.
Synowi postawię rozkładany stolik w kuchni, a wy spędzicie noc w jego pokoju; kanapa się rozkłada.
Natalia się zgodziła. To był pierwszy spokojny wieczór w jej życiu. Bogna wydawała się mniej niezdarna niż zwykle.
Następnego ranka pomogła dziewczynie wynająć mieszkanie i się wprowadzić. Życie Natalii ruszyło od nowa.
Trzy miesiące później Natalia poprosiła Bogusławę, by zobaczyła się z jej córką, bo miało odbyć się sądowe przesłuchanie w sprawie rozwodu. Mąż Natalii został rozdzielony od niej, sądzono alimenty. Dziewczyna była szczęśliwa, bo kończony był jej trudny okres.
W piątek w pracy Natalia podeszła do Bogusy:
Boguslawo, przyjdź do nas w sobotę na herbatę, już choinkę przystrojiliśmy.
Dobrze, przyjdę.
Następnego dnia, jak obiecała, Bogusia pojechała w gościnę. Po drodze wpadła do sklepu po paczkę ciasteczek i czekoladkę dla małej Kasi.
Boguslawo, jestem wam bardzo wdzięczna. Dosłownie uratowałaś mi życie podziękowała Natalia.
Nie ja, Natalia, to ty zdecydowałaś się na zmianę, a ona nadeszła. Kiedyś też byłam w twojej sytuacji.
Bogusia opowiedziała Natalii swoją historię. Dziewczyna słuchała uważnie opowieści o trudnej drodze swojej szefowej. Życie wydawało się jej niezwykłe.
W biurze patrzyli na zadbaną i zadowoloną Bogusławę i zawsze myśleli, iż ma szczęście, choć nie wiedzieli, jak wielki ból nosi pod elegancką fasadą.
Bogusia pokazała dziewczynie album ze zdjęciami. choćby mała Kasia na chwilę odłożyła lalki i przyjrzała się zdjęciom razem z dorosłymi. Bogusia opowiadała, gdzie wyjeżdżali z synem, jakie interesujące przygody mieli. Natalia i Kasia słuchały z uwagą.
A czy wzięłaś jeszcze raz mąż? zapytała Natalia, po czym lekko się zawstydziła.
Nie, Natalia. Nie układało mi się z mężczyznami, ale jestem pewna, iż jeszcze znajdziesz prawdziwe szczęście.
Dziękuję bardzo. Życzę też, byś znalazła swoje prawdziwe szczęście odpowiedziała Natalia, obejmując szefową.
Pożegnali się serdecznie. Mała Kasia wybiegła do przedpokoju.
Ciociu Boguslawo, przyjdziesz jeszcze?
Oczywiście, przyjdę, jak tylko zaprosisz odpowiedziała, obejmując dziewczynkę.
Do widzenia.
Do widzenia, do poniedziałku odparła Bogusia i wyszła na klatkę schodową.
Na ulicy rozpoczęła się przedświąteczna burza śnieżna. Bogusia szła po zaśnieżonym chodniku, mijając pięknie przystrojone witryny.
Proszę, pani, poczekaj! usłyszała zza siebie nieznany męski głos.
Na początku nie odwróciła się, myśląc, iż to nie jej.
Pani, poczekaj! zawołał ponownie.
Obróciła się. Ku niej podbiegł mężczyzna średniego wieku.
Po co tak uciekasz przede mną? zapytał, odchodząc nieco na bok.
Czego ode mnie chcesz? spytała Bogusia.
Zauważyłem, iż zgubiłaś rękawiczki przy wyjściu ze sklepu wyciągnął je.
Och, naprawdę. Dziękuję bardzo!
Nazywam się Edward! zadeklarował.
A ja Bogusia! odparła żartobliwie.
interesujące imię! Może zawiozę cię gdzieś?
Nie, nie mam daleko.
Nie odmawiaj, taka burza
Dobrze, jedźmy.
Edward okazał się sympatyczny. Jechały i rozmawiały przyjemnie. Samochód zatrzymał się przy przejściu, by przepuścić przechodzącego mężczyznę. Był wyższy, szczupły i wyraźnie nie trzeźwy. Spojrzał niejasno na auto, a reflektor oświetlił mu twarz.
Bogusia, zaskoczona, ledwie rozpoznała w nim swojego byłego męża. Odwrócił się i odszedł dalej. Samochód ruszył.
Boguslawo, gdzie planujesz spędzić Sylwestra? zapytał Edward.
Jeszcze nie wiem odpowiedziała.
Może spotkamy się razem? Zapraszam do restauracji, zapewniam dobrą zabawę.
Bogusia uśmiechnęła się.
Zgoda. Nie zawiodę.
Dobrze, czemu nie? uśmiechnął się Edward.
Dlaczego miałaby odmawiać? Zasłużyła na szczęście. A może tuż przed nowym rokiem spotka prawdziwą miłość i to przypadkowe spotkanie odmieni jej los. Kto wie?











