Poznałam Sławka, gdy jego małżeństwo już się rozpadło.
Był wolny, po rozwodzie.
Mieszkał sam, spokojnie.
Wydawał się zrównoważony i rozsądny.
Myślałam, iż z nim zbuduję przyszłość.
Nigdy nie mówił o swojej byłej.
Ani jednego złego słowa.
Jakby tamtego życia nie było.
Nie nalegałam, nie grzebałam w przeszłości.
U nas wszystko układało się dobrze.
Zbliżyliśmy się bardzo szybko.
Od pierwszego spotkania patrzyliśmy podobnie na świat.
Zamieszkaliśmy razem niemal od razu.
Żyliśmy spokojnie, bez awantur.
Wiedziałam jedno – miał dwoje dzieci z poprzedniego małżeństwa.
Odwiedzał je, kupował prezenty.
Czasem zostawał u nich do wieczora.
Ja nie uczestniczyłam w ich życiu.
Jego była żona nienawidziła mnie całym sercem.
Dlatego trzymałam się z daleka.
Po czterech latach wzięliśmy ślub.
Tego samego dnia dowiedziałam się, iż jestem w ciąży.
To był dzień szczęścia.
Sławek promieniał, przytulał mnie, krzątał się.
Dbał o mnie, biegał w nocy po truskawki.
Czułam się kochana.
Wszystko wydawało się prawdziwe.
Aż do pewnego wieczoru.
Wrócił od dzieci i powiedział sucho:
„Ola, moje dzieci będą z nami mieszkać”.
„Aneta wyjechała za granicę z nowym facetem”.
„Nie wiadomo, kiedy wróci”.
„Dzieci zostawiła na mnie”.
Milczałam.
Nie krzyczałam, nie robiłam scen.
Słuchałam, jak wali się mój wymarzony dom.
Nawet nie spytał, nie wytłumaczył.
Po tygodniu dzieci były u nas.
Próbowałam sobie poradzić.
Gotowałam, sprzątałam, szukałam kontaktu.
Dzieci mnie nie akceptowały.
Ignorowały moje prośby.
Odmawiały jedzenia, które przygotowałam.
Rozrzucały rzeczy, śmiały się w twarz.
Nazywały mnie obcą.
Raz starszy rzucił we mnie talerzem z makaronem.
Płakałam w łazience, trzymając ręce na brzuchu.
Sławek mówił: „Ola, wytrzymaj, to przecież dzieci”.
A ja pytałam siebie – kim ja jestem?
Jestem w ciąży.
Zgodziłam się być twoją żoną.
Nie przysięgałam być macochą wbrew woli.
Po miesiącu nie wytrzymałam.
Spakowałam rzeczy i pojechałam do mamy.
Tam pierwszy raz od dawna się wyspałam.
Zjadłam w spokoju, oddychałam swobodnie.
Mąż przyjechał po tygodniu, zły i obrażony.
Mówił, iż jestem zdrajczynią.
Odeszłam, bo inaczej bym się złamała.







