To nie jest moje dziecko, to kopia twojego kolegi, ale zdecydowanie nie moja! wykrzyknął Filip.
Ale przecież już mamy wynik testu DNA, to chyba wystarczy! błagała Renata.
Może podrobiłaś ten test? Skąd mam pewność? upierał się Filip.
Skąd niby miałabym wziąć pieniądze na fałszowanie testu? odparła Renata.
Twój były dał ci kasę, żebyś wrobiła mnie w jego dziecko, rzucił Filip, nieco złośliwie.
Ta oskarżająca uwaga Filipa głęboko dotknęła Renatę. Próbowała mu wytłumaczyć, iż wszystkie niemowlaki wyglądają tak samo na początku, ale on był głuchy na jej słowa. Kazał jej wyjść i nie wracać w tę noc, zamykając drzwi z hukiem niczym prokurator na emeryturze.
Siedząc na podłodze z płaczącym niemowlakiem na rękach, Renata poczuła się całkiem bezradna. Starała się utulić synka, ale zajęło jej to tyle czasu, iż zdążyła przemyśleć całe swoje życie i kolejne pokolenia przy okazji. W rozpaczy zadzwoniła do babci, która doradziła, żeby poprosiła o pomoc Marka, syna swojej przyjaciółki, przy przeprowadzce.
Marek zjawił się, jak przystało na polskiego rycerza z wnętrza bloku, pomógł Renacie spakować rzeczy, rozkręcił łóżeczko i ogarnął cały temat przeprowadzki. Renata zaproponowała kawę, ale Marek z uśmiechem odmówił, tłumacząc, iż woli napić się u babci w kuchni, bo tam filiżanka zawsze smakuje najlepiej. Przez kolejne dni Marek wspierał Renatę, woził ją i jej synka na zakupy, pomagał przy załatwianiu spraw, a także poświęcał czas na rozmowy, których bardzo jej brakowało.
Im więcej czasu spędzali razem, tym mocniej Renata zdawała sobie sprawę, iż Marek nie jest tylko kolegą. Zaiskrzyło między nimi jak między zapałką a polskim ogórkiem w słoiku niby tylko syczą, a potem już nie wiesz, kiedy wszystko się zaczęło. Po pewnym czasie wzięli ślub, a później Renata urodziła córeczkę Jagodę. Jej syn wyrósł, stając się żywą kopią swojego biologicznego ojca, jakby miał w sobie całą gamę polskich genów z katalogu.
Gdy Filip po latach zobaczył swojego syna, nie mógł oprzeć się łzom żalu i rozczarowania, iż porzucił rodzinę i rozbił ją swoimi wątpliwościami. Była to gorzka lekcja, której smak zna każdy, kto kiedyś wybrał dumny wyścig po własne racje zamiast gorącej herbaty w rodzinnym gronie.












