Ojej, widziałyście tę kobietę, która z nami w sali? Już starsza… – Tak, całkiem siwa. Pewnie ma wnuki, a mimo to – chce malucha, w jej wieku…

newsempire24.com 12 godzin temu

24 sierpnia 2025 r.

Dzisiaj znowu przeglądam losy jednej z pacjentek naszego oddziału. Czy widzieliście, panie, tę starszą kobietę w sali? pytała jedna z pielęgniarek, a ja, choć nieczęsto rozmawiam z personelem, nie mogłem nie słuchać. Tak, już naprawdę siwa. Pewnie ma wnuki, a jednak trafiła tutaj mała córka nie wytrzymała jej w podeszłym wieku.

Zgaduję, iż jej imię to Jadwiga, choć raczej wszyscy zwracają się do niej po imieniu i nazwisku ojcowskim, bo jest zamknięta w sobie i rzadko rozmawia. Nie wiem, ile lat ma jej mąż, bo nikt nie wspomina o nim. Jadwiga wydaje się cicha i ponura, nie nawiązuje kontaktu z nikim. My, pacjentki, staramy się ją pocieszyć, ale choćby nie wiem, jak ją przywitać. Czy to Pani Jadwiga czy Pani Jadwiga Kowalska?

Historia Jadwigi jest ciężka. Gdy jej syn, Tomek, miał cztery lata, cała rodzina zachorowała na tyfus. Matka, ojciec, mały brat i choćby dziadek nie przetrwali. Od tego czasu babcia Maria surowa i władcza podnosiła Tomka na rękach, nie dając mu ani ciepła, ani miłości.

W czterdziestym pierwszym roku życia Tomek i jego przyjaciel Wiktor skończyli trzynaście lat. Mieszkali w dwóch wsi pod Lublinem, ale po przyjeździu do większego miasta podjęli pracę w zakładzie metalowym, bo brakowało ręki. Tam, przy fabryce w Stoczni, poznali się i od tamtej pory pracowali ramię w ramię, nie odróżniając się od starszych kolegów.

W piętnastu lat Wiktor wyjechał na front. Tomek, energiczna dziewczyna o ognistych, rudej barwie włosów o imieniu Zofia chciała iść z nim, ale nie przyjęli jej do oddziału. W tylnej linii przyda się więcej pracowników, głosiło rozkazanie.

W osiemnastu lat Zofia i Wiktor wzięli ślub, choć po wojnie nie było czasu w wesele. Ciężkie lata powojenne nie sprzyjały radościom. Zofia, ku niezadowoleniu babci Marii, przeprowadziła się do męża. Ich wsie oddzielały trzydzieści kilometrów.

Rok później przyszedł na świat ich syn Janek. Młodzi rodzice byli szczęśliwi, w domu panowała idyll, mimo iż w ich młodości spotkało ich wiele trudności, które wynagrodziły chwilami szczęścia.

Jednak szczęście nie trwało długo. Gdy Janek miał sześć lat, Zofia i Janek wciąż żyli w zgodzie, a wioska zazdrościła im spokoju. Wiktor pracował jako cieśl, a jego piece słynęły w całym okręgu. Powiedzieli mu, żeby przywiózł swój sprzęt do sąsiedniej wsi po drugiej stronie rzeki. Wziął Jana ze sobą, bo Zofia była w pracy. Był zimny luty, a oni szli po zamarzniętej rzece. Wiktor niósł ciężką skrzynię z własnymi narzędziami nigdy nie używał cudzych. Janek bawił się beztrosko i nie słuchał ojca, który kazał mu iść blisko. Gdy zostawało dwadzieścia metrów do brzegu, chłopiec poślizgnął się na śnieżnym lodzie. Wiktor rzucił się ratować syna, ale

Wtedy Jadwiga, dwudziestopięcioletnia, straciła męża i syna. Nie mogła już żyć w domu pełnym wspomnień, więc wróciła do swojej rodzinnej wsi, pod opiekę babci Marii. Zrozpaczona, zamknęła się w sobie, a myśl o nowym życiu nie przychodziła jej do głowy.

Jadwiga ma teraz czterdzieści trzy lata. W takiej sytuacji, będąc samotną matką po czterdziestu, podjęła świadomą decyzję o kolejnej ciąży, mimo iż wiedziała, jak trudne będą kolejne lata. Wieś, w której mieszka, jest odległa, a w feralnym lutym strach przed brakiem pomocy w szpitalu dręczył ją. Przyjechała więc wcześniej, by zapewnić dziecku najlepszą opiekę.

Od rana Zofia była jakby w półśnie, wędrując po korytarzach szpitalnych. W osiemnastu latach temu straciła ukochanego męża i syna ból nie zanikł z upływem czasu.

Teraz Zofia została matką zdrowego chłopca, którego nazwała Dariusz. Zawsze pamiętała, jak Janek marzył o bracie. Kup mi braciszka mówił. Tata zrobił mi tyle zabawek! Będę się bawił z braciszkiem. Jak go nazwiesz? pytał ojciec. Dariuszka! odpowiadał. To będzie Dariusz! uśmiechał się Wiktor, patrząc na żonę.

Zofia w tamtym momencie miała nadzieję; Wiktor, oczywiście, wiedział o jej planach. Nie chcieli rozmawiać o Janie, bo strata męża i syna wciąż bolała. A teraz Dariusz pojawił się, spełniając marzenia chłopca.

Babcia Maria przywitała Zofię z noworodkiem niechętnie. Co znowu płaczesz, szczęściu moje? mówila, a Zofia łagodziła dziecko. Ty wstyd, szczęście twoje ryczała Maria. Cała wieś pewnie już plotkuje o twojej hańbie. Tydzień nie pokazuję nosa na ulicy, bo od razu zaczynają pytać. Co mam im powiedzieć? Że moja wnuczka zwariowała?

Wioska rozgłaszała plotki. Niezamężna Zofia w wieku czterdziestu trzech lat i jej nowonarodzony syn wzbudzały ciekawość i krytykę. Babcia nękała Zofię, ale po roku Maria, mimo swojego wieku, nagle zachorowała i niedługo nie było jej już.

Zofia opłakiwała, ale jednocześnie podziękowała babci, iż ją wychowała.

Dariusz wyrósł pięknym młodzieńcem wysoki, o ciemnych oczach, zupełnie nie podobny do matki, którą kochał z całego serca. W siedemdziesiąt lat Zofia stała się babcią. Gdy Dariusz dowiedział się o narodzinach córki, pojechał z matką do szpitala, gdzie jego żona, Sylwia, leżała na pierwszym piętrze. Sylwio, Sylwio! wołał szczęśliwy ojciec. Pokaż dziecko! Sylwia podeszła do okna, trzymając w ramionach maleństwo. Zofia uśmiechała się, ocierając łzy. O, mamo, ona ma rude włosy! Patrz, jak cię przypomina! zachwycał się syn.

Dziś, patrząc wstecz, widzę, jak los potrafi być okrutny i jednocześnie łaskawy. Nauczyłem się, iż cierpliwość i wytrwałość, choćby w najtrudniejszych chwilach, mogą przynieść nowe życie i radość. Nie warto poddawać się zwątpieniu, bo każdy dzień może przynieść niespodziewany blask.

K. Nowak, lekarz internista.

Idź do oryginalnego materiału