Okradasz mojego syna, on choćby żarówki sobie nie może kupić – czyli jak polska teściowa walczy o prezent dla wnuka i żąda ode mnie tysiąca złotych!

twojacena.pl 4 godzin temu

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć, co się dzisiaj wydarzyło, bo aż się we mnie gotuje! Niedzielny poranek, ja zawinięta w mój ulubiony koc na kanapie, Marek pojechał do swojej mamy do Krakowa, bo oczywiście trzeba żarówkę wymienić. Ale ja już dobrze znam te numery chodziło o coś zupełnie innego. Jeszcze dzień wcześniej słyszałam, jak jego mama wywija, iż czy Ty czasem nie zapomniałeś, iż Igor dzisiaj ma urodziny?

No i musisz wiedzieć, iż Marek to takie nasze domowe roztrzepaństwo. Dostaje wypłatę, a za trzy dni pyta mnie, czy mam parę złotych na chleb, bo skończyły się środki. Dobrze, iż oddaje mi kasę na rachunki i zakupy, a całą resztę przepuszcza na jakieś nowe planszówki czy sprzęty do komputerowych rozgrywek. Nigdy się o to nie kłócę, bo powiedz mi sama lepiej już niech sobie chłopak pogra, niż miałby całymi wieczorami siedzieć z kumplami na piwie albo włóczyć się po klubach, nie? Ostatnio śmiałam się, iż podobno pierwsze czterdzieści lat dzieciństwa są najgorsze, więc daję mu się wyszumieć.

Nie chcę, żebyś pomyślała, iż się żalę po prostu tłumaczę, czemu Marek zawsze ma puste kieszenie, a akurat ja nie narzekam. choćby czasem udaje mi się coś zaoszczędzić. Pożyczam Markowi, jak naprawdę musi, ale jak chodzi o jego rodzinę czy to na potrzeby matki, siostry, bratanków to zamykam portfel na cztery spusty.

No i właśnie tydzień temu przypomniałam sobie o tej imprezie Igora, więc już wtedy kupiłam prezent, zapakowałam ładnie, dałam Markowi i rozsiadłam się wygodnie z kakao przed filmem, bo do teściów się nie wybieram wiesz przecież, iż się z nimi gryziemy. Oni od początku twierdzili, iż jestem wyrodna, bo nie daję Markowi wydać na nich ani grosza, albo bo nie biegnę za każdym razem niańczyć ich dzieci. Raz im pomogłam, posiedziałam godzinę z dzieciakami tej jego siostry, ale oczywiście nie przyszli po nie na czas, a ja przez nich spóźniłam się do pracy. Ośmieliłam się mieć pretensje to matka Marka i jego siostra uznały mnie za bezczelną. Od tamtej pory zero niańczenia dzieciaków, niech sobie radzą. Ale sam Marek jak chce, niech się bawi z bratankami, nie mam nic przeciwko.

No i wyobraź sobie, nie minęła godzina, a wpada cała świta z teściową na czele, szwagierka, dzieciaki, wszyscy. Matka Marka ledwo zdjęła płaszcz, a już zaczyna ze swoim:

Postanowiliśmy, iż na urodziny Igora kupimy mu tablet, taki jaki sobie zażyczył, kosztował dwa tysiące złotych. Ty dorzucasz się na tysiaka, proszę bardzo, dawaj.

No rzesz, nie powiem, żebym Igorowi żałowała, chociaż tablet za dwa koła dla dziecka trochę przegięcie. I wiesz co, choćby złotówki im nie dałam. Za to Marek zaczął mi robić aferę, iż się nie dzielę i iż jestem dusigrosz. Miałam już tego dość, więc odpaliłam laptopa, zawołałam Igora do siebie, usiedliśmy razem, zamówiłam mu online, co tylko chciał i sprawa załatwiona. Chłopak wyskoczył z moim prezentem jak dzieciak z cukierkiem, zaniósł matce.

A szwagierka, ta od lepkich rączek, zaraz coś musiała sobie przysposobić, jak zwykle. choćby nie zdążyłam dobrze usiąść, a matka Marka znowu swoje:

Nikogo nie obchodzi, iż kupiłaś prezent, ważne żebyś dała pieniądze. Przecież to są pieniądze mojego syna, a twój facet chodzi biedny, choćby żarówki sobie nie kupi. Dawaj tysiaka, już!

I ta bezczelna baba zaczęła mi grzebać w torebce, która leżała przy łóżku. No, nie wytrzymałam, spojrzałam na Marka i syczę przez zęby:

Masz trzy minuty, żeby wywalić swoją rodzinę z naszego mieszkania!

I wiesz co? Marek nie zająknął się, tylko złapał swoją matkę za łokieć i spokojnie, w ciszy odprowadził wszystkich do drzwi. Trzy minuty czułam wtedy całą satysfakcję świata.

I powiem Ci szczerze niech już sobie Marek dalej kupuje te swoje gry, przynajmniej wiadomo, iż coś go cieszy. Bo kiedyś wszystko, każdą pensję wyszarpywała mu mamusia i jej rodzinka. Jak tak patrzę, to czasem myślę, iż może lepiej byłoby mi wyjść za sierotę. Przynajmniej spokój miałabym święty.

Idź do oryginalnego materiału