On nie jest moim synkiem!

polregion.pl 3 godzin temu

To nie mój syn oświadczył zimno milioner, a jego głos rozbrzmiał w marmurowym holu. Pakuj się i wynoś. Oboje. Wskazał drzwi. Żona przycisnęła niemowlę do piersi, oczy pełne łez. Gdyby tylko wiedział

Na zewnątrz szalała burza, ale w środku było jeszcze gorzej. Leokadia stała nieruchomo, kostki białe od zaciskania małego Tadeusza. Jej mąż, Dionizy Kowalski, miliarder i głowa rodu Kowalskich, patrzył na nią z furią, jakiej nie widziała przez dziesięć lat małżeństwa.

Dionizy, proszę szepnęła drżącym głosem. Nie rozumiesz, co mówisz.

Rozumiem doskonale odparł. Ten chłopiec nie jest mój. Zrobiłem test DNA w zeszłym tygodniu. Wyniki są jasne.

To uderzyło ją mocniej niż pięść. Kolana Leokadii niemal się ugięły.

Zrobiłeś test nie mówiąc mi?

Musiałem. Nie wygląda jak ja, nie zachowuje się jak ja. I nie mogłem dłużej ignorować plotek.

Plotek? Dionizy, to przecież niemowlę! To twój syn! Przysięgam na wszystko, co święte.

Ale Dionizy już podjął decyzję.

Twoje rzeczy wyślemy do domu twojego ojca. Nie wracaj tutaj. Nigdy.

Leokadia zawahała się przez chwilę, mając nadzieję, iż to kolejny jego kaprys, który minie do jutra. Lód w jego głosie nie zostawiał jednak wątpliwości. Odwróciła się i wyszła, stukot jej obcasów niosąc się po marmurze, gdy nad rezydencją rozpętał się grzmot.

Leokadia wychowała się skromnie, ale weszła w świat luksusu, wychodząc za Dionizego. Elegancka, dyskretna, inteligentna wszystko to, co wychwalają magazyny i czego zazdrościła wyższa sfera. Ale teraz nic się nie liczyło.

Gdy limuzyna wiozła ją i Tadeusza z powrotem do domu ojca w Zakopanem, jej myśli wirowały. Była wierna. Kochała Dionizego, stała przy nim, gdy rynki się zawaliły, gdy prasa go niszczyła, choćby gdy jego matka ją poniżała. A teraz wyrzucił ją jak intruza.

Ojciec, Tadeusz Nowak, otworzył drzwi, szeroko otwierając oczy.

Leokadia? Co się stało?”

Rzuciła mu się w ramiona. Powiedział, iż Tadzio nie jest jego Wyrzucił nas.

Szczęka Tadeusza zacisnęła się. Wejdź, córeczko.

W kolejnych dniach Leokadia próbowała się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Dom był mały, jej dawny pokój niemal niezmieniony. Niemowlę, niczego nieświadome, gaworzyło i bawiło się, dając jej chwile wytchnienia.

Ale coś ją niepokoiło: ten test DNA. Jak mógł być błędny?

Zdesperowana, pojechała do laboratorium, gdzie Dionizy go wykonał. Miała znajomości i długi do odebrania. To, co odkryła, zmroziło jej krew.

Test został sfałszowany.

Tymczasem Dionizy samotnie przemierzał rezydencję, dręczony ciszą. Przekonywał siebie, iż postąpił słusznie nie mógł wychowywać dziecka innego mężczyzny. Ale poczucie winy go zjadało. Omijał pokój Tadeusza, aż ciekawość wzięła górę. Widząc pusty wózek, pluszową żyrafę i malutkie buciki w szafie, coś w nim pękło.

Jego matka, pani Bronisława, nie pomagała.

Mówiłam ci, Dionizy rzekła, sącząc herbatę. Ta Nowakówna nigdy nie była ciebie warta.

Nawet ona zdziwiła się, gdy Dionizy nie odpowiedział.

Minęły dni. Tydzień.

A potem przyszła przesyłka.

Bez nadawcy. Kartka i zdjęcie.

Dłonie Dionizego drżały, gdy czytał.

Dionizy,

Pomyliłeś się. Całkowicie.

Chciałeś dowodów proszę bardzo. Znalazłam oryginalne wyniki. Test został sfałszowany. A to zdjęcie, znalezione w gabinecie twojej matki Sam wiesz, co to znaczy.

Leokadia.

Prawda runęła na niego jak kamień nagrobny. Widział to zdjęcie wcześniej jego matka i zarządca majątku, razem, w zbyt bliskiej zażyłości. Powód manipulacji stał się jasny. Walka o spadek, zagrożony przez prawowitego dziedzica. Cała jego duma, jego gniew, zostały wykorzystane jako broń, by odebrać mu syna. List od jedynej kobiety, która naprawdę go kochaDionizy zrozumiał wreszcie, iż prawdziwe bogactwo nie leży w złocie, ale w małych dłoniach synka, który teraz patrzył na niego z ufnością, gdy ojciec klęczał przed nimi, prosząc o przebaczenie.

Idź do oryginalnego materiału