Ona nie jest moją matką 🍎

twojacena.pl 10 godzin temu

Nie ma co się przyklejać, Aniu? Niech jedzie do domu dziecka.
Ciocia Marta, szkoda jej, mówi Olga.
Szkoda? To weź ją, jak taka miła, szyderczo chichocze Maria, zapinając siwą koszulę pod ramię i wiążąc fartuch kuchenny. Idź sobie, mam pełne ręce roboty, muszę gotować, zaraz wróci mój mąż z pracy i przyjdą wnuki z zajęć, a moje garnki są puste. Widzisz, mam tyle własnych!
Widzisz. Mam też troje własnych, gdzie jeszcze wcisnąć Anię?
No to o co nam ten kłótnia? podsumowuje Maria, wypędzając siostrzenicę wprost na drzwi. W domu dziecka jej miejsce, tam nie będzie jej wkurzać.

***

Jadzia, o której gadają jej krewni Maria i Olga, traci rodziców już w najwcześniejszym dzieciństwie, a potem dziadków, którzy opiekowali się nią do szóstego roku życia. Precyzyjniej mówiąc, sąd odbiera jej rodziców.

Moja mama zaczęła pić już w szkole, opowiada teraz trzydziestoletnia Jadzia swojej przyjaciółce Joli. Moi dziadkowie, jej rodzice, obwiniali się, bo bardzo rozpieszczali córkę, wszystko jej pozwalali, w szkole nie chciała się uczyć, dostawała same dwójek. Po dziewięciu klasach urodziła mnie z takiego samego miłośnika alkoholu, osiemnastoletniego chłopaka Szymona.
Straszne… mówi Jola, zaskoczona wyznaniami. Jadzia nigdy nie opowiadała tak szczegółowo o dzieciństwie.
Wychowywali mnie babcia i dziadek ze strony matki. Po stronie ojca było cicho tam od pokoleń kieliszki. Dyna widzisz, to straszne, a ja w tym żyłam.
Jola czuje dreszcz.

Co się stało z dziadkami? Dlaczego tak wcześnie odszedli? pyta.
Dziadek miał problemy z sercem, a babcia nie wytrzymała bez niego, zmarła w roku po nim. Moja mama była ich jedynym, późno przyjaciółką dziecka, dlatego ją rozpieszczali, ale i tak odpadła, bo ich nerwy się wyczerpały.
Co potem? szepcze Jola.
Zabrali mnie do domu dziecka. Krewni odmówili przyjęcia, wszyscy mnie odcięli. A ojciec

Co z ojcem?
W domu dziecka spędziłam trzy lata, codziennie płakałam. Posłano mnie do szkołyinternatu, ale nie miałam przygotowania, więc wypadłam z klasy. Pamiętam, iż nauczycielka matematyki wkurzyła się, mówiąc, iż dzieci alkoholików są od urodzenia głupie. To bolało. A mój ojciec, jak się okazuje, nie zapomniał o mnie. Trzy lata poświęcił na odzyskanie praw rodzicielskich, uśmiecha się Jadzia.
Naprawdę się o mnie troszczy? zdziwiona Jola.
Wyobraź sobie, tak!

Ojciec Jadzi, Szymon, od razu przestał pić. Stało się to nagle, gdy po burzliwej nocy uświadomił sobie, iż jego życie jest bezwartościowe. W alkoholowym zamgleniu przybrał go wizja niedawno zmarłej matki, której nie pochował, bo nie miał na to środków. W snie matka spojrzała na niego groźnie i zarzuciła, iż nigdy go nie wybaczy. Groziła choćby pogrzebem jak psa.

Szymon budzi się przerażony, pokój wiruje, a on trzęsie się, szukając wyjścia z koszmaru. Wtem przypomina sobie córkę.

Aniu Aniu Mam powód do życia! Nie dosięgniesz mnie, stara czarownico! To przez ciebie zacząłem pić! Gdy miałem dwanaście lat, podałaś mi alkohol Zniszczyłaś niewinne dziecko wykrzykuje w pustkę. Płacze podłymi łzami, po czym z trudem się podnosi i decyduje zerwać z butelką raz na zawsze.

Starych znajomych już nie słucha, nie wierzą. Próbowali wciągnąć go z powrotem, ale on ma plan.

Mam dwadzieścia pięć lat, przed mną całe życie! Wyleczę się i przyprowadzę Anię! woła przyjaciołom i wyrzuca ich ze swojego domu.

Zatrudnia się, odkłada złotówki, odnawia zniszczony domek w wsi Bielsko, zbiera wszystkie dokumenty i składa pozew o przywrócenie praw rodzicielskich. Idzie też do Niny, swojej byłej miłości, i proponuje wspólne życie i wychowanie dziecka, ale ona odrzuca go, mówiąc, iż nie chce zmiany i woli dalsze picie i hulanki.

Kiedy tata przyszedł po mnie, nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście, wspomina Jadzia, łzy w oczach. Myślałam, iż będę w domu dziecka na zawsze, jak w więzieniu.

Co za biedny los! współczuje Jola, łzy same spływają po policzkach.

od tego dnia moje życie obraca się o 180 stopni. Tata bardzo się starał, opiekunowie regularnie nas odwiedzali, nie mieli co krytykować. Bałam się surowych ciotek i wierzyłam, iż znowu trafiam do domu dziecka. Teraz patrzę na niego i podziwiam, bo był młody, bez wykształcenia, bez wsparcia rodziców, a jednak wywalczył nam lepsze jutro.

W dziewiątej klasie Szymon kupuje mieszkanie w Warszawie i zostawia wioskę, by córka mogła skończyć 11 klas, potem studia i dobrą pracę. Sprzedaje odnowiony domek i zysk z pracy w nowo otwartym magazynie w pobliżu zapewnia mieszkańcom wsi nowe miejsca. Nina dalej pije, przeskakuje z jednego „kawalerka” na drugiego, a Jadzia wstydzi się jej. Często boi się wyjść z domu, bo może spotkać matkę, której cicho nienawidzi.

Mieszkają w jednopokojowym mieszkaniu w Warszawie, które Szymon przekształca w dwie osobne przestrzenie. Żyją lepiej niż przedtem. Jadzia idzie do 10 klasy nowej szkoły, gdzie nikt nie zna jej historii, a zwłaszcza jej matki, która straciła ludzką twarz, leży w szpitalnym łóżku, w brudnej kałuży, zasypia i chrapie na całe podwórko, łapiąc przechodniów za brudne ręce i błagając o pieniądze na kolejny kieliszek.

To dopiero zagadka, skąd brała pieniądze? mówi Jadzia Joli, machając rękami. Nie była dla mnie nikim, a ja wstydzę się jak szczerze, jakbym była częścią jej cierpienia.
To przegięłaś, zauważa Jola. Co cię wciągnęło?
Nie miałam nic wspólnego, wzdycha Jadzia. To było obrzydliwe.

W wieku dwudziestu pięciu lat Jadzia traci ojca.

Pewnie to dawne nałogi zostawiły ślad, tłumaczy Jadzia Joli. Lekarz coś mi wytłumaczył, serce mi przestało działać, wszystko stało się nagle, zostałam sama.
Przykro mi, mówi cicho Jola. Dlaczego dopiero teraz mi o tym mówisz?
Bo miałam dość,
Kto?
Oni, mówi Jadzia, tajemniczo. Dzwonią, piszą, blokuję ich, ale wracają z nowych numerów.
Kto to?
Krewni ze strony matki, która nie jest moją matką. Olga, jej mąż, ciocia Marta, jej córka wielu.
A po co?
Jadzia milczy, po czym cicho wyjawia:

Miesiąc temu matka doznała udaru. Leży, tylko oczy kręci. Nie może się ruszyć, jeść ani mówić.

Skąd to wiesz? pyta Jola.
Utrzymywałam kontakt z Olgą i ciocią Martą od czasów babci. Dziś mój adres w Warszawie znają, przyjechali na pogrzeb ojca, pomogli trochę pieniędzmi. Teraz matka trafiła w ich ręce, nikt nie chce się nią zajmować, więc zrzucają to na mnie.

Co za koszmar! Ale ona i tak nie jest twoją matką! Nie ma już praw rodzicielskich! mówi Jola z gniewem.
Nie odchodzą! Dzwonią, wysyłają wideo, na którym leży bezradna, oczy kręci To straszne. Nie spałam całą noc, widziałam jej przekrzywioną twarz.

Nie oglądaj tych filmów! Skasuj, wymaz, zapomnij! podnieca się Jola.
Myślę, iż przeprowadzę się. Szukam mieszkania w sąsiednim mieście, nie podam im adresu, zmienię numer telefonu, a do pracy dojadę pociągiem, mówi Jadzia.

Dobrze zrobisz. Jesteś silna, dasz radę, zapewnia Jola, obejmując przyjaciółkę. Będzie mi brakować.
Będę w pobliżu, słabo uśmiecha się Jadzia. To wszystko mnie denerwuje, oni wyciągają litość, apelują do sumienia. Za ojca bym wszystko oddała, by żył, ale ona nie jest człowiekiem. To zwierzę. Nie jest moją matką.

***

Wczesny poranek. Jadzia czeka na peronie na pociąg do pracy. Przeprowadza się, jak zamierzała. Jednopokojowe mieszkanie w Warszawie, choć nie ma podziału na dwie małe izby, wydaje się jej ogromne.

Młoda kobieta w nowym miejscu czuje się dobrze. Najważniejsze, iż wreszcie uwolniła się od przeszłości, która długo nie chciała jej puścić. Czasem myśli o matce, czy jeszcze żyje, ale odrzuca te myśli matka nie zasługuje na jej uwagę.

Jadzia nie utrzymuje kontaktu z ciocią Martą i Olgą, więc nie wie, iż dobroduszni krewni, jeszcze przed chwilą płaczliwie naciskający na litość, po zerwaniu z nią łączność, połączyli siły, wyznaczyli Ninę do państwowego internatu i zapomnieli o niej na zawsze. Tam, leżąc bez ruchu na państwowym łóżku, Nina ma mnóstwo czasu, by przemyśleć swoje życie.

Idź do oryginalnego materiału