– Ona po prostu manipuluje moim mężem! – oburzała się Inna – Czy jestem tylko tą trzecią? Życie w cieniu jego byłej żony, wiecznych telefonów i pomocy – ile jeszcze można to znosić?

newskey24.com 2 godzin temu

Ona po prostu manipuluje moim mężem oburzała się Iwona.

Iwona patrzyła na telefon, czując, jak znowu narasta w niej to dobrze znane rozdrażnienie.

Piotr dzwonił już trzeci raz tego wieczoru.

Iwonko, wybacz mi, proszę jego głos był zmęczony, przepraszający, aż za bardzo znajomy. Wiem, umawialiśmy się do teatru, ale… No, Zosia mówi, iż Jaś ma wysoką gorączkę. Sama sobie nie radzi. Przecież rozumiesz?

Iwona rozumiała.

Aż za dobrze.

Piotrek, mamy przecież bilety powiedziała spokojnie, choć w środku aż się gotowało. Czekaliśmy półtora miesiąca na ten spektakl!

Wiem, kochanie. Jakoś Ci to wynagrodzę, obiecuję. Ale to przecież dziecko, nie zostawię go w takiej sytuacji.

Po odłożeniu słuchawki Iwona zadzwoniła do przyjaciółki.

Lena, wyobrażasz sobie? zaczęła chodzić po pokoju, wymachując rękoma. Znów! Trzeci raz w tym miesiącu! Raz syn chory, raz byłej samochód padł, raz coś jeszcze innego!

Może faktycznie jej syn jest chory? ostrożnie zasugerowała Lena.

Wiem! Iwona opadła na kanapę. Oczywiście, iż jest. Dzieci często chorują, ale czy normalne jest, iż ona zawsze dzwoni właśnie do niego? Rodziny nie ma? Przyjaciółek?

No wiesz…

Nie no! Iwona zerwała się. Ona nim manipuluje! Piotrek jest dobry, naiwny. Ona wie, iż on wszystko rzuci i pobiegnie. A ona z tego korzysta!

Z drugiego końca telefonu Lena westchnęła.

Jesteś pewna, iż to jej wina?

A czyja? Iwona zamilkła.

Nie wiem. Po prostu pomyśl. jeżeli kobieta zawsze dzwoni do byłego, a on za każdym razem wszystko rzuca i biegnie kto tu na kim żeruje?

Iwona otworzyła usta, zamknęła je, poczuła nieprzyjemne ukłucie gdzieś wewnątrz.

Lena, nie gadaj głupot odcięła ostro. Piotrek jest po prostu odpowiedzialnym ojcem. Nie zostawi dziecka!

Dobrze, dobrze zgodziła się gwałtownie Lena. Tak tylko mówię.

Ale to tak tylko tkwiło w niej jak drzazga. Mała, kłująca, trudna do wyjęcia.

Piotr wrócił późno. Zmęczony, rozczochrany, z poczuciem winy wymalowanym na twarzy.

Wybacz mi, głupi jestem objął ją od tyłu, wtulił nos w jej szyję. Kupie ci nowe bilety, lepsze miejsca. Obiecuję.

Iwona milczała. Patrzyła za okno i myślała: ile już razy padały te obietnice? Pięć? Dziesięć? Dwadzieścia?

I zawsze to samo: Przecież rozumiesz.

Rozumiem, myślała Iwona. Tylko czy sama wiem, co adekwatnie rozumiem?

Potem zaczęły się drobiazgi.

Na początku niewidoczne, jak kurz na półce niby nie widać, a przetrzesz palcem i już go masz. Szary osad.

Zauważyła, iż Piotr zaczął dziwnie ukrywać telefon. Kiedyś zostawiał go gdziekolwiek na stole, kanapie, choćby w łazience. Teraz nosił go wszędzie. choćby po szklankę wody do kuchni szedł z telefonem.

Piotrek, po co ty ciągle nosisz telefon ze sobą? zapytała pewnego wieczoru, starając się brzmieć lekko.

Co? aż podskoczył. Tak wyszło, przyzwyczajenie z pracy. Tam ciągle dzwonią.

No dobrze.

Potem przypadkiem zobaczyła jego terminarz na telefonie. Chciała dodać tam teatr, ten, na który wtedy nie poszli. Znalazła wpisy: Odebrać Jasia z przedszkola 16:00, Zawieźć Zosi dokumenty do auta, Zadzwonić do Z. w sprawie szczepienia.

Z. to Zosia.

Piotr powiedziała przy kolacji, mieszając herbatę długo, chociaż cukier dawno się rozpuścił wiesz, kiedy mam obronę pracy magisterskiej?

Podniósł wzrok znad talerza.

Magisterki? Hm, w maju, prawda?

W marcu. Za dwa tygodnie.

A. Racja. Wybacz, mam słabą pamięć.

Dziurawa pamięć. Ale do rozkładu Zosi nie zapominał niczego.

Były też pieniądze.

Przypadkiem znalazła wyciąg z konta leżał na stole. Trzy przelewy po dwa tysiące złotych. Odbiorca: Z. Nowacka.

Piotrek zawołała, pokazując kartkę. Co to jest?

Nawet się nie zmieszał. Westchnął tylko.

Pomagam Zosi. Jej mama zachorowała, potrzebne były pieniądze na leki. Potem dla Jasia na zajęcia. Przecież wiesz jest sama z dzieckiem.

Sześć tysięcy w trzy miesiące.

I co? To mój syn! Mam patrzeć, jak im brakuje?

Iwona odłożyła wyciąg na stół.

Jasne, nie musisz. Tylko dziwne, iż zapomniałeś mi powiedzieć.

Nie zapomniałem! Po prostu wiedziałem, iż zaraz zacznie się to wszystko!

To to wszystko brzmiało tak, jakby Iwona była histeryczką. Kłótliwą, drobiazgową, zazdrosną idiotką.

Był też jeden przypadek w samochodzie.

Usiadła na miejscu pasażera i zobaczyła na tylnym siedzeniu dziecięcy rysunek. Dom, kwiaty, słońce. I trzy osoby. Tata. Mama. Jaś.

Bez niej.

Wzięła rysunek, obejrzała. Na rewersie wykrzywione, dziecięce litery: Tacie od Jasia. Nasza rodzina.

Piotrek powiedziała cicho.

Co?

Skąd to?

Spojrzał.

A, Jaś narysował. Fajny dzieciak. Ma do tego talent.

Iwona patrzyła to na rysunek, to na Piotra, potem znów na kartkę.

Piotrek, tu napisane nasza rodzina.

No tak. Jest mały. Dla niego rodzina, to ja, Zosia i on. Tak to widzi. Dziecięca psychologia.

Odstawiła rysunek, usiadła prosto, zapięła pas. Milczała całą drogę.

A potem Zosia zaczęła pojawiać się osobiście.

Na początku raz po rzeczy Jasia, które zostały u Piotra. Potem znów by pogadać o wakacjach. Potem ot tak, bo była w okolicy, postanowiła zajrzeć.

Zosia była grzeczna, opanowana, uśmiechnięta.

Cześć, Iwono! mówiła, jakby były dobrymi koleżankami. Nie przeszkadzam? Piotrek w domu?

I zawsze po tych wizytach Piotr stawał się nieobecny, zamyślony, patrzył w jeden punkt, odpowiadał półgębkiem.

Co się dzieje? pytała Iwona.

Zmęczony jestem.

Iwona zaczęła czuć się jak ktoś zbędny. Jak przeszkoda.

Aż pewnego razu przypadkiem usłyszała telefoniczną rozmowę.

Piotr był w łazience, sądził, iż zamknął drzwi, ale one się niedomknęły. Iwona usłyszała:

Zosiu, nie płacz… Przecież mówiłem, iż pomogę… Oczywiście, iż pomogę. Wiesz, iż zawsze możesz na mnie liczyć.

Głos cichy, czuły, wręcz intymny.

Odeszła od drzwi. Usiadła na kanapie. I nagle zrozumiała.

To nie nim się manipuluje.

On sam na to pozwala.

Bo tak mu wygodnie.

Trzy dni trzymała wszystko w sobie.

Nie robiła awantur, tylko milczała i obserwowała. Jak naukowiec przy mikroskopie, spokojnie, bez emocji.

I co zauważyła?

Piotr lepiej znał kalendarz Zosi niż jej Iwony. Wiedział, kiedy Jaś ma przedszkole, kiedy zajęcia, kiedy Zosia idzie do lekarza. Wszystko zanotowane w telefonie. O jej obronie zapomniał.

Piotr wciąż z kimś pisał. Telefon non stop wibrował, od razu go chwytał, gwałtownie odpisywał i miał wtedy twarz rozczuloną, jakby robił coś zakazanego.

Pewnego wieczoru zadzwonił telefon, gdy Piotr był pod prysznicem. Iwona spojrzała na wyświetlacz.

Zosia.

Sama z siebie odebrała.

Piotrek? jej głos był cichy, roztrzęsiony. Piotrek, możesz przyjechać? Strasznie mi źle. Nie mam do kogo się zwrócić.

Iwona milczała.

Piotrek? Słyszysz mnie? Nie daję już rady. Proszę. Zawsze byłeś…

Iwona przerwała połączenie. Odłożyła telefon. Usiadła i nagle wybuchnęła śmiechem.

Boże, jaka ona była naiwna. I ślepa.

Piotr wyszedł z łazienki mokry, z ręcznikiem przewiązanym w pasie, woda kapała mu z włosów.

Zosia do Ciebie dzwoniła powiedziała spokojnie.

Zamarł.

Odebrałaś?

Odebrałam Iwona wstała. Spojrzała mu w oczy. Płakała. Mówiła, iż jej źle. Że zawsze byłeś przy niej.

Milczał, szukał słów, kalkulował jak zareagować widziała to w jego twarzy.

Wiesz odezwał się wreszcie Zosia przechodzi trudny czas. Nie ma nikogo. Tylko ja. Nie mogę jej zostawić!

Zostawić? uśmiechnęła się Iwona. Piotr, rozwiedliście się cztery lata temu. Nie jest już Twoją żoną. Jest byłą. Zostawiłeś ją dawno temu.

Ale mamy wspólnego syna!

I co z tego? Iwona podeszła bliżej. Masz być na każde jej zawołanie, bo powie Jaś? Przelewasz jej pieniądze po kryjomu? Pamiętasz rozkład jej dnia co do minuty?

Przesadzasz!

Ja?

Poczuła, jak coś w niej pęka. Chwyciła torbę, zaczęła pakować rzeczy.

Wiesz, Piotrze, długo sama siebie przekonywałam, iż winna jest ona. Że to ona Tobą manipuluje. Używa dziecka, nie potrafi odpuścić…

Odwróciła się.

Ale prawda jest taka, iż to nie jej wina. To Twoja. Ty na to pozwalasz. I co więcej sam tego właśnie chcesz. Bo jest Ci z tym wygodnie. Chcesz mieć dwa życia: byłą żonę, która stale czegoś potrzebuje i nową, która wszystko znosi. I nie wybierasz żadnej, bo tak jest Ci najwygodniej.

Iwona, nie odchodź.

Nie odchodzę powiedziała cicho. Wychodzę. Z tego trójkąta, w którym zawsze jestem tą trzecią. Nie zamierzam walczyć z Twoją byłą żoną. Po prostu wysiadam z tej gry.

Piotr stanął nieruchomo na środku pokoju, mokry, zagubiony, żałosny.

Iwonko, poczekaj, porozmawiajmy.

Nie ma o czym rozmawiać założyła kurtkę. Już dawno dokonałeś wyboru. Tylko ja byłam zbyt ślepa, żeby to zauważyć. Ale teraz widzę to aż nazbyt wyraźnie.

Otworzyła drzwi.

Żegnaj, Piotrze. Zosi możesz teraz odbierać w każdej chwili.

Drzwi zamknęły się cicho.

Miesiąc później Iwona siedziała z Leną w kawiarni.

Jak się czujesz? zapytała delikatnie przyjaciółka.

Dobrze uśmiechnęła się Iwona. Naprawdę dobrze.

I to była prawda. Przez pierwszy tydzień było ciężko bolało serce, była pokusa, by zadzwonić, napisać, wrócić. Ale wytrzymała. Wynajęła kawalerkę, podjęła pracę, obroniła dyplom.

Piotr dzwonił. Pisał długie, chaotyczne wiadomości przepraszał, tłumaczył się, przysięgał.

Iwona, wybacz mi, głupi byłem. Wszystko zrozumiałem. Spróbujmy jeszcze raz.

Iwona nie odpisywała. Wiedziała, iż to nie ma sensu. Bo problem nie był w Zosi. Był w nim. I dopóki on tego nie pojmie, nic się nie zmieni.

A u niego? zapytała Lena.

U kogo?

U Piotra, no przecież wiesz.

Nie mam pojęcia. Nie rozmawiamy.

Lena chwilę się wahała.

Nie żałujesz?

Iwona na chwilę się zamyśliła. Żałuje? Nie. Dziwnie, ale nie. Czuła raczej ulgę. Jakby zdjęła ciężki plecak, który długo dźwigała.

Podjęłam decyzję dopiła kawę. Za siebie. I za niego.

Lena się uśmiechnęła.

Dobra z Ciebie babka.

Daj spokój machnęła ręką Iwona. Po prostu dorosłam.

Piotr został sam.

Zosia, zupełnie niespodziewanie, przestała dzwonić. Bez Iwony jako widza ta gra straciła sens. Gdy Piotr próbował wrócić do dawnej bliskości usłyszał zimną odmowę.

Wybrałeś ją wtedy spokojnie powiedziała Zosia. Teraz z tym żyj. Ja swoje życie już sobie poukładałam. Twoja pomoc nie jest mi potrzebna.

Piotr próbował odzyskać Iwonę. Stał pod jej domem, czekał przed pracą, wysyłał długie wiadomości. Ale ona była nieugięta.

Piotrek, zostaw mnie powiedziała mu w końcu. I zostaw siebie. Nam nie jest razem po drodze. Ty chciałeś dwóch żyć równocześnie. Ja chcę jedno. Ale prawdziwe.

Iwona szła wieczornymi ulicami Krakowa, rozmyślając o tym, jak dziwacznie to wszystko wyszło. Tak długo bała się być sama. Tak bała się stracić Piotra. A gdy realnie go straciła zorientowała się, iż niczego nie straciła.

Bo ten, kto nie potrafi dokonać wyboru, nie jest w stanie dać nic prawdziwego.

A ona zasługiwała tylko na prawdę.

Bo w życiu trzeba wybierać to, co dla nas autentyczne i mieć odwagę wyjść z gry, w której nie chce się być tylko pionkiem.

Idź do oryginalnego materiału