Ona po prostu manipuluje moim mężem oburzała się Małgorzata.
Pamiętam, jak Małgorzata patrzyła wtedy na swój telefon i czuła, jak znajome rozdrażnienie zaczyna w niej znów narastać.
Tomasz dzwonił po raz trzeci tego wieczoru.
Małgoś, przepraszam cię bardzo brzmiał zmęczony, a jego głos miał ten ton, który znała aż za dobrze. Wiem, obiecałem teatr, ale… No, wiesz, Asia mówi, iż Michałek ma czterdzieści stopni gorączki. Sama nie daje rady. Zrozumiesz?
Małgorzata rozumiała.
Aż za dobrze rozumiała.
Tomku, przecież mamy już bilety powiedziała spokojnie, choć w środku wszystko w niej wrzało. Czekaliśmy na ten spektakl półtora miesiąca!
Wiem, kochanie. Odkupię ci to, słowo daję szeptał. Ale przecież to dziecko. Nie mogę go tak zostawić.
Wcisnęła czerwoną słuchawkę i od razu zadzwoniła do przyjaciółki.
Lena, wyobrażasz sobie?! Małgorzata krążyła po pokoju, gestykulując. Znowu! Trzeci raz w tym miesiącu! Raz syn chory, raz byłej auto się popsuło, a to jeszcze coś innego!
Może rzeczywiście syn jest chory? zaczęła ostrożnie Lena.
Wiem! Małgorzata opadła na kanapę. Oczywiście, iż choruje. Dzieci często chorują, normalna sprawa. Ale nienormalne jest, iż ona ZAWSZE dzwoni do niego! Nie ma rodziców? Przyjaciółek?
Noo…
Żadne no! Małgorzata poderwała się. Ona nim manipuluje! Tomek to dobry facet, choćby tego nie widzi! Ona świetnie wie, iż rzuci wszystko i przybiegnie. I wykorzystuje to!
Lena westchnęła po drugiej stronie słuchawki.
A jesteś pewna, iż to jej wina?
A czyja niby?! Małgorzata zamilkła.
Sama nie wiem. Pomyśl. jeżeli kobieta dzwoni do byłego męża, a on zawsze rzuca wszystko dla niej to kto kogo wykorzystuje?
Małgorzata otworzyła usta, zamknęła je, i poczuła wewnątrz nieprzyjemne ukłucie.
Lena, nie gadaj głupot powiedziała ostro. Tomek to odpowiedzialny ojciec. Nie może zostawić dziecka!
Dobrze, dobrze, nie czepiam się ucięła Lena. Tak tylko mówię.
To tak tylko mówię zostało w Małgorzacie jak zadra. Mała, kłująca. Nie dawała się wyrwać.
Tomasz wrócił późno. Zmęczony, rozczochrany, patrzył z poczuciem winy.
Przepraszam, głupi jestem objął ją od tyłu, wtulając nos w szyję. Kupię nowe bilety. Najlepsze miejsca. Obiecuję.
Małgorzata milczała. Patrzyła przez okno i liczyła w myślach: ile już razy padały te obietnice? Pięć? Dziesięć? Dwadzieścia?
I zawsze to samo: Przecież rozumiesz.
Rozumiem myślała Małgorzata. Tylko adekwatnie co ja rozumiem?
Z czasem zaczęły się pojawiać drobiazgi.
Na początku niewidoczne, jak kurz na szafie niby go nie widać, ale przejedziesz palcem i zostaje szary ślad.
Małgorzata zauważyła, iż Tomasz zaczął dziwnie pilnować telefonu. Wcześniej zostawiał go wszędzie: na stole, kanapie czy choćby w łazience. Teraz nosił go dosłownie wszędzie. choćby idąc po wodę do kuchni.
Tomku, po co ciągle bierzesz ten telefon? zapytała wieczorem, próbując brzmieć lekko.
Co? aż się wzdrygnął. Eee, no tak jakoś. Zwyczaj z pracy. Tam ciągle dzwonią.
Dobrze.
Potem przypadkiem zajrzała do kalendarza w jego telefonie chciała wpisać datę ich wizyty w teatrze (tego, który wtedy przepadł). Tam znalazła: Odebrać Michała z przedszkola 16:00, Zawieźć Asi dokumenty do auta, Zadzwonić do A. w sprawie szczepienia.
A. to oczywiście Asia.
Tomku zwróciła się przy kolacji, tak długo mieszała herbatę, iż cukier dawno się rozpuścił. Wiesz, kiedy mam obronę pracy magisterskiej?
Podniósł oczy znad talerza.
Obrony? Yyy, w maju chyba?
W marcu. Za dwa tygodnie.
A. Racja. Przepraszam, mam głowę jak sito.
Głowa jak sito. Ale grafik Asi zna do minuty.
Były też pieniądze.
Przypadkiem zauważyła wyciąg z banku Tomasz zostawił go na stole. Trzy przelewy po 2000 zł. Odbiorca: A. Malinowska.
Tomku? pokazała kartkę. Co to?
Nie zmieszał się. Westchnął tylko.
Pomogłem Asi. Jej mama zachorowała, trzeba było kupić leki. Potem dla Michała na zajęcia. Sama z dzieckiem, wiesz jak jest.
Sześć tysięcy, Tomku. W trzy miesiące.
No i? To mój syn! Mam patrzeć, jak klepią biedę?!
Małgorzata odłożyła papiery na miejsce.
Nie, widocznie masz rację. Zdziwiło mnie tylko, iż mi nie wspomniałeś.
Nie chciałem słyszeć tego całego… machnął ręką.
To całego zabrzmiało tak, jakby Małgorzata była czepialską histeryczką.
Był jeszcze rysunek w aucie.
Wsiadła na miejsce pasażera i na tylnej kanapie zauważyła dziecięcy rysunek. Dom, kwiaty, słońce i troje ludzi. Tata. Mama. Michał.
Bez niej.
Małgorzata wzięła rysunek do rąk. Z tyłu dziecięcym pismem: Dla taty od Michała. Nasza rodzina.
Tomku… powiedziała cicho.
Co jest?
Skąd ten obrazek?
Spojrzał.
A, Michał narysował. Zdolny chłopak, co nie?
Spojrzała jeszcze raz na rysunek, potem na niego.
Tu jest podpisane nasza rodzina.
No przecież jest mały. Dla niego to tata, Asia i on tak widzi rodzinę. To psychologia, Małgosiu.
Odłożyła kartkę na miejsce. Usiadła sztywno, zapięła pas. Całą drogę milczała.
Z czasem Asia zaczęła bywać u nich osobiście.
Najpierw po rzeczy Michała, które zostały u Tomasza. Potem żeby ustalić wakacje. Następnym razem po prostu byłam w okolicy, pomyślałam, zajrzę.
Asia była spokojna, uprzejma, uśmiechnięta.
Małgosiu, dzień dobry! mówiła, jakby były dobrymi znajomymi. Nie przeszkadzam? Tomek jest w domu?
Zawsze po jej wizytach Tomasz robił się nieobecny, zamyślony. Odpowiadał półgębkiem.
Co się dzieje? pytała Małgorzata.
Zmęczony jestem mruczał.
Małgorzata czuła się jak piąte koło u wozu. Ktoś zbędny.
Aż pewnego wieczoru przypadkiem usłyszała rozmowę telefoniczną.
Tomasz był w łazience, zostawił lekko uchylone drzwi. Słyszała:
Asiu, nie płacz… Przecież mówiłem, iż ci pomogę… Oczywiście, jestem zawsze przy tobie.
Głos łagodny, czuły, niemal cichy, intymny.
Odeszła od drzwi, usiadła na kanapie i nagle zrozumiała.
Nikt nim nie manipuluje.
On sam do tego dopuszcza.
Bo jemu wygodnie.
Małgorzata trzy dni nic nie mówiła.
Nie robiła scen. Obserwowała, jak badacz pod mikroskopem owada spokojnie, bez emocji.
I co zobaczyła?
Tomasz lepiej zna tygodniowy rozkład Asi niż jej Małgorzaty. Wie, kiedy przedszkole, zajęcia, wizyty u lekarza. Wszystko w kalendarzu. A jej magisterka umknęła.
Telefon stale wibrował ciągłe SMS-y, szybkie odpowiedzi. Za każdym razem jego twarz łagodniała, wyglądał jakby robił coś zakazanego.
Wieczorem, gdy Tomasz był pod prysznicem, zadzwoniła Asia. Małgorzata spojrzała na ekran.
Asia.
Nie mogąc się powstrzymać, odebrała.
Tomku? głos cichy, zapłakany. Tomku, możesz przyjechać? Naprawdę mi ciężko. Nie mam do kogo się zwrócić.
Małgorzata milczała.
Tomku? Jesteś tam? Potrzebuję cię. Zawsze mi pomagałeś…
Małgorzata rozłączyła się. Odłożyła telefon, usiadła i nagle wybuchnęła śmiechem.
Dlaczego była taka naiwna? Tak ślepa?
Tomasz wyszedł z łazienki mokry, z ręcznikiem przewiązanym w pasie, kropelki wody na włosach.
Dzwoniła Asia powiedziała spokojnie.
Zamarł.
Odebrałaś?!
Tak. Płakała. Mówiła, iż jej źle. Że zawsze byłeś przy niej.
Milczał, szukał słów, widziała, jak w głowie układa wyjaśnienia.
Popatrz zaczął Asia przechodzi teraz trudny czas. Nie ma nikogo. Tylko ja. Nie mogę jej tak zostawić!
Zostawić? Małgorzata uśmiechnęła się smutno. Tomku, rozwiedliście się cztery lata temu. Nie jest już twoją żoną. Tylko byłą. Już dawno ją zostawiłeś.
Ale mamy razem dziecko!
I co to znaczy? podeszła bliżej. Że masz przyjeżdżać na każde jej wezwanie, gdy wypowie magiczne słowo Michałek? Że masz potajemnie przelewać jej pieniądze? Pamiętać jej plan dnia, a mój zapomnieć?
Przesadzasz!
Ja?
W Małgorzacie coś pękło. Złapała torebkę i zaczęła pakować rzeczy.
Widzisz, długo sama siebie przekonywałam, iż to ona jest problemem. Że tobą manipuluje. Że wykorzystuje syna. Że nie potrafi odpuścić.
Odwróciła się.
Ale to nie w niej jest problem. Problem jest w tobie. Ty jej na to pozwalasz. Mało tego chcesz, by tak było. Bo tak ci wygodniej. Masz dwie rodziny. Była żona w potrzebie i obecna, która wszystko znosi. Ty nie musisz wybierać. Bo to ci pasuje.
Małgosiu, proszę, nie odchodź.
Ja nie odchodzę odpowiedziała szeptem. Ja wychodzę. Z tego trójkąta, w którym moje miejsce zawsze było trzecie. Nie będę już konkurować z twoją byłą żoną. Robicie to razem. Ja po prostu wysiadam.
Tomasz stał na środku pokoju mokry, zagubiony, żałosny.
Małgoś, poczekaj. Porozmawiajmy.
Nie ma o czym. Włożyła kurtkę. Już dawno wybrałeś. Byłam zbyt głupia, żeby to zobaczyć. Ale teraz widzę wszystko jasno.
Otworzyła drzwi.
Do widzenia, Tomku. Pozdrów Asię. Teraz będzie mogła dzwonić, kiedy tylko zechce.
Drzwi zamknęły się bezszelestnie.
Miesiąc później Małgorzata siedziała z Leną w kawiarni.
Jak się trzymasz? zapytała przyjaciółka.
Dobrze uśmiechnęła się Małgorzata. Naprawdę dobrze.
To była prawda. Przez pierwszy tydzień bolało ściskało ją w piersi, ręce same rwały się, by zadzwonić, napisać, wrócić. Wytrzymała. Wynajęła małą kawalerkę, znalazła dodatkową pracę, obroniła magisterkę.
Tomasz dzwonił. Wysyłał wiadomości długie, chaotyczne, przepraszające, tłumaczące się.
Małgosiu, wybacz mi, głupcowi. Teraz wszystko zrozumiałem. Miałaś rację. Zacznijmy od nowa.
Nie odpowiadała. Wiedziała już, iż to nie ma sensu. Bo to nie w Asi tkwił problem. Tylko w nim. I póki sam tego nie pojmie, nic się nie zmieni.
A jak on? zapytała Lena.
Kto? Małgorzata mrugnęła.
Tomku, a kto?
Nie wiem. Nie mamy kontaktu.
Lena przez chwilę milczała.
Żałujesz?
Małgorzata zamyśliła się. Czy żałuje? Nie. Dziwne, ale nie. Czuła ulgę, jakby zrzuciła z pleców ciężki plecak, który dźwigała przez miesiące.
Dokonałam wyboru dopiła kawę. Swojego. I dla siebie.
Lena się uśmiechnęła.
Dobra z ciebie babka.
Przesadzasz machnęła ręką Małgorzata. Chyba po prostu dorosłam.
Tomasz został sam.
Asia, o dziwo, gwałtownie przestała dzwonić. Bez Małgorzaty w tej roli świadka cała gra straciła sens. A kiedy Tomasz próbował wrócić do dawnej bliskości, dostał chłodną odmowę.
Wybrałeś ją wtedy powiedziała Asia spokojnie. I z tym żyj. Ja już poukładałam sobie życie. Twojej pomocy nie potrzebuję.
Tomasz próbował jeszcze odzyskać Małgorzatę. Czekał pod jej domem, zaczepiał pod pracą, pisał długie listy. Była nieugięta.
Tomku, zostaw mnie powiedziała mu po raz ostatni. I siebie zostaw wolnym. Ty chciałeś żyć na dwa fronty. Ja chcę jednego życia. Ale prawdziwego.
Małgorzata szła wieczorem przez miasto i rozmyślała, jakie to wszystko dziwne. Tak bardzo bała się być sama. Tak bardzo bała się stracić Tomasza. A kiedy go straciła, okazało się, iż nic nie straciła.
Bo ten, kto nie potrafi wybrać, nie może dać niczego prawdziwego.
A ona zasługiwała na coś prawdziwego.
Jak sądzicie, powinien próbować odzyskać swoją pierwszą żonę? Skoro z Małgorzatą mu nie wyszło…










