OPOWIADANIA • Cyrkiel, cz.2/2

osme-pietro.pl 4 godzin temu
cd.

Szybko, już w niecały kwadrans przyjechała karetka pogotowia z Barczewa. Podszedłem do wysiadającej lekarki.

– Pan dzwonił? Co się dokładnie stało?

– Nie ja. Wpadła czwórka mocno napitych – wskazałem głową – i jeden z nich skoczył z pomostu na główkę. A tam jest bardzo płytko, dla dzieci. Wyciągnęli go już bezwładnego. Musiałem tylko tę trójkę uspokoić, gdyż chcieli go podnieść.

Podeszła do leżącego „skoczka” i przesłoniła twarz dłonią przed słońcem. W pierwszej chwili odsunęła się machając ręką, pewnie rozwiewając odór unoszącego się nad nim alkoholu.

– Fuu. No tak, kolejny po pijaku – mruknęła do siebie i nachyliła się. – O znajomy. Cyrkiel, hej, Cyrkiel, słyszysz mnie?

Chrząknął i coś wybełkotał niezrozumiale. Zaczęła badać swojego znajomego pacjenta. – Nie ruszaj głową. Poczekaj. – Poszła do ambulansu i przyniosła kołnierz ortopedyczny, usztywniając Cyrklowi kark. – Leż i się nie ruszaj – powtórzyła.

– Więcej nic nie zrobię – zwróciła się do mnie. – Przedzwonię po śmigłowiec, muszą go zabrać do Olsztyna. jeżeli nigdzie nie poleciał, to będzie tu szybko.

Tak, jak przewidywała lekarka, helikopter ratowniczy przyleciał już w niecałe pół godziny. Krążył przez chwilę nad trawiasto-piaskową plażą, szukając miejsca na przyziemienie – była ona płaska, ale dość niebezpieczna przez lekkie nachylenie. Wreszcie wylądował, wzniecając tumany kurzu. Dobry pilot; jak to w ratownictwie, w wielu dziwnych miejscach pewnie już sadzał maszynę. Ratownicy ostrożnie położyli Cyrkla na noszach i odlecieli.

Sierotami po nim nie musiałem już się zajmować. Zaraz po pogotowiu ratunkowym przybyła policja i „zaprosiła” całą trójkę do radiowozu, zabierając ich za jednym kursem. Przekazałem funkcjonariuszom w kilku słowach, co się stało; nie było dużo do relacjonowania.

Wczesnym wieczorem wrócił dzierżawca pola Zdzisiek. Trochę się zaniepokoił opowiedzianym przeze mnie zdarzeniem.

– Cholera, żebym nie miał kłopotów.

– Jakich kłopotów – mitygująco odpowiedziałem. – Plaża jest niestrzeżona, stoi tablica. Wbiegli pijani bez kupna biletów i jeden od razu na główkę z pomostu do wody, gdzie płycizna dla dzieci. Też masz ją oznaczoną. Na oczach wielu świadków, w tym ja. Tak i zrelacjonowałem policjantom. Uważam, iż nie masz się czego obawiać.

– Obyś miał rację. – Pokiwał powątpiewająco głową. – Obyś.

– Mówię ci, imienniku, nie powinieneś mieć. – Klepnąłem go lekko w ramię. – Ale, przy okazji, co to za Cyrkiel i jego kumple? Już ci powiedziałem, było z nimi trochę kłopotów, musiałem ich uspokajać. Trochę się z tymi pijakami poszarpałem.

– A, to miejscowi, żule. Takie drobne złodziejaszki, niebieskie ptaki. Trochę pochleją, coś zniszczą przy okazji, ukradną komuś. Wszędzie tacy są, a w Barczewie wszyscy ich znają.
* * *
Do końca urlopu pod namiotem już nic nie zakłóciło nam wypoczynku. Na drugi dzień podpisałem tylko policyjny protokół z wypadku.

Tydzień po naszym powrocie do domu przedzwonił do mnie gospodarz Zdzisiek:

– Miałeś rację. Tak, jak przewidywałeś, sprawa zamknięta, nie przypierniczali się do mnie. Cyrkiel miał chyba szczęście. Zrobili mu już operację w Olsztynie. Uszkodzony kręgosłup, ale nie przerwał sobie rdzenia kręgowego. Będzie jeździł na wózku inwalidzkim, ale podobno za jakiś czas może mu wróci czucie w nogach.

– jeżeli tak, to naprawdę będzie miał szczęście. Jak to mówią, zrzuć pijaka ze schodów, to się tylko potłucze, a trzeźwy od razu połamie. Do zobaczenia w przyszłe lato.
* * *
…Po roku, kiedy przyjechaliśmy na następny urlop nad Orzycem, pierwszą wiadomością, którą nas powitał gospodarz kąpieliska, była informacja o Cyrklu:

– Chodzić, nie chodzi, jeździ na wózku, ale porusza rękami. Podobno ma szansę. Ale, ale… wiecie, iż niektórzy w mieście są zadowoleni z tego, iż jeździ na wózku?

– Pewnie sklepikarze, których okradał. – Uśmiechnąłem się mimowolnie, chociaż nie wypadało się śmiać z czyjegoś kalectwa, choćby jeżeli była szansa na wyleczenie.

– Ci też, a choćby przede wszystkim. – Zdzisiek przymrużył oko. – Dość im i innym uprzykrzał życia swoim cyrklowym życiem. Ciągle coś rozrabiał, najwięcej z całej czwórki. Jakby miał ADHD. Nigdy nie było wiadomo, co mu nagle do łba strzeli. Ale jak są zadowoleni nasi policjanci! – Roześmiał się. – Odpadła im połowa spraw, gdyż ta trójka to już nie aż tak do pilnowania. Ot, trochę pochleją, pokrzyczą. Większość spraw nasi mieli przez Cyrkla, do których kumpli wciągał. A teraz jego pilnowanie im odpadło.
* * *
Cyrkiel naprawdę miał szczęście w swojej głupocie – przez dwa lata po zawinionym wypadku jeździł na wózku inwalidzkim, ale w trzecim roku zaczął stopniowo odzyskiwać władzę w nogach i chodzić o kulach.

Statystyki: autor: Hardy — 30 mar 2026, 08:53


Idź do oryginalnego materiału