Odeszłam od Stanisława po czterdziestu latach małżeństwa. W końcu odważyłam się żyć po swojemu, jakby w przedszkolnym śnie, w którym wszystko drżyło w świetle latarni nad Wisłą. Wszyscy drapali się w czoło: rodzina, sąsiedzi, a choćby sprzedawczyni w warzywniaku przy ul. Marszałkowskiej patrzyła na mnie tak, jakby widziała czarownicę. Taki porządny mąż, Dom macie, wnuki, […]