Wyszli ze szpitala tylko we dwóch. Nikt na nich nie czekał, nie robił zdjęć, nie wręczał kwiatów. Zresztą, dziwnie by to wyglądało kwiaty wręczać mężczyźnie…
Nie, mama żyła, wszystko z nią było w porządku. Po prostu dziecko nie było jej potrzebne. Wcale. I od razu powiedziała o tym mężowi, nie próbując niczego ukrywać. Ale on nalegał, prosił, a choćby czasem lekko groził.
Bo miał już prawie czterdziestkę, a dzieci przez cały czas nie miał. Może to jego jedyna szansa, by mieć własne przedłużenie. Dogadali się… Żona urodziła, rozwiedli się niemal od razu i bez problemu zgodziła się płacić alimenty.
Na początku Wojciech chciał odmówić odezwała się duma. Ale była żona powiedziała krótko:
Życie jest długie. Może się wydarzyć wszystko. Ty już nie jesteś młodzieniaszkiem, a ja sporo młodsza. choćby jeżeli nie chcę dziecka, to jednak jest moje niech będzie jakaś poduszka bezpieczeństwa. Na przyszłość…
Zaczęły się nerwowe dni, ale Wojciech nie poddawał się. Sporo wokół samotnych matek! Czy on gorszy? Pełno sztucznych dzieci… Nie widział w tym problemu przecież dziecko nie musi żądnąć w męskich rękach. Przeciwnie, Michał Wojciechowski rósł, przybierał na wadze i był przeszczęśliwym dzieckiem.
Ale kiedy mały Michaś podrósł, zaczął pytać o mamę. Jak powiedzieć dziecku, iż mama naprawdę go nie chciała? Wojciech wybrnął, jak potrafił:
Znalazłem cię w piwnicy.
W której?
W tej, co w następnym bloku.
Od tej pory piwnica zaczęła Michała przyciągać jak magnes. Podczas spacerów, kiedy tata się zagapił, chłopiec zaglądał do okienek piwnicznych, cicho wołał mamę. Odpowiadała mu tylko cisza…
Aż pewnego dnia… usłyszał coś naprawdę! Dziecięce serce na chwilę się zatrzymało, po czym zaczęło bić tak mocno, iż Michał przestał słyszeć cokolwiek poza grzmotem własnej piersi. Drzwi do klatki były lekko uchylone, więc Michał wbiegł do piwnicy. Na początku było bardzo ciemno, ale oczy gwałtownie się przyzwyczaiły. Chłopiec szedł coraz głębiej, próbując wołać. Ale głos więzł mu w gardle, mógł tylko szeptać przez łzy:
Mamo, mamusiu, jesteś tu? To ja, Michał… Przyszedłem po ciebie!
Ale mama nie odpowiadała. Michał zatrzymał się, westchnął znowu i próbował nasłuchiwać. Z kąta dochodził cichy szelest. Chłopiec wytarł brudną pięścią łzy i ruszył na dźwięk.
Pomyślał, iż pewno mama jest bardzo chora, dlatego sama go nie znalazła. Ale nic to, on sam ją znajdzie i będzie się ogromnie cieszyć, iż odnalazł swoją mamę!
Szlochając i uśmiechając się tak dziwnie jednocześnie, Michał szedł dalej. Wszyscy jego znajomi mieli mamę teraz i on będzie miał! Tylko na kupce starych szmat czekał na niego kot. Kotka, która uważnie przyglądała się nieoczekiwanemu gościowi i usiłowała zasłonić sobą malutkiego kociaka.
Mamo?
Rozczarowanie niemal rozdarło chłopca na pół, nogi się pod nim ugięły i ciężko usiadł na zimnej podłodze. Potem jednak spojrzał znowu na kotkę…
Gdy masz pięć lat, świat wygląda inaczej. Logika działa na innych zasadach, czasem prostszych niż ta dorosłych. I bywa, iż jest przez to bardziej uczciwa.
Michał patrzył na kotkę i myślał… Przypomniał sobie Zosię z przedszkola. Ona, chwaląc się pięknymi włosami, twierdziła, iż jej tata to centaur. A Antoś udowadniał (nawet zdjęcia pokazywał), iż jego ojciec jest kosmitą. Czemu więc on nie mógłby mieć mamy-kotki?
Kotka zrozumiała, iż ten chłopiec nie zrobi jej krzywdy, nie ruszy jej i kociaka. Ostrożnie podeszła i trąciła małą rączkę nosem.
To jednak jesteś moją mamą?
Michał zapytał z taką nadzieją, iż aż sam w to uwierzył. Teraz zawalczyłby z każdym, kto chciałby mu zaprzeczyć. Przytulił kotkę, a ona odwzajemniła uścisk…
Wojciech zorientował się, iż syna nie ma, dopiero po dłuższej chwili. Zaczął go wołać:
Michaś! Wychodź natychmiast! Michałku, gdzie jesteś?
Minęło kilka długich, nerwowych minut, które dodały Wojciechowi siwych włosów, aż z piwnicy wyłonił się Michał. Szedł powoli, tuląc kota i kociaka. A do wybiegającego tacie rzekł:
Znalazłem mamę. I to chyba moja siostrzyczka… Były tam, gdzie mnie znalazłeś.
Wojciech zamurowało nie wiedział, co odpowiedzieć. Mógłby wyznać całą prawdę. Ale jak? Więc zgodził się z chłopcem.
A skąd wiesz, iż to ona?
Michał wzruszył ramionami.
Po prostu. Tak na mnie patrzyła! Tato, chodźmy do domu. Mama chyba jest zmęczona.
Michał był najszczęśliwszy na świecie. Mama się odnalazła! I wcale nie szkodzi, iż siostra okazała się bratem to jeszcze lepiej. Będzie miał towarzysza do poważnych męskich zabaw, a na noc mama zamruczy im bajkę…
W przedszkolu nie było z tego problemu. No i co, iż mama to kotka! U Kuby tata to samolot pokazywał zdjęcia.
Wojciech długo się zamartwiał, nie wiedział jak synowi wytłumaczyć, iż to tak nie działa. Ale jak popatrzył na szczęśliwego Michałka, machnął ręką. Życie samo wszystko poukłada…
A w domu od tego dnia zaczął się istny cyrk. Michał z kotami skakali, wygłupiali się wspólnie zdemolowali niemal całe mieszkanie. Kotka była młoda i chętnie się bawiła choćby z dzieciakami.
Oszaleję z wami! narzekał Wojciech, układając rzeczy na miejsce.
Michał, z kotkiem i kotką, patrzyli na Wojciecha, potem na siebie… Wzruszyli ramionami i pobiegli dalej broić. Bo dlaczego nie? Mama pozwoliła…
W życiu czasem nie wszystko jest takie proste, jakby chcieli dorośli ale dziecięca wyobraźnia i serce potrafią znaleźć szczęście choćby tam, gdzie dorośli już nie szukają. I warto czasem im na to pozwolić.













