Ostatnio byłam u mojej synowej i wyobraźcie sobie, iż po domu kręciła się jakaś kobieta, która zajmowała się porządkami.
Od zawsze powtarzałam mojemu synowi, iż status majątkowy przyszłej żony nie ma dla nas żadnego znaczenia, niech wybiera sercem! No i był szczęśliwy, ożenił się z Małgosią dziewczyną, która raczej nie obracała się w luksusach, a życiem była zdecydowanie rozpieszczana przez własnych rodziców.
Po ślubie dzieci wprowadziły się do domu, który im kupiliśmy. Z mężem wyremontowaliśmy wszystko od piwnicy po dach, a teraz staramy się im pomagać raz zakupy podrzucimy, raz parę złotych dołożymy. Synowa radzi sobie nieźle, urodziła wnuka, więc teraz nie pracuje, a syn nie ma jakiejś szałowej posady i pensja też raczej do kokosowych nie należy.
Możecie więc sobie wyobrazić moje zdumienie, kiedy przekroczyłam próg ich domu i zobaczyłam tam zupełnie obcą kobietę, która pucuje podłogę! Małgosia zatrudniła sprzątaczkę, a sama choćby filiżanki do zlewu nie odstawi. No rany! Skąd ona na to bierze? Co z jej sumieniem?
Wygonilam tę nieznajomą niemal za kołnierz! Bo jakby na to nie patrzeć, to wciąż nasz dom, a ona pucuje go za nasze pieniądze. Skąd mieliby takie luksusy opłacać syn z Małgosią? Postanowiłam poczekać na synową, bo wyszła gdzieś z wnukiem na spacer. Gdy tylko wrócili, nie owijałam w bawełnę. Od razu zagaiłam rozmowę, a Małgosia wypaliła:
Mamo, w trakcie urlopu macierzyńskiego zostałam influencerką! Zarabiam całkiem porządnie i naprawdę ta pani od sprzątania jest mi potrzebna bo przez to wszystko z pracą choćby w domu nie nadążam!
Influencerka? Serio? To w ogóle jakiś zawód? Daje to prawdziwą pensję? Przecież ja nie chcę, by obca biegała po naszym domu z mopem.
Skoro aż tyle zarabiasz, to może mnie zatrudnisz do sprzątania? Przynajmniej nikt obcy nie będzie się plątał rzuciłam ironicznie.
Synowa coś tam zamamrotała pod nosem i poszła karmić wnuka. Poczekałam na syna, żeby mu zdać relację z domowych rewolucji, a on tylko powiedział:
Mamo, wiedziałem o tej pomocy. Małgosia naprawdę ciężko pracuje, a ja po pracy chcę jeszcze chwilę pobyć z młodym, więc nie widzę w tym nic złego.
No nie mogę z tymi młodymi! Skąd oni biorą na to pieniądze? Wyżaliłam się mężowi, a on, jakby coś wiedział od zawsze, rzucił:
Nie wtrącaj się do ich życia! Są dorośli, niech sobie sami radzą!
Już dawno nie byłam taka rozgoryczona! Jestem pewna, iż robię i mówię wszystko jak należy! A wy? Co sądzicie?














