Otrzymałem od żony spakowaną walizkę z osobistymi rzeczami

twojacena.pl 17 godzin temu

Otrzymałam od męża walizkę pełną rzeczy nie mów głupot, rzekł. Wtedy po raz pierwszy Grażyna pomyślała o kamerze wideo. Nie tylko pomyślała, ale od razu zamontowała ją w całym domu. Nie powiedziała o tym Wojtkowi: miał to być niespodzianka. I naprawdę się udała.

Jakże szczęśliwa, iż wyszła za mąż za Wojtka, a nie za tego nieporadnego Szymka Kolczyka! mruknęła, rozciągając się w fotelu, ciężka w brzuchu. Gdyby wyszła za mąż za niego, mieszkałaby teraz w bloku za obwodnicą Warszawy!

Zdaniem Grażyny, Szymek nigdy nie był w stanie zrobić nic większego. Nie bez powodu wszyscy nazywali go nie Szymonem, a Szymkiem jak mówią, co nazwiesz, tym się stanie. Ktoś po coś pomyślałby, iż wielki dowódca może nosić przydomek Szymek Macka, a to wcale nie brzmi. Z kolei Szymon Balagan brzmi całkiem naturalnie.

Szymek i Wojtek znali się od szkoły; obaj byli zakochani w przyciągającej piękności Grażynie i często chodzili razem we troje. Szymek zawsze przegrywał z przystojnym i dowcipnym Wiktorem, choć zdawało się, iż go to nie obchodzi. Jego porażka nie psuła przyjaźni Szymek potrafił przyjaźnić się znakomicie.

Po studniówce Grażyna w końcu wybrała mężczyznę i wybrała Wojtka; trzeci miał odejść czyli Szymek. Po trzech miesiącach, gdy Wojtek rozpoczął studia, rzucił ją, zakochując się w koleżance z roku. Wtedy Grażyna zadzwoniła do Szymka, po raz pierwszy nazywając go Sasin. W tym momencie Szymek pojawił się, by ukoić jej samotność i wyciągnąć z depresji. Nie było między nimi nic więcej niż przyjaźń, ale to wystarczyło Szymek po prostu lubił być blisko ukochanej.

Wiosną Grażyna zakochała się w Wiktorze, który całkowicie wypierał się z jej serca. Wybrała go, bo poznała go w bibliotece uczelnianej nie wszystkie rzeczy dziś są cyfrowe. Szymek wypadł więc z gry, a jej myśli krążyły wokół Wiktora.

Szymek, po szkole, poszedł na politechnikę miejskoplanistyczną i architekturę. Zajmował się w warsztacie, szlifując metal, i mawiał: Rok nauki i będę mieć zawód!. Był z dużej rodziny, w której pieniądze były cenione.

Grażynie było nudno z tak sztywnym, choć dobrze uszytym facetem. Pragnęła miłości i przytulania, ale nie od niego. niedługo znalazła to z Wiktorem, trochę starszym od siebie studentem. Dzięki niemu otworzyła się na uczucia, a ich związek rozkwitł tak, jakby w niebie. Po roku razem, Wiktor kończył studia, Grażyna była na drugim roku czemu nie wziąć ślubu?

Kiedy Wiktor miał odebrać dyplom, Szymek zadzwonił i zaproponował wspólne spotkanie absolwentów. Grażyna zgodziła się, chcąc pokazać, co stracił. Szymek już pracował w prestiżowej firmie budowlanej i zarabiał przyzwoicie; z Wojtkiem wciąż utrzymywali przyjaźń. Grażyna dowiedziała się, iż jej były kochanek, Szymek, jest znów wolny i też wybiera się na spotkanie.

Spotkanie zaplanowano na pierwszą sobotę lutego. Grażyna starannie dobrała strój krótka sukienka i futrzany płaszcz z norek i wyruszyła z Szymkiem, który podwiózł ją własnym samochodem. Gdy zobaczyła swojego dawnego kochanka, uświadomiła sobie, iż wcale nie oszukała się sama po prostu coś w niej czekało na swój moment.

Wiktor też cieszył się na widok Grażyny; przyznał, iż w ciągu półtora roku bardzo się zmieniła. Nie powiedział Szymkowi, iż ją podziwia. Dla Szymka Grażyna zawsze była najpiękniejsza nie potrzebowała już niczego poprawiać. Spojrzeli na siebie, po czym bez słów ruszyli w stronę Wiktora, nadrabiając stracony czas. Szymek został po raz kolejny trzeci.

Ślub z Wiktorem odwołał się, bo w sierpniu Grażyna, będąc w ciąży, wyszła za mąż za Wojtka. Wiktor oświadczył się jej, a potem przyszedł dzień, w którym USG pokazało, iż to dziewczynka. Wojtek po ślubie przeszedł na wieczorny dyżur i zaczął pracować jako kurier zawód dobrze płatny w złotówkach. Grażyna zdała egzaminy eksternistą i w drugiej połowie trzeciego roku uzyskała dyplom, przy wsparciu rodziców.

Tak wyglądało zwyczajne życie zwykłej, szczęśliwej rodziny. W ustalonym terminie przyszedł na świat piękny chłopiec Janek. Czas płynął, zbliżał się początek nauki w szkole podstawowej. Dziewczynka, później imieniem Zosia, rosła i już chodziła.

Zdecydowano, iż nie oddadzą jej do żłobka nie wiadomo, co tam się dzieje. Zatrudniono nianię, bo babcie były jeszcze młode i pracowały. Niania, dwudziestodwuletnia Agnieszka, studiowała zaocznie i dorabiała. Miała świetne referencje, choć Grażyna uważała ją za mało atrakcyjną co było w porządku, bo nie szukała współtowarzysza. Agnieszka żądała nieco niższego wynagrodzenia, więc wszystko się ułożyło.

Agnieszka gwałtownie nawiązała kontakt z Janem, chętnie trzymała go za rękę i prowadziła go do siebie. Kiedy Grażyna kąpała Zosię, zauważyła odparzenie, którego nie powinno być przy nowoczesnych pieluszkach. Nie chciała o tym mówić niani, więc sama zajęła się problemem. Później pojawił się pediatra okazało się, iż to atopowe zapalenie skóry. Zosia była uczulona na niektóre produkty, ale Agnieszka została o tym uprzedzona i trzymała je z daleka.

Agnieszka, przysięgając na Chrystusa, zapewniała, iż nic nie podaje. Mąż Grażyny, nie chcąc się mieszać, radził: Nie mów głupot, zróbmy testy alergiczne i nie martw się.

Wtedy Grażyna po raz pierwszy pomyślała o kamerze wideo. Zamontowała ją wszędzie, ale nie powiedziała o tym Wiktorowi znowu miał to być niespodziankowy ruch. I niespodzianka się spełniła: w domu pojawiło się wiele niepotrzebnych przekąsek chipy, które uwielbiał Wiktor, a także Agnieszka, a mała Janek podjadał je w wolnej chwili.

Okazało się, iż Agnieszka była pierwszą miłością Wiktora z pierwszego roku studiów, przed Grażyną. Po rozstaniu z nią, Agnieszka wzięła dokumenty ze studiów i została nianią. To splatało ich losy w nieoczekiwany sposób. Mieszkanie należało do rodziców Grażyny, więc nie mogli go pożyczyć kochankom.

Mąż zostawił zebrany bagaż i poszedł nie przeprosił, nie widząc w swoim zachowaniu nic złego, wierząc, iż to boska łaska. Grażynie zrobiło się niedobrze, a ona przypomniała sobie niezdarną i wierną przyjaźń z Szymkiem. Ten przybyłby natychmiast, żeby rozweselić ją swoimi nieporadnymi żartami, ale tym razem nie mógł. Nie dam radę, Grażyno! usłyszała, zamiast zwykłego Wychodzę.

Szymek wyjaśnił: Jedziemy do żony na szpital mam noworodka, więc nie mogę. I rozłączony, odjechał. Grażyna poczuła się zdradzona wszyscy jej bliscy ją zostawili. Szczególnie Wojtek, który właśnie dostał awans i teraz kieruje własnym działem.

W tej chwili zrozumiała, iż najważniejsze nie są wielkie gesty, ale prosta, stała przyjaźń. Życie potrafi przewrócić się pod nogi, ale przyjaciel, choć nie zawsze obecny, zostaje w sercu jako cicha siła. Tę prawdę nosiła w sobie do końca, wiedząc, iż w życiu liczy się nie to, kto najwięcej ma, ale kto potrafi być prawdziwie blisko, choćby w najtrudniejszych chwilach.

Morał: prawdziwa przyjaźń i umiejętność doceniania małych momentów są największym skarbem, który nigdy nie traci swojej wartości.

Idź do oryginalnego materiału