Pani Elżbieta syna ze specjalnymi potrzebami. Dla jej dziecka "dostosowane są tylko sprawdziany"

gazeta.pl 1 dzień temu
"Widzę nadzieję na inne spojrzenie na ucznia ze szczególnymi potrzebami. Liczę na to, iż nasze dzieci dzięki temu staną się 'szansą' i przestaną być 'problemem'" - pisze w liście do naszej redakcji pani Elżbieta, matka dziecka o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Kobieta jest zdania, iż system, do którego trafiają dzieci, jest pełny wad i niedociągnięć. Oto istotny głos w dyskusji.Dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych (SPE) w polskich szkołach to uczniowie, którzy wymagają wsparcia i indywidualnego podejścia. Mają orzeczenia o kształceniu specjalnym (niepełnosprawności, autyzm, niedostosowanie społeczne) lub opinie poradni pedagogicznej (dysleksja, trudności adaptacyjne, zdolności). Edukacja włączająca ma zapewnić każdemu uczniowi, niezależnie od sprawności, pochodzenia czy możliwości, równy dostęp do kształcenia w ogólnodostępnych placówkach.
REKLAMA


Brzmi pięknie? W teorii. Bo chociaż szkoły mają obowiązek zapewnić uczniom odpowiednie warunki, metody pracy, pomoc psychologiczno-pedagogiczną oraz zajęcia specjalistyczne, z tym bywa różnie. Nauczyciele mając w klasie kilkoro dzieci z orzeczeniami mówią coraz głośniej o problemach i trudnościach. Stąd też jakiś czas temu pojawił się pomysł związkowców, by wprowadzić specjalny dodatek dla pedagogów (więcej tu: "Nauczyciele chcą dodatku do swojej pensji za pracę z tymi uczniami. Wniosek wpłynął do MEN"). A gdzie w tym wszystkim są dzieci?


Zobacz wideo


Czy polska szkoła jest do niczego? [SONDA]


Dostosowanie dla ucznia o specjalnych potrzebach? Matka: rzadko"Piszę ten list, jako mama ucznia ze specjalnymi potrzebami, które moim zdaniem są systematycznie ignorowane. To dziecko ma się dostosować" - zaznacza kobieta i dodaje, iż "w praktyce polega to na 'łamaniu' młodego i interesującego świata człowieka, żeby przestał być interesujący i tylko siedział w ławce jak starzec, wykonując polecenia".Pomimo takiego przedmiotowego traktowania ucznia, nauczyciele nie robiąc żadnych dostosowań, narzekają, jak to ciężko prowadzić lekcje. Tu się zgadzam, iż ciężko - bo te dzieci jednak dostosowania wymagają i przy ich braku albo nie będą lekcją zainteresowane, bo nie są w stanie pracować na ogólnych zasadach albo wręcz zaczynają przeszkadzać - z tego samego powodu. Dostosowanie występuje wyłącznie na sprawdzianach i z doświadczenia wiem, iż również rzadko- zaznacza autorka listu. "Teraz ci nauczyciele domagają się dodatku za szczególnie ciężkie warunki pracy" - dodaje.Pani Elżbieta, która zdecydowała się na napisanie listu do naszej redakcji, rozumie postulaty nauczycieli. Na ich barkach spoczywa ogromna odpowiedzialność i obowiązek, więc chcieliby zarabiać więcej. "Za dzieckiem 'orzeczeniowym' idą dodatkowe pieniądze, które znikają gdzieś pomiędzy urzędem a nauczycielem. Taki nauczyciel, nie ma żadnej motywacji, żeby te dostosowania wprowadzać, nie ma motywacji żeby inaczej organizować lekcje (często inna organizacja byłaby korzystna dla wszystkich uczniów). Słyszy od rodziców o jakichś gigantycznych kwotach, jakie idą za dzieckiem i rodzic w związku z tym ma wobec szkoły konkretne oczekiwania. Tylko do tej pory, one (pieniądze) nie idą do nauczyciela, który trud pracy z dzieckiem dźwiga. Który jest buforem pomiędzy dzieckiem, rodzicem i systemem. Ta rola raczej nie jest przyjemna i stąd niechęć nauczycieli do jej podejmowania" - pisze matka dziecka o specjalnych potrzebach.


Matka: choćby najlepszy nauczyciel ideałami nie opłaci kredytuADHD, spektrum autyzmu, dysleksja, zaniedbania środowiskowe, zaburzenia lękowe - dziś to codzienność niemal każdej klasy. I są też nauczyciele, którzy przyznają, iż trudno im w tym wszystkim złapać balans. Miałam możliwość doświadczyć pracy z młodymi osobami w spektrum autyzmu. To były indywidualne, prywatne lekcje, więc miałam stosunkowo duży komfort. Nie zmienia to faktu, iż był to dla mnie ogromny wysiłek, żeby dopasować swoje działania do ich potrzeb. Takie dzieci bywają bardzo absorbujące, trudniej im się skupić na wykonywaniu zadań, łatwiej się rozpraszają. Po godzinie takiej pracy czułam się całkowicie wyczerpana- mówi nauczycielka matematyki, Anna Schmidt-Fic w rozmowie z Ewą Jankowską (cała rozmowa tu: "Uczy matematyki: Zawód nauczyciela pod wieloma względnymi jest dziś podobny do pracy żołnierza"). - o ile mamy w klasie jedno dziecko z dysfunkcjami, wyobrażam sobie, iż jeszcze można jakoś zorganizować i zindywidualizować naukę, ale gdy w 20-, 30-osobowej klasie jest takich dzieci więcej, co wtedy? - dopytuje. Rodzice dzieci neuroatypowych nierzadko pokładają wielkie nadzieje w edukacji włączającej. Zamiast szkół specjalnych, posłali dzieci do placówek publicznych, bo chcieli integracji i szansy na rozwój, na lepszy start w przyszłość. Tam zderzają się z systemem. Bo ci uczniowie potrzebują dostosowań i szczególnej uwagi. "Może właśnie motywacja finansowa skłoniłaby nauczycieli do przyjaźniejszego spojrzenia na te dzieci - nie tylko jako 'problem' ale jako szansę (lepszej pensji)" - zastanawia się nasza czytelniczka, pani Elżbieta.Nawet najlepszy nauczyciel z powołania - ideami się nie nakarmi i nie opłaci kredytu. prawdopodobnie po kilku latach będzie czuł rozgoryczenie, iż jego koledzy, którzy w klasie nie mają skomplikowanych uczniów, muszą wkładać w swoją codzienną pracę znacznie mniej wysiłku i zaangażowania - a kasa ta sama- dodaje w swoim liście.


A Ty? Co sądzisz o tym temacie? A może chcesz podzielić się swoją historią. Napisz: anita.skotarczak@grupagazeta.pl.
Idź do oryginalnego materiału