Dawno temu, w Krakowie, żyła młoda para.
Anna Nowak i Marek Kowalski, małżeństwo pełne miłości.
Poznali się na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Zdawało im się, iż świat istnieje tylko dla nich.
Rodzice pomogli im kupić mieszkanie w centrum.
Dwa pokoje, jasne i przestronne.
Jeden z nich urządzili na pokój dziecięcy.
Kupili dwa łóżeczka, choć dziecka jeszcze nie było.
Wybrali imię dla syna – Krzysztof.
Byli przekonani, iż urodzi się chłopiec.
Mieli też imię zapasowe – Zofia.
Ale zawsze mówili tylko o Krzysztofie.
Babcia Anny, Elżbieta, zaniepokoiła się tym.
– Aniu, nie wolno dawać imienia przed czasem!
– Babciu, przecież to zabobony – odpowiedziała Anna, śmiejąc się.
Minęły trzy lata.
Pokój dziecięcy stał pusty.
Anna nie mogła zajść w ciążę.
Lekarze nic nie potrafili zrobić.
Nadzieja gasła z każdym miesiącem.
Elżbieta zaproponowała wizytę u znachorki, cioci Wandy.
Anna była niedowiarkiem, ale rozpacz zmusiła ją do zgody.
Ciocia Wanda spojrzała głęboko w jej oczy.
– Daliście imię dziecku, które jeszcze nie istniało. Ktoś je przejął.
– Co mam robić? – zapytała Anna, drżącym głosem.
– Sama zrozumiesz – odpowiedziała znachorka tajemniczo.
Minął kolejny rok.
Dziecka wciąż nie było.
Marek też zaczynał tracić nadzieję.
Pewnego dnia Anna szła obok Teatru Groteska.
Zobaczyła autobus z napisem „Dom Dziecka”.
Dzieci wybiegły z niego, śmiejąc się głośno.
Nagle wychowawczyni krzyknęła: – Krzysiu!
Mały chłopiec pobiegł za czapką na jezdnię.
Anna rzuciła się, by go złapać.
Przytuliła go, czując, jak serce wali jej mocno.
– Krzysiu – wyszeptała, sama nie wiedząc czemu.
– Mamo – powiedział chłopiec, obejmując jej szyję.
Podbiegła wychowawczyni, dziękując Annie.
Chłopiec nie chciał puścić jej ręki.
– Czemu nazwał mnie mamą? – zapytała Anna.
– Tak nazywają tych, którzy im się podobają – odpowiedziała kobieta.
– Nie ma pani dzieci?
– Nie – głos Anny się załamał.
– Krzysiu to wspaniały chłopiec. Niech pani przyjdzie do nas.
Wieczorem Anna płacząc opowiedziała wszystko Markowi.
– Marku, zabierzmy go do siebie.
Marek zamyślił się, a potem uśmiechnął.
– Jutro pojedziemy i wszystko sprawdzimy.
Następnego dnia udali się do domu dziecka.
Dyrektor, Halina Piotrowska, przywitała ich ciepło.
– Dzień dobry, proszę wejść – powiedziała.
– Jestem Anna, to mój mąż Marek – przedstawiła się, drżącym głosem.
Czekały ich odpowiedzi, których szukali tak długo.

![Te przedmioty były w każdym domu, dziś mało kto zna ich nazwy. Przy połowie pytań polegniesz [QUIZ]](https://m.mamadu.pl/dawne-przedmioty-uzytkowe-w-domu-7t4d5vgr-1920x1080x0x0.webp)







