Pierwsza tura ferii dobiega końca. "Świetlica nie jest taka straszna, a babcia taka chętna do pomocy"

gazeta.pl 1 godzina temu
Ferie zimowe w tym roku były podzielone na trzy tury. Pierwsza z nich, która właśnie dobiega końca, dla wielu rodziców była ogromnym wyzwaniem. No bo wiadomo, połączenie opieki nad dzieckiem z obowiązkami zawodowymi do najłatwiejszych nie należy. Czy rzeczywiście było tak trudno? Swoimi doświadczeniami dzielą się z nami czytelniczki.
- To były nasze pierwsze ferie w takim wydaniu - przyznaje pani Iza, mama Julki, uczennicy pierwszej klasy szkoły podstawowej (imiona zostały zmienione). - W przedszkolu czy zerówce córka nie miała przerwy zimowej, ale wiadomo, iż w pierwszej klasie to wygląda inaczej. Liczyłam na pomoc babci, ale ta nie była zbyt chętna do opieki nad wnuczką. Coś burknęła pod nosem, iż Julka może przyjechać, ale ona jednego dnia musi jechać do okulisty, potem ma jakieś spotkanie w kole gospodyń. Koniec końców zapisałam ją na półkolonie w świetlicy i okazało się, iż nie było tak strasznie, jak się obawiałyśmy - opowiada kobieta.

REKLAMA







Zobacz wideo Sprzedawał krzesła w mieszkaniu i w garażu. Krześlarz zrobił furorę



Jak dodaje nasza czytelniczka, dzieci nie spędzały czasu bezczynnie. Były zabawy plastyczne, różne ćwiczenia, a raz choćby wyjście do pobliskiego kina. Uczniowie mogli wziąć też udział w konkursach z nagrodami. - Za rok też skorzystamy z takiego rozwiązania, bo moim zdaniem to połączenie przyjemnego z pożytecznym - podsumowuje w rozmowie z portalem eDziecko.pl pani Iza.


Pierwsze zimowisko i rodzinny wypad w góry
Do naszej redakcji odezwała się również pani Kasia, mama dwójki dzieci z podwarszawskiej szkoły podstawowej. - W pierwszym tygodniu mój 10-letni syn był na swoim pierwszym zimowisku w życiu. Na początku był trochę przestraszony, ale drugiego dnia już się rozkręcił. Finalnie tak mu się spodobało, iż już prosi, abym zapisała go za rok. W tym czasie 8-letnia córeczka była ze mną w domu, udało mi się uprosić szefa na pracę zdalną - opowiada kobieta.
Potem cała rodzina wybrała się na trzy dni w góry, a po powrocie chłopcy spędzili resztę dni wolnych u dziadków. - Nie mam na co narzekać, fajnie udało nam się ze sobą wszystko połączyć. W ubiegłym roku, kiedy dzieci dopadło przeziębienie, było zdecydowanie gorzej, bo wiadomo, choroba potrafi pokrzyżować plany - dodaje pani Kasia.


"Brakuje mi stałego harmonogramu"



Z kolei pani Karolina, mama przedszkolaka i ucznia trzeciej klasy szkoły podstawowej, podkreśla, iż tegoroczna przerwa zimowa była wyjątkowo dobrze zorganizowana. - W tym roku ferie zimowe nie były dla mnie szczególnie trudne. Przedszkole młodszego dziecka było czynne, więc przez kilka dni tam chodził. Potem pojechaliśmy na cztery dni całą rodziną na narty. Starszy syn był w pierwszym tygodniu na piłkarskich półkoloniach. Na przedłużony weekend wzięli ich dziadkowie. Ale cieszę się, iż ferie się kończą, brakuje mi stałego harmonogramu tygodnia - podkreśla nasza czytelniczka.
A jak to wygląda u Ciebie? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl. Gwarantujemy anonimowość.
Idź do oryginalnego materiału