Pierwsza tura ferii właśnie się rozpoczęła. "Takich słów od teściowej jeszcze nigdy nie usłyszałam"

gazeta.pl 2 godzin temu
Jak się okazuje, dziadkowie czasami potrafią zaskoczyć. - Zadzwoniła do nas teściowa i zaproponowała, iż może zaprosić do siebie nasze córeczki na całe ferie. Byłam w szoku, bo jakoś nigdy nie wyszła z taką inicjatywą - opowiada nasza czytelniczka.
Pierwsza tura ferii zimowych wystartowała, co oznacza, iż wielu rodziców musi wznieść się na wyżyny swoich kreatywnych i logistycznych możliwości. Jedni pracują zdalnie - z dziećmi w domu, inni mogą liczyć na pomoc dziadków. Jak się jednak okazuje, taka pomoc nie zawsze jest oczywista.

REKLAMA







Zobacz wideo Hotelarze szukają furtek w obostrzeniach. "Apeluję o roztropność"



"Ubiegłoroczne ferie były dość trudne"
Wie coś o tym nasza czytelniczka, pani Elwira (imię zostało zmienione). - Dziewczynki mają 8 i 9 lat, pamiętam, iż ubiegłoroczne ferie były dość trudne. Miałam kilka dni wolnego, ale większość czasu pracowałam. Szczęście w nieszczęściu, iż mogłam wziąć pracę zdalną, no ale wiadomo z dwójką dzieci na głowie to raczej lekko nie było – opowiada. W tym roku miało być podobnie. - Planowaliśmy z mężem jakiś czterodniowy wyjazd w góry, a potem kombinowanie. Raz ja pracuję z domu, raz on - dodaje. Jednak kilka dni temu wydarzyło się coś, czego pani Elwira zupełnie się nie spodziewała.


- Zadzwoniła do nas teściowa i zaproponowała, iż może zaprosić do siebie nasze córeczki na całe ferie. Byłam w szoku, bo jakoś nigdy nie wyszła z taką inicjatywą. Zawsze już po dwóch dniach była zmęczona, dlatego mogliśmy liczyć w sumie tylko na siebie. Przyznaję, iż jeszcze nigdy takich słów od teściowej nie usłyszałam. Dodam tylko, iż moi rodzice nie żyją - wyznaje nasza czytelniczka. Dla wielu taka pomoc ze strony dziadków, gdy rodzice muszą pracować, a w szkołach jest wolne, jest wręcz na wagę złota.
"Zawsze mogę na nich liczyć"
Niektórzy rodzice podkreślają, iż mają ogromne szczęście do zaangażowanych dziadków. - Nasi dziadkowie są fantastyczni. Zawsze, kiedy potrzebuję, mogę na nich liczyć. Ferie, wakacje, przerwy świąteczne czy choroby dzieci. Najlepsze jest to, iż mieszkają kilka kilometrów od nas, więc gwałtownie można dzieciaki odebrać czy podrzucić. Gdyby nie oni, to czasami nie wiem, co bym zrobiła - mówi nam pani Natalia.
Niestety, nie wszyscy rodzice mają tyle szczęścia. Kilka dni temu przytaczaliśmy historię naszej czytelniczki pani Eli, która nie kryje rozczarowania postawą dziadków. - Poprosiłam ich o pomoc w ferie, ale usłyszałam, iż mój syn był już u nich w czasie przerwy świątecznej przez kilka dni i oni jeszcze po tamtej wizycie nie odpoczęli. Powiedzieli wprost, iż takie zajmowanie się dzieckiem to nie na ich siły i nerwy. Dodam tylko, iż spędził u nich trzy dni, a wolnego od szkoły było zdecydowanie więcej - relacjonuje w rozmowie z portalem eDziecko.



Ferie to test rodzinnych relacji
Jak podkreślają rodzice, ferie zimowe bardzo często obnażają to, jak w praktyce wygląda rodzinne wsparcie. Gdy szkoły są zamknięte, każda pomoc nabiera szczególnego znaczenia. Jedni otrzymują wsparcie, inni zderzają się z odmową, która potrafi zaboleć. - Czasami nie chodzi choćby o to, żeby dziadkowie wzięli dzieci na całe ferie. Wystarczyłoby kilka godzin czy jeden dzień w tygodniu, żeby złapać oddech - mówi pani Kasia, mama dwójki chłopców.
A Ty jakie masz doświadczenia w tym temacie? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl. Gwarantujemy anonimowość.
Idź do oryginalnego materiału