Po śmierci męża zdecydowałam się adoptować dziecko porzucone w Oknie Życia przy oddziale położniczym…

newsempire24.com 8 godzin temu

Usłyszałam, iż ktoś zostawił noworodka w Oknie Życia przy szpitalu św. Zofii w Warszawie.

Podjęłam decyzję o adopcji tego dziecka trzy miesiące po śmierci mojego męża Pawła. Kiedy dowiedziałam się, iż niemowlę trafiło do Okna Życia nieopodal porodówki, poczułam ogrom poruszenia jakby los podpowiadał mi nową drogę.

Szybko zaczęłam kompletować wymagane przez sąd dokumenty, odwiedzając różne urzędy, a rozmowy z pracownikami opieki społecznej nie należały do najłatwiejszych. Przeszłam przez kontrole ośrodka adopcyjnego, który oceniał moją sytuację mieszkaniową na warszawskim Mokotowie. Pozytywna opinia napełniła mnie ulgą, a kilka dni później mogłam przytulić mojego nowego synka. Nazwałam go imieniem mojego śp. męża, Paweł. Z każdym dniem czułam coraz większą wdzięczność, iż los pozwolił mi jeszcze raz wypowiedzieć to imię, usłyszeć je w radosnych okolicznościach, a nie tylko w modlitwie przy grobie.

Pawełek gwałtownie rósł, a ja uczyłam się bycia samotną matką. Z czasem zaczął dopytywać, czy kiedyś będzie miał siostrzyczkę. Te rozmowy przypomniały mi, jak bardzo dzieci potrzebują rodzeństwa i towarzystwa.

Na szczęście praca zdalna w krakowskiej firmie technologicznej, którą wykonywałam, umożliwiała mi pogodzenie obowiązków zawodowych z wychowaniem dzieci. Dlatego kiedy pojawiła się możliwość adopcji kolejnego dziecka, nie wahałam się ani chwili. Podczas wizyty w Oknie Życia pokazano mi śliczną, maleńką dziewczynkę o czarnych włoskach, która miała zaledwie trzy dni. Gdy tylko trzymałam ją w ramionach, wiedziałam, iż musi zostać z nami. Nazwałam ją Jagoda to imię, które nosiła moja mama.

Tym razem wiedziałam już, jakie dokumenty przygotować, jak poprowadzić rozmowy z urzędnikami i lekarzami. Cała procedura przebiegła znacznie sprawniej niż poprzednio.

Teraz jest nas troje: ja, mój synek Paweł i córeczka Jagoda. Tworzymy rodzinę z własną historią i doświadczeniami. Każdego dnia utwierdzam się w przekonaniu, iż szczęście nie zawsze przychodzi w oczekiwanej formie. Czasami los zabiera coś ważnego, aby zrobić miejsce na nową miłość i pozwolić nam odnaleźć sens tam, gdzie się go nie spodziewaliśmy.

Idź do oryginalnego materiału