Dawno temu, w sercu Krakowa, żył mężczyzna imieniem Robert Kowalski. Przez wiele lat uchodził w rodzinie za starego kawalera choćby jego młodszy brat, Piotr, miał już żonę i dwójkę dzieci. Robertowi jednak długo nie udawało się znaleźć adekwatnej kandydatki na żonę. Na rodzinnych spotkaniach obrywało mu się pytaniami, kiedy wreszcie zaprosi bliskich na własny ślub. On sam wiedział, iż jest już gotów na trwały związek, a trzydzieste czwarte urodziny przyniosły mu decyzję o zakończeniu beztroskiego życia singla.
Pamiętam dobrze tamten wieczór, kiedy Robert poszedł do „Alchemii” na Kazimierzu. Tam natknął się na Grzegorza, kolegę z pracy, który przyszedł z przyjaciółką. Rozmowa potoczyła się lekko i bez zadęcia.
No witaj, co cię tu sprowadza? zagadnął Robert.
Dobry wieczór, Robercie. Moja kumpela przyjechała do Krakowa, chciałem jej pokazać nasz klimat.
Przedstawisz nas?
Oczywiście. Poznaj, to Ludmiła.
Miło mi cię poznać, Ludmiło. Mam na imię Robert.
Dziękuję, cieszę się, iż mogę poznać ciekawych ludzi. Zostańmy w kontakcie.
W porządku, uznajmy się za przyjaciół.
Ludmiła była dystyngowana, ale miała w sobie naturalną prostotę. W jej oczach Robert dostrzegł coś, co sprawiło, iż uległ jej urokowi. niedługo przyznała, iż ma córkę Zuzę, uczennicę podstawówki. Początkowo Robert miał pewne wątpliwości, ale nie trwały długo rozwiał je, myśląc o tym, jak wiele rodzin jest przecież złożonych z różnych nici.
Zamieszkali razem nad Wisłą i Robert poczuł wreszcie domowe ciepło. Zuza była żywym dzieckiem chodziła do szkoły muzycznej, na zajęcia plastyczne, a latem spędzała czas u babci w Niedzicy.
Ludmiła nie pracowała, twierdząc, iż Robert zarabia wystarczająco, by utrzymać ich wszystkich na dobrym poziomie. Jednak z czasem mężczyzna spostrzegł, iż jej oczekiwania nie znały granic. Nie chodziło już o chleb czy mleko, ale o coraz droższe lekcje, wyjazdy, korepetycje.
Robert, muszę mieć więcej pieniędzy na zajęcia dodatkowe powiedziała któregoś dnia. Możesz mi dorzucić więcej?
Wiesz, iż zależy mi na rozwoju dziecka odparł. Zorganizuję.
Ale wydatków przybywało. Ceny rosną, a oczekiwania także. Robertowi było coraz trudniej pogodzić się z rolą głównego fundatora domowych planów. Pewnej niedzieli doszło do omiatania słów.
Dzwoniła wychowawczyni zagaiła Ludmiła. Wycieczka do Wrocławia, Zuza też by pojechała, ale to kosztuje, sporo złotych. Źle by było, gdyby została w domu, podczas gdy inni jadą. Liczą na naszą decyzję.
Ludmiło, czuję, iż te wydatki nigdy się nie kończą. Dlaczego ojciec Zuzy nie uczestniczy w tych kosztach?
Robert, wiedziałeś przecież, iż mam dziecko. o ile miałeś zamiar się z tego wycofać, to czemu decydowałeś się na nas? Czuję się zraniona!
Ludmiła rozpłakała się i zamknęła w pokoju. Robert żałował swoich słów i przeprosił, przekazując potrzebne pieniądze. Jednak w środku pozostał mu niesmak. Wciąż nie pojmował, skąd taka bierność ze strony ojca Zuzy. Znów próbował rozmawiać.
Nie chcę się z tobą kłócić, Ludmiło tłumaczył spokojnie ale powiedz mi, czemu twój były mąż nic nie dokłada do wychowania córki?
Nie chcę jego wsparcia wyszeptała Ludmiła. Poradzę sobie sama.
Ale to nie fair. Przecież to ja, obcy człowiek, zajmuję się twoją córką, a jej własny ojciec nie robi nic. To nie w porządku.
Obcy człowiek? obruszyła się Ludmiła. Przecież miałam nadzieję, iż Zuza jest dla ciebie rodziną. Zawiodłam się…
Nie musisz mnie oskarżać. Każdy z nas ma swoje racje.
Nie zwrócę się do byłego. Nie chcesz pomagać sama zapracuję. Ale nie będziemy się nikomu kłaniać. o ile czujesz się przytłoczony, może lepiej będzie, jeżeli każde pójdzie swoją drogą.
Czemu jesteś taka rozgoryczona? Porozmawiajmy i ustalmy coś rozsądnego.
Nie chce mi się już rozmawiać. Idę spać. Możesz zostać w pokoju gościnnym.
Tę noc Robert spędził na twardej kanapie, dumając nad losem. Zdał sobie sprawę, iż Ludmiła jest zbyt dumna, a on sam coraz bardziej oddala się od jej dziecka. Im starsza Zuza, tym więcej problemów i wydatków się pojawi. Ojciec dziewczynki żył jakby obok, niezainteresowany. Przypadkowo przeglądając laptop żony, znalazł zdjęcie jej byłego męża z wypasionym samochodem, w eleganckiej marynarce. Z łatwością stać go było na pomoc. Ale Ludmiła nie prosiła. Duma była ważniejsza niż wsparcie. Robert uznał, iż czas porozmawiać z nim osobiście.












