Jakoś tak ciężko jest wrócić skądś gdzie było naprawdę bardzo przyjemnie. Dokładnie tydzień temu uradowany jechałem pociągiem pod Kraków, spędziłem tam sześć dni, a wczoraj musiałem wrócić do Krakowa. To jest wręcz niesprawiedliwe, iż coś na co się czekało z niecierpliwością, przemija w okamgnieniu. Dzisiaj miałem zajęcia na studiach o tak ciekawej tematyce (inżyniera wyborcza), iż chociaż przez chwilę mogłem mieć coś co mnie cieszy i paplać jak najęty. A teraz wracam z treningu. Znowu plecy i biceps. Mogło być lepiej, ale ważne, iż czuję, iż dałem z siebie wszystko.