Nazywam się Piotr. Uważam się za prawdziwego szczęściarza, bo mogłem zostać ojcem i mężem. Ożeniłem się z Zosią, w której zakochałem się jeszcze w liceum. Wiernie na mnie czekała, gdy byłem w wojsku, a kiedy wróciłem, gwałtownie wzięliśmy ślub.
Najpierw urodził nam się najstarszy syn, Bartek. Po trzech latach doczekaliśmy się drugiego syna, Michała. Ale bardzo marzyłem, żeby mieć córkę. choćby gdy Zosia była pierwszy raz w ciąży, wszystkim opowiadałem, iż pragnę córeczki. Każdy się dziwił, bo przecież mężczyźni zwykle pragną synów. A ja jednak śniłem o córce. Los chciał, iż Zosia urodziła syna, a po trzech latach znowu syna.
Żyło nam się dobrze, chłopcy rośli, a tu pewnego dnia Zosia przekazała mi zaskakującą nowinę: znowu jest w ciąży. Byłem w szoku, bo trzeciego dziecka nie planowaliśmy. A jednak ta wiadomość sprawiła, iż byłem naprawdę szczęśliwy.
No, chyba tym razem naprawdę dasz mi córeczkę! śmiałem się, a Zosia tylko się uśmiechała i mówiła: Teraz to już na pewno będzie dziewczynka!
Moja mama i teściowa już po brzuchu Zosi były przekonane, iż będzie dziewczynka, a choćby badanie USG potwierdziło ich przypuszczenia. Wszyscy czekaliśmy na córkę. Synowie wymyślili już dla niej imię.
W odpowiednim terminie Zosia zaczęła rodzić, więc zawiozłem ją do szpitala. Nie spałem całą noc, nerwowo chodząc po mieszkaniu i martwiąc się o Zosię, czy wszystko pójdzie dobrze, czy urodzi się nasza wymarzona córeczka. Rano zadzwoniłem do szpitala: usłyszałem, iż przyszedł na świat mój syn! Ważył 3 kilo 200 gramów, miał 54 cm wzrostu.
Nie dowierzałem, myślałem, iż to pomyłka. Przecież miał być dziewczynka! Ale niestety, żadnej pomyłki nie było – urodził się kolejny chłopak. Byłem zaskoczony, cała rodzina też, bo wszyscy obstawiali, iż będzie córka. Tylko jedno zastanawiało: jak lekarz od USG mógł się tak pomylić? Zadzwoniłem do żony i mówię:
Zosia, zdradziłaś mnie z sąsiadem? Co Ty opowiadasz? Zwariowałeś?! Ale przecież miałaś urodzić dziewczynkę! Piotr, przestań, nie rób scen! Zosia się obraziła i odłożyła słuchawkę.
Po kilku dniach Zosia wyszła ze szpitala, odebrałem ją i synka. W domu odwinęła go z kocyka. Patrzyłem na tego małego, bezbronnego malca, który tak bardzo potrzebuje naszej opieki i miłości, i natychmiast go pokochałem. Minęły cztery i pół roku. Uczyłem naszego najmłodszego, Antka bo tak daliśmy mu na imię jazdy na hulajnodze. W ogóle nie był do mnie podobny. Trochę przypominał Zosię, podczas gdy starsi dwóch synowie byli niemal moimi kopiami.
Pewnego dnia wychodziłem z klatki i przypadkiem usłyszałem rozmowę sąsiadek babć z osiedla. Szeptały, iż Antek wcale nie jest do mnie podobny.
Widzisz, jak Antek podobny do Jarka spod piątki?
Zrobiło mi się przykro. Poszedłem do Zosi i pytam prosto z mostu, kto tak naprawdę jest ojcem Antka.
Znowu zaczynasz! Jak możesz mnie posądzać o zdradę?! To przecież absurd! krzyknęła Zosia. Chcę tylko znać prawdę! Przecież Jarek kiedyś cię raz podwiózł z pracy! To prawda! Ale wtedy już byłam w ciąży! Źle się czułam, mdliło mnie, a miałam dwie ciężkie siaty z zakupami. Jarek mnie podwiózł. I to wszystko! No tak, ale jakoś mi się nie wydaje, żeby Antek był do mnie podobny…
Pokłóciliśmy się porządnie. Zosia była wściekła. Postanowiłem, iż zrobimy test DNA. Zosia stanowczo odmówiła. Jednak dwa tygodnie później niespodziewanie się zgodziła, dodając, iż jak wyjdzie, iż to mój syn, to odejdzie ode mnie za takie podejrzenia. Byłem pewien, iż jest po prostu bardzo obrażona. Mimo wszystko zgodziła się na testy.
Któregoś wieczora, wyrzucając śmieci, spotkałem Jarka. Miał już 35 lat i wciąż nie miał żony. Przyglądałem mu się uważnie, próbując znaleźć choć jedną wspólną cechę z Antkiem. Zrozumiałem, iż kompletnie nie są do siebie podobni.
Wróciłem do domu, usiadłem w kuchni zamyślony. Antek wskoczył mi na kolana, przytulił się i zaczął coś mi opowiadać. Ogarnął mnie nagle błogi spokój. Po co ja się wygłupiam? Przecież żaden test nie jest potrzebny. To mój syn! Czułem to w sercu. Podniosłem Antka i poszedłem z nim do sypialni do żony.
Nie robimy żadnych testów! powiedziałem stanowczo. Jak to nie?! Zosia była zniesmaczona. Już się pogodziłam, iż to zrobimy, żebyś się wreszcie odczepił! Sam zobaczysz, iż to na pewno Twój syn!
Tydzień błagałem Zosię o wybaczenie, iż byłem tak podejrzliwy i głupi. W końcu mi się udało, Zosia mi przebaczyła. Dzieci dorastały. Najstarszy syn się ożenił. Żona Bartka urodziła nam wnuczkę. I nagle zostałem dziadkiem. Byłem przeogromnie szczęśliwy: nareszcie pojawiła się wymarzona wnuczka, którą mogę rozpieszczać.
Jestem pewien, iż będę ją kochał całym sercem, tak jak kocham moich trzech synów. Życie uczy, iż nieważne, jakie plany snujemy i tak najważniejsze jest to, by kochać i być kochanym przez rodzinę, niezależnie od wszystkiego.
