Podwórko w jednej tonacji

polregion.pl 3 godzin temu

Podwórko w jednym rytmie

Osiedlowy podwórek na obrzeżach dużego miasta budził się w hałasie i zamieszaniu, gdzie każdy znał swoje miejsce. Wśród bloków z odrapanymi elewacjami życie toczyło się według znanego harmonogramu: rano rodzice wypychali wózki podjazdami, emeryci powoli wyprowadzali psy, a młodzież z plecakami manewrowała między klombami i śmietnikami. Po niedawnym deszczu asfalt wciąż lśnił, odbijając jasne letnie słońce. Na rabatach pod oknami kwitły nasturcje i aksamitki dzieci w podkoszulkach ganiały piłkę lub jeździły na rowerach, co chwila zerkając na dorosłych.

Przy wejściu już zbierała się mała kolejka: ktoś próbował przecisnąć się z siatką mleka, ktoś wyciągał wózek dziecięcy z ciasnego przedsionka. I od razu nieodłączna przeszkoda ostatnich miesięcy: elektryczne hulajnogi. Było ich co najmniej pięć; jedna leżała w poprzek podjazdu, tak iż mama z dzieckiem musiała zręcznie lawirować między kołami. Obok emerytka Halina Szymańska zirytowana stuknęła laską w asfalt.

Znowu porozstawiali! Ani przejść, ani przejechać
To ta młodzież rzuca, gdzie popadnie! dodał mężczyzna w średnim wieku w sportowej kurtce.

Na to dziewczyna około dwudziestki wzruszyła ramionami:
A gdzie je niby zostawiać? Miejsc specjalnych i tak nie ma.

Sąsiedzi burcząc wymieniali uwagi przy wejściu; ktoś ironicznie zauważył, iż niedługo zamiast kwiatów będą tylko hulajnogi i rowery. Ale nikt nie śpieszył się z inicjatywą wszyscy przywykli do drobnych niedogodności podwórkowego życia. Dopiero gdy kolejny rodzic ledwo nie zahaczył wózkiem o chwiejną konstrukcję i cicho zaklął, napięcie stało się wyczuwalne.

Na podwórku rozbrzmiewała znana kakofonia: ktoś głośno omawiał najnowsze plotki na ławce przy piaskownicy, nastolatki kłóciły się o mecz piłki nożnej na placu. Ptaki hałasowały w gęstych gałęziach topoli w głębi podwórka; ich głosy mieszały się z oburzonymi okrzykami mieszkańców.

Dlaczego nie można postawić bliżej płotu? Przecież tak będzie lepiej!
A jeżeli ktoś musi gwałtownie naładować? Ja wczoraj ledwo nogi nie złamałem przez to żelastwo!

Jeden z chłopaków spróbował odciągnąć hulajnogę bliżej krzaków ta zdradliwie zaskrzypiała i przewróciła się pod nogi przechodzącej kobiecie z torbą. Ta załamała ręce:

No i znowu! Może w końcu ktoś to tu posprząta?

Tego wieczoru sprzeczki wybuchały jak iskry z niedopałka: wystarczyło, iż ktoś poskarżył się zaraz pojawiali się nowi dyskutanci. Jedni bronili technologii jako znaku postępu, drudzy wzywali do porządku według starych zasad.

Emerytka Halina Szymańska mówiła stanowczo:
Rozumiem, czasy się zmieniły Ale są przecież starsi ludzie! My też chcemy spokojnie przejść!

Młoda mama Kinga odpowiedziała łagodniej:
Mam małe dziecko Czasem sama wolę wziąć hulajnogę zamiast autobusu do przychodni.

Ktoś proponował zadzwonić do administracji, a choćby wezwać dzielnicowego, by uporządkował bałagan; inni śmiali się z tych pomysłów i radzili po prostu być dla siebie milsi.

Długie jasne wieczory przeciągały rozmowy przy wejściu do późna: rodzice zostawali z dziećmi na placu, mieszając nowości z codziennymi problemami i narzekaniami na hulajnogi. W pewnym momencie sąsiad Krzysztof wyszedł z odwiecznym pytaniem:

Może w końcu się wszyscy spotkamy? Omówimy to porządnie?

Poparła go para młodszych sąsiadów; choćby Halina Szymańska niechętnie zgodziła się przyjść, skoro inni też będą.

Następnego wieczoru pod klatką zebrała się różnorodna grupa: od studentów po emerytów i rodziców z dziećmi. Niektórzy przyszli przygotowani: jeden przyniósł notatnik, drugi miarkę, inni stali z boku z ciekawością.

Okna na parterze były otwarte słychać było śmiech dzieci i gwar ulicy; wiatr niósł zapach świeżo skoszonej trawy.

Dyskusja zaczęła się burzliwie:
Trzeba wyznaczyć miejsce dla tych hulajnóg!
Niech administracja namaluje linie!

Ktoś zaproponował samodzielnie zrobić tabliczki, ktoś bał się biurokracji:
Znów się zacznie uzgadnianie przez Warszawę!

Student Tomek rzucił rozsądnie:
Sami zdecydujmy, gdzie stawiać Potem zgłosimy do administracji niech tylko zatwierdzą!

Po krótkiej kłótni wybrano kąt między śmietnikiem a stojakiem na rowery, gdzie nie przeszkadzał ani podjazd, ani kwietnik.

Mama Kinga zabrała głos:
Ważne, żeby zasady były jasne, szczególnie dla dzieci I żeby nikt się nie kłócił!

Halina Szymańska prychnęła z uznaniem; paru nastolatków od razu narysowało kredą schemat przyszłego parkingu. Sąsiadka obiecała wydrukować regulamin. Rozmowa toczyła się żywo, ludzie żartowali, czuli się częścią zmian.

Następnego ranka podwórko tętniło dawnym życiem, ale atmosfera była inna. Przy wyznaczonym miejscu krzątało się troje zapaleńców Krzysztof, Tomek i Kinga. Krzysztof mierzył taśmą:

Od śmietnika półtora metra. Taśma tutaj!

Tomek rozkładał pomarańczową taśmę, a Kinga układała na ławce wydrukowane zasady: Hulajnogi tylko w wyznaczonym miejscu! Nie blokować przejść!

Halina Szymańska obserwowała z okna. Nie wtrącała się tylko kiwała głową. Dzieci już próbowały ozdobić tabliczkę flamastrami: narysowały słońce i uśmiechniętą buźkę. choćby nastolatki podeszły bliżej, śmiejąc się, ale zaciekawione.

Gdy wszystko było gotowe, mieszkańcy zebrali się koło nowego parkingu. Krzysztof uroczyście przymocował tabliczkę. Mamy z wózkami pochwaliły pomysł:

Teraz nie trzeba lawirować między kołami!

Dziewczyna się uśmiechnęła:
Tylko żeby wszyscy się stosowali

Pierwsze dni minęły na obserwacji. Niektórzy od razu stawiali hulajnogi w linii, inni rzucali jak popadnie. Ale już po paru godzinach nastolatki same przenosi

Idź do oryginalnego materiału