Pokochaj siebie, a wszystko się ułoży
Za oknem śnieg, wiatr hula po ulicach Warszawy, a w sercu Małgorzaty pusto i smutno. Siedzę sam w naszym dużym domu na obrzeżach miasta. Wszystko mam dom, wygody, choćby samochód tylko żona jest gdzieś daleko ode mnie myślami. Mamy wszystko, a jednak ostatnio coraz bardziej czuję się samotny.
Córka i syn już dawno opuścili rodzinne gniazdo. Syn, Maciek, mieszka z żoną na Mokotowie, wychowują naszego ukochanego wnuczka. Córka, Jagoda, po skończeniu studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim, przeprowadziła się pod Kraków. Tam poznała męża, założyli rodzinę, wychowują córkę Zosię. Dziś dzwoniłem do Jagody.
Tato, czemu masz taki smutny głos? dopytywała się przez telefon. Wszystko w porządku?
Tak, córeczko, wszystko dobrze. Jak u was? Jak moja ukochana Zosia?
U nas świetnie, Zosia już niedługo idzie do przedszkola. Michał ma sporo pracy w szpitalu, wiesz, u chirurga zawsze dużo roboty, ale lubi to, mówi, iż czuje powołanie. Żyjemy spokojnie, jesteśmy szczęśliwi.
Cieszę się, Jagodko. Oby tak dalej mówiłem próbując ukryć zmęczony głos.
A mama gdzie? pytała dalej córka.
Mama? Wyszła z Andrzejem do garażu, bo trzeba reanimować samochód powiedziałem, by jej nie martwić.
Od ponad pół roku żyję w niepokoju i zamyśleniu. Nie dzielę się jednak z nikim swoimi problemami, bo i po co? Jedni może by mnie pożałowali, drudzy wręcz przeciwnie poczuliby satysfakcję. Latem, pracując w ogrodzie, pod otwartym oknem, nagle usłyszałem głos Andrzeja, mojego męża. Rozmawiał z kimś przez telefon, miękko, czule. Myślał pewnie, iż nie ma mnie w domu, więc był pewny siebie.
Dobrze, kochanie… dzisiaj nie dam rady, oczywiście, iż tęsknię… Też cię kocham… Nie smuć się, zajrzę jutro. Przecież wiesz, jak obiecałem, to przyjadę…
Andrzej najprawdopodobniej rozłączył się albo wyszedł z pokoju, a ja już nie dosłyszałem reszty. Ogarnęło mnie obrzydzenie i smutek, jakby ktoś mnie uderzył w samo serce. Mój Andrzej, któremu ufałem bezgranicznie, okazał się taki sam, jak wielu innych. Przypomniały mi się słowa mojej siostry, gdy mówiła o swoim mężu, który też znalazł sobie młodszą. Dla mnie kiedyś to było nie do pomyślenia, dziś sam muszę się z tym mierzyć.
Usiadłem pod ścianą domu, zapłakałem.
Boże, czemu mnie to spotyka? Andrzej, któremu ufałem ślepo, zawiódł. Widać mężczyznom czasem odbija, choćby w naszym wieku.
Andrzej ma czterdzieści siedem lat, całe życie mu się w zasadzie udało. Ma żonę, dom, dzieci już samodzielne. Prowadzi własny młyn, przetwórnia zboża na mąkę i paszę, biznes się kręci, ludzie go szanują.
Długo tłumiłem wszystko w sobie. Mijały miesiące, aż wreszcie sam dowiedziałem się, kim jest tamta kobieta. Od razu sprawdziłem Andrzejowi telefon, kiedy spał.
Okazało się, iż to Teresa. Dalsza znajoma naszych wspólnych przyjaciół. Byliśmy u niej choćby kiedyś na imieninach! Mieszka w blokowisku na Ursynowie. Dzięki wspólnym znajomym ustaliłem dokładny adres.
Nasza kuzynka Teresa nie ma najlepszej opinii tłumaczyła znajoma, pani Wiesia. Ładna, tego nie można jej odmówić, ale… nieprzykładna kobieta, z tych rozrywkowych. Już dawno po trzydziestce, bez ślubu, dziecka też nie urodziła. Sama mi się żaliła, iż nie ma w życiu stabilizacji, a dziecka nie chce sama wychowywać opowiadała Wiesia, nie wiedząc, iż mój Andrzej odwiedza Teresę.
Nie powiedziałem nic Wiesi, choć chciało mi się płakać. Wracając do domu jednak nie powstrzymałem już łez.
Boże, jak ciężko to wszystko dusić w sobie.
Minęło jeszcze trochę czasu i dwa miesiące temu postanowiłem porozmawiać z Teresą. Nie wytrzymałem. Stanąłem przed jej drzwiami, zapukałem. Otworzyła, od razu pobladła. Wszedłem bez zaproszenia do środka.
Dzień dobry powiedziałem zmęczonym głosem i usiadłem bez pytania na kanapie.
Widziałem, Teresa stała zdezorientowana i wystraszona. Z pewnością obawiała się awantury. W ciszy odezwałem się ostro:
Nie wstyd ci zadawać się z żonatym mężczyzną? Przecież sama wiesz, jak to się kończy. Myślisz, iż zbudujesz szczęście na cudzym nieszczęściu?
Teresa nagle wybuchła płaczem.
Nie wiem, co się ze mną stało, pokochałam Andrzeja, bez niego nie mogę żyć…
Nie wytrzymałem, wstałem i dałem jej policzek. Złapała się za twarz.
Przepraszam… Przepraszam, ale samo się stało… łkała.
Ja też się popłakałem. Oboje płakaliśmy. Gdy się uspokoiliśmy, powiedziałem:
Nikomu nie mów, iż tu byłem. Ale jeżeli się dowiem, iż dalej się z nim spotykasz, wtedy już nie ręczę za siebie rzuciłem i wyszedłem.
Teresa nie powiedziała nic Andrzejowi. Ja też zachowałem to dla siebie. Żyliśmy dalej jakby nigdy nic. Nie wiem, czy Andrzej wciąż ją odwiedza, wyjeżdżając załatwiać interesy. Czasem mam takie przeczucia. Siedzę wtedy sam i martwię się.
Nie wiem, co robić. Dla mnie Andrzej to całe życie. Nie wyobrażam sobie rozstania. Musielibyśmy wszystko dzielić, a ja nie chcę. Niech zostanie jak jest myślę, patrząc przez okno, gdzie mrok i śnieg.
choćby jeżeli zostawi mi ten wielki dom, co zrobię tu sam? Dom wymaga stałej troski, Andrzej ciągle coś naprawia. Boję się biedy, przyzwyczaiłem się do porządnego życia. A dzieci… Jak im powiedzieć, iż ich ojciec związał się z młodszą kobietą? To byłby dla nich szok.
Duszę w sobie wszystko. Gdybym komukolwiek się zwierzył, powiedzieliby mi szanuj się, rozstań się, kochaj siebie. Może to prawda, ale ja kocham Andrzeja. Wierzę, iż mnie też kocha. Może ta fascynacja młodą to tylko przejściowe? Grunt, iż się do mnie nie zmienił, rozmawia spokojnie, nie ma awantur, jak dawniej. Może rzeczywiście, trzeba najpierw pokochać siebie, wtedy wszystko się ułoży.
Ciężko mi z tym ciężarem. Trudno zachowywać się przed Andrzejem tak, jak dawniej. Teresa nie wychodzi mi z głowy. Piękna, młoda… Sama myśl, iż nie byłem jedyny dla męża boli, ale… poczucie samotności jeszcze bardziej.
Gdzie on znów? Powiedział, iż załatwia sprawy. A ja myślę swoje…
Przez głowę przemknęła mi myśl trochę zwariowana.
A może i ja powinienem poszukać innej kobiety? Dobrze wyglądam, komplementy słyszę… Ale zaraz się zganiłem: Nie, nie potrafiłbym. Żadna inna, tylko moja Małgosia. Jak go odzyskać? Może bym wszystko wybaczył, choć boli mnie to. Mężczyźni są inni, pewnie inaczej kochają. Może się mylę, bo nie sposób wejść im w głowę…
Wspomniałem młodość i uśmiechnąłem się przez łzy.
Kiedyś byliśmy tacy biedni, ale szczęśliwi! Wynajmowaliśmy pokój w akademiku, liczyliśmy złotówki od wypłaty do wypłaty. Zamiast obiadu szliśmy do kina, kupowaliśmy bilety i cieszyliśmy się filmem. To było dawno, a czuję, jakby wczoraj. Dziś mamy wszystko, a jednak czuję się samotny. choćby nie mam z kim szczerze pogadać.
postanowił przygotować żonie niespodziankę
Małgosia siedziała zamyślona przy stole, aż nagle zobaczyłem światła samochodu Andrzeja na podjeździe. Zgasił silnik, otworzył garaż, niedługo wszedł do domu.
Małgosiu, gdzie jesteś? Czemu siedzisz po ciemku? zajrzał do kuchni, włączył światło. choćby nie zorientowałem się, iż od dawna jest ciemno.
Jestem, zamyśliłem się, pogoda taka dołująca…
Nie mów! Całe miasto zasypało, ledwo dojechałem, myślałem, iż utknę w śniegu. Głodny jestem, dasz coś zjeść? rzucił zwyczajnym tonem.
Wstałem, zajrzałem do lodówki, a Andrzej poszedł umyć ręce. Przy kolacji Andrzej spojrzał na mnie z uśmiechem.
Małgosia, zaraz Nowy Rok, a ja postanowiłem zrobić ci niespodziankę.
Zaniepokoiłem się, nie przepadam teraz za niespodziankami.
Jaką niespodziankę? zapytałem niepewnie.
Andrzej zawiesił głos, patrzył na mnie, widział mój strach.
Wiesz, dawno razem nigdzie nie wyjeżdżaliśmy. Zaraz ci pokażę wstał od stołu, wyszedł do przedpokoju i wrócił z kopertą. Kupiłem nam dwa bilety nad morze, do Sopotu. Polecimy na kilka dni, Nowy Rok pod palmami, a jakże! uśmiechnął się swoim dawnym uśmiechem.
Kamień spadł mi z serca, poczułem ogromną ulgę.
Andrzeju, ty taki sam zostałeś, ciągle wymyślasz niespodzianki. Ja jestem gotowy, choćby teraz! Zimą pod palmami, tego się nie spodziewałem roześmiałem się szczerze.
Syn mi podsunął ten pomysł, ale sam też o tym myślałem, iż musisz odpocząć, zmienić środowisko. Szykuj się…
I wszystko się w życiu ułożyło. Pojechaliśmy do Sopotu, spędziliśmy cudownego Sylwestra, odpoczęliśmy, wróciliśmy szczęśliwi. Andrzej po powrocie był zupełnie inny więcej troski, więcej uwagi. jeżeli się spóźnia, zawsze daje znać, żebym się nie martwił.życie płynie dalej ja Andrzejowi wierzę i coraz bardziej staram się kochać też siebie.











