Eksperci ostrzegają: system emerytalny może się zawalić, rynek pracy wykrwawi się, a niektóre regiony dosłownie wyludnią. Z roku na rok będzie coraz gorzej i nie widać możliwości na poprawę. o ile rząd niczego nie zrobi Polskę nieuchronnie czeka katastrofa.

Fot. RomanR / Shutterstock
Jedno dziecko na całe życie
Współczynnik dzietności (TFR – Total Fertility Rate) to liczba dzieci, które urodziłaby statystyczna kobieta w ciągu całego okresu rozrodczego. Według danych serwisu BirthGauge, monitorującego globalne trendy demograficzne, w pierwszych miesiącach 2025 roku w Polsce wyniósł on 1,03.
Dla porównania: do zagwarantowania prostej zastępowalności pokoleń – czyli stanu, w którym liczba ludności pozostaje stabilna – wskaźnik ten musi wynosić 2,1. Polska ma więc mniej niż połowę tego, co potrzeba, żeby populacja się nie kurczyła.
Główny Urząd Statystyczny podał, iż w 2024 roku współczynnik dzietności wyniósł 1,099 – najniżej w historii pomiarów. Jeszcze w 2017 roku było to 1,45. W 2023 roku – 1,16. Spadek przyspiesza z roku na rok.
Nawet 20 tysięcy urodzeń miesięcznie
Liczby są bezlitosne. Od stycznia do października 2025 roku w Polsce urodziło się 202 tysiące dzieci – wynika z danych GUS opublikowanych w listopadzie 2025. To o 12 tysięcy mniej niż w tym samym okresie rok wcześniej.
W kwietniu, maju i czerwcu 2025 roku liczba urodzeń spadła poniżej 20 tysięcy miesięcznie. To trzeci miesiąc z rzędu z tak dramatycznym wynikiem. Jeszcze w 2017 roku rodziło się w Polsce ponad 400 tysięcy dzieci rocznie.
Polska trzecia od końca na świecie
Według danych OECD za 2024 rok Polska zajmuje trzecie miejsce od końca pod względem dzietności wśród wszystkich państw członkowskich organizacji. Gorzej jest tylko w Chile i Korei Południowej.
W Europie sytuacja wygląda nieco lepiej dla Polski – gorzej jest jedynie na Litwie (1,0) i w Estonii (1,09). Dla porównania:
- Francja – 1,56
- Bułgaria – 1,57
- Holandia – 1,39
- Węgry – 1,30
Mateusz Łakomy, ekspert demograficzny i autor książki „Demografia jest przyszłością”, zwraca uwagę, iż „przy utrzymaniu obecnych trendów do końca wieku populacja Polski może spaść do zaledwie 10 milionów mieszkańców”. To byłby powrót do stanu z początku XX wieku.
2060 rok: zabraknie 9 milionów Polaków
Główny Urząd Statystyczny w listopadzie 2025 roku opublikował eksperymentalną symulację demograficzną, która koryguje wcześniejsze, zbyt optymistyczne założenia. Wnioski są dramatyczne.
Scenariusz 1: Niska dzietność
Jeśli współczynnik dzietności utrzyma się na poziomie z 2024 roku (1,10) przez cały okres do 2060 roku, liczba ludności Polski spadnie do 28,4 miliona. To spadek o 24,3% w porównaniu z obecnym stanem.
Dla zobrazowania: to więcej ludzi niż liczy dziś łącznie pięć województw – opolskie, lubuskie, podlaskie, świętokrzyskie i warmińsko-mazurskie.
Scenariusz oficjalny: Umiarkowany spadek
W oficjalnym wariancie prognozy z 2023 roku, który zakłada stopniowy wzrost dzietności do 1,49 w 2060 roku, liczba mieszkańców Polski ma spaść do 30,9 miliona (spadek o 17,6%).
Ale obecne dane za 2025 rok (1,03) pokazują, iż optymistyczne założenie wzrostu dzietności może być nierealstyczne.
Niektóre województwa stracą jedną czwartą ludności
GUS przewiduje, iż populacja trzech województw spadnie o ponad jedną czwartą:
- Świętokrzyskie – -29%
- Lubelskie – -25,4%
- Opolskie – -25,2%
Najmniejszy ubytek czeka województwo mazowieckie, które może choćby nieznacznie urosnąć (+2,1%) dzięki migracji wewnętrznej – ludzie przeprowadzają się do Warszawy i okolic.
Każde pokolenie o połowę mniejsze
Współczynnik dzietności na poziomie 1,03 oznacza, iż każde następne pokolenie Polaków będzie o połowę mniej liczne od pokolenia swoich rodziców.
Przeliczmy to na liczby: jeżeli dziś w Polsce żyje około 37,4 miliona ludzi, to przy utrzymaniu takiej dzietności:
- Za 30 lat (1 pokolenie) – około 18-19 milionów
- Za 60 lat (2 pokolenia) – około 9-10 milionów
- Za 90 lat (3 pokolenia) – około 4-5 milionów
Mateusz Łakomy w rozmowie z „Rzeczpospolitą” wyjaśnia: „Prognozy ONZ oparte są na założeniu dzietności na poziomie 1,3. Utrzymanie się dzietności w okolicach 1,0 spowodowałoby, iż na koniec wieku ludność Polski mogłaby być jeszcze o kilka milionów niższa” niż 14,5 miliona przewidywane przez ONZ.
Starzejemy się w zastraszającym tempie
Główny problem to nie tylko mniej ludzi, ale zupełnie inna struktura wiekowa społeczeństwa. Polska zmienia się w kraj starców.
2060 rok: co drugi Polak po pięćdziesiątce
Według GUS mediana wieku wzrośnie z obecnych 43,3 lat do ponad 50 lat w 2060 roku. To oznacza, iż połowa Polaków będzie miała więcej niż pół wieku.
Osoby w wieku 65+ będą stanowić około 32% populacji – dziś to 24%. Liczba seniorów wzrośnie z 9 milionów do 11 milionów, mimo iż ogólna populacja spadnie.
Najmłodsi znikają
Do 2060 roku populacja dzieci w wieku 14 lat i młodszych spadnie do 3,95 miliona z 5,5 miliona prognozowanych na 2025 rok. To spadek o 27,5%.
Udział dzieci w ogólnej populacji zmniejszy się z 14,6% w 2025 roku do zaledwie 12,8% w 2060 roku.
Największy spadek liczby dzieci będzie widoczny w województwach:
- Świętokrzyskim – -40,3%
- Warmińsko-mazurskim – -37,3%
- Lubelskim – -35,1%
System emerytalny na krawędzi
Zmiany demograficzne to katastrofa dla systemu emerytalnego. GUS szacuje, iż w 2060 roku w wieku produkcyjnym będzie tylko 15 milionów osób wobec 21,7 miliona w 2025 roku. Jednocześnie liczba emerytów wzrośnie z 9 do 11 milionów.
Coraz mniej pracujących na jednego emeryta
Obecnie współczynnik obciążenia demograficznego wynosi 72 osoby w wieku nieprodukcyjnym na 100 pracujących. W 2010 roku było to 55. W 2060 roku będzie znacznie gorzej.
Już w 2060 roku osoby w wieku nieprodukcyjnym będą stanowiły większość społeczeństwa – odsetek ludności w wieku produkcyjnym nie przekroczy 50%.
Emerytury drastycznie spadną
Eksperci z portalu Obserwator Gospodarczy ostrzegają, iż przy takich trendach już za 10-15 lat system emerytalny może stanąć przed niemożliwością wypłacania świadczeń w obecnej wysokości.
Polska ma system zdefiniowanej składki, co oznacza: ile wpłacisz, tyle dostaniesz (podzielone przez statystyczną długość życia). Ponieważ żyjemy coraz dłużej, a płatników składek będzie mniej, relacja emerytury do ostatniej pensji (stopa zastąpienia) będzie drastycznie spadać.
Ministerstwo Finansów w swoich założeniach optymistycznie przewiduje wzrost dzietności do 1,34 w 2080 roku, jednak dane z 2025 roku (1,03) przeczą tym nadziejom.
Rynek pracy wykrwawia się
Zmniejszająca się populacja oznacza coraz mniej pracowników. Już teraz pracodawcy skarżą się na niedobory kadr, szczególnie w branżach wymagających wykwalifikowanych specjalistów.
Nauczycieli nie będzie miał kto zastąpić
Portal Głos Nauczycielski informuje, iż średnia wieku nauczycieli w Polsce to już jedna z najwyższych w Europie – tylko 6% ma mniej niż 30 lat. Za kilka lat szkoły mogą zostać bez kadry.
Mniej pracujących, mniej podatków
Kurczący się rynek pracy to również mniejsze wpływy do budżetu państwa. Mniej pracujących oznacza niższe dochody z podatków dochodowych i składek ZUS. Jednocześnie rosną wydatki na emerytury i służbę zdrowia dla starzejącego się społeczeństwa.
Ekonomiści ostrzegają przed spiralą demograficzną: mniej dzieci oznacza mniej konsumentów w przyszłości, co prowadzi do kurczenia się gospodarki i jeszcze większych problemów z finansami publicznymi.
Dlaczego Polacy nie chcą mieć dzieci?
To nie tylko kwestia ekonomiczna. Płace w Polsce rosną – przez dwie dekady od 2004 roku średnie pensje urosły realnie o około 100%. Płace osób młodszych (do 24 lat) wzrosły jeszcze bardziej, bo o około 130%.
Bezrobocie jest rekordowo niskie. Sytuacja mieszkaniowa, choć daleka od ideału, jest lepsza niż dwie dekady temu. A mimo to dzietność spada.
Epidemia samotności
Eksperci wskazują na głębsze przyczyny kryzysu. Portal Obserwator Gospodarczy określa to mianem „epidemii samotności”. Coraz więcej młodych Polaków rezygnuje z zakładania rodzin w ogóle.
Maleje nie tylko liczba dzieci w rodzinach, ale też liczba par żyjących w stałych związkach. Średni wiek kobiet w momencie urodzenia pierwszego dziecka wzrósł z 22,7 lat w 1990 roku do 29,1 lat w 2024. To oznacza, iż coraz więcej kobiet odkłada macierzyństwo na później, a część w ogóle z niego rezygnuje.
Technologie zabiły relacje
Wskazuje się na szereg przyczyn: rosnącą polaryzację światopoglądową (młode kobiety coraz częściej są liberalne, mężczyźni pozostają konserwatywni), cyfryzację życia, przeniesienie relacji do Internetu. Aplikacje randkowe i media społecznościowe nie zastępują realnych kontaktów.
Młode pokolenie częściej chce „najpierw pożyć” – podróżować, rozwijać się, zdobywać doświadczenia, zanim zdecyduje się na dziecko. Problem w tym, iż to „najpierw” ciągnie się latami, aż w końcu biologiczne możliwości się wyczerpują.
500+ i 800+ nie pomogły
Polskie władze wprowadzają kolejne programy mające zachęcić do rodzicielstwa. Program „Rodzina 800+”, „Mama 4+”, ulgi podatkowe dla rodzin wielodzietnych. Na świadczenia „500+” wydano już 305 miliardów złotych.
A liczba urodzeń i tak spada.
Nawet Węgry nie dają rady
Eksperci są sceptyczni. choćby kraje o najbardziej hojnej polityce rodzinnej nie osiągają już współczynnika dzietności na poziomie 2,1. Węgry, które wydają na politykę rodzinną 4% PKB, osiągają współczynnik dzietności na poziomie tylko 1,3.
Francja – 1,56. Holandia – 1,39. Szwecja, która przez lata była wzorem polityki prorodzinnej, ma dziś dzietność poniżej 1,7.
Żaden kraj nie znalazł lekarstwa
Korea Południowa boryka się z jeszcze gorszą sytuacją – współczynnik dzietności spadł tam poniżej 1,0. W Chinach populacja zaczęła się kurczyć pierwszy raz od dekad. W Rosji liczba pierwszoklasistów spadła w ciągu dwóch lat o 25%. Grecja zamyka szkoły z powodu braku dzieci.
Eksperci ostrzegają, iż kryzys demograficzny może doprowadzić do załamania się modelu państwa opiekuńczego w całej Europie. Coraz mniej pracujących nie będzie w stanie utrzymać rosnącej liczby emerytów.
Co to oznacza dla ciebie?
Jeśli masz 30-40 lat
Bardzo prawdopodobne, iż twoja emerytura będzie znacznie niższa niż obecnych emerytów. System może nie wytrzymać presji demograficznej i będziesz musiał pracować dłużej lub oszczędzać prywatnie na starość.
Finansowo warto już teraz zacząć oszczędzać na emeryturę prywatnie. III filar emerytalny (IKE, IKZE, PPE) może okazać się jedyną gwarancją godnego życia na starość. Nie licz na to, iż państwo zapewni ci wystarczające świadczenie.
Jeśli prowadzisz firmę
Przygotuj się na coraz większe problemy ze znalezieniem pracowników. Już dziś w niektórych branżach brakuje rąk do pracy, a sytuacja będzie się tylko pogarszać. Może to oznaczać wyższe koszty pracy i konieczność inwestycji w automatyzację.
Jeśli kupujesz nieruchomość
Ceny nieruchomości w wielu regionach Polski mogą spadać z powodu zmniejszającego się popytu. Szczególnie dotknięte będą małe miasta i wsie, które mogą się dosłownie wyludnić. Z drugiej strony, atrakcyjne lokalizacje jak Warszawa czy Kraków mogą zyskać.
Czy pozostało szansa na odwrócenie trendu?
Demograf Krzysztof Mamiński ostrzega, iż czas się kończy. Kobiety w tej chwili w wieku 20 lat to już ostatnie pokolenie, które teoretycznie może odwrócić negatywny trend – ale musiałyby rodzić średnio po 3-4 dzieci każda.
To mało prawdopodobne biorąc pod uwagę obecne realia społeczne i ekonomiczne. Eksperci cytowani przez portal Bankier.pl są zgodni: zmniejszanie się populacji Polski to już proces nie do zatrzymania – można go co najwyżej spowolnić.
Imigracja? Niemożliwa politycznie
Jedynym rozwiązaniem mogłaby być masowa imigracja, ale to rodzi inne problemy społeczne i polityczne. Polska musiałaby przyjąć kilka milionów imigrantów, żeby skompensować ubytek naturalny – co wydaje się politycznie niemożliwe.
Automatyzacja? Za mało
Łakomy podkreśla: „Takiemu spadkowi urodzeń nie da się skutecznie przeciwdziałać migracją. Przyjęcie aż tylu osób z zagranicy jest po prostu niemożliwe matematycznie. Mówienie o tym, iż pomoże nam automatyzacja pracy, też jest raczej homeopatycznym plastrem na ranę”.
Alternatywą jest radykalna zmiana modelu gospodarczego – inwestycje w automatyzację, sztuczną inteligencję, robotykę. To może pozwolić utrzymać poziom życia pomimo malejącej populacji, ale wymaga ogromnych nakładów na edukację i modernizację.
Przygotuj się na nową rzeczywistość
Czas na wprowadzenie skutecznych rozwiązań systematycznie się kurczy. Każdy rok zwłoki oznacza, iż odwrócenie negatywnych trendów staje się coraz trudniejsze, a konsekwencje będą odczuwalne przez kolejne pokolenia.
Co możesz zrobić?
- Zabezpiecz swoją przyszłość finansową – zacznij oszczędzać na emeryturę prywatnie, nie licz tylko na ZUS
- Rozwijaj umiejętności – na kurczącym się rynku pracy będą liczyć się specjaliści
- Inwestuj mądrze – wybieraj nieruchomości w lokalizacjach, które nie wyludnią się
- Planuj długoterminowo – bierz pod uwagę zmiany demograficzne w swoich decyzjach życiowych
GUS przedstawił symulację, która pokazuje, co się stanie, jeżeli nic się nie zmieni. 28,4 miliona Polaków w 2060 roku. 9 milionów ludzi mniej niż dziś. System emerytalny na skraju załamania. Rynek pracy bez pracowników. To nie science fiction. To matematyka i biologia.
Kobiety w Polsce rodzą średnio 1,03 dziecka. Do zastępowalności pokoleń potrzeba 2,1. Różnica brzmi niewielko. Ale przez 35 lat zamieni Polskę w zupełnie inny kraj. Starszy, mniejszy, biedniejszy. jeżeli dziś nie zaczniesz się przygotowywać, za kilkanaście lat możesz zostać zaskoczony.






