Pomyślisz, iż się uniosła… — A komu ty w ogóle jesteś potrzebna, stara kwoko? Jesteś tylko dla w…

polregion.pl 2 dni temu

A co, wielka mi rzecz zdenerwowałam się…

– A kto cię w ogóle potrzebuje, stara wiedźmo? Każdemu tylko przeszkadzasz. Łazisz tu, cuchniesz. Gdyby to ode mnie zależało, dawno by cię tu nie było… Ale muszę cię znosić. Nienawidzę cię!

Prawie zakrztusiłam się herbatą. Przed chwilą rozmawiałam przez wideorozmowę z moją babcią, Ireną Zielińską. Wyszła na moment do korytarza.

– Zaczekaj, słoneczko, zaraz wrócę westchnęła, podnosząc się ciężko z fotela.

Telefon został na stole kamera i mikrofon włączone. Przełączyłam się na komputer, próbowałam dokończyć raport do pracy i wtedy to się wydarzyło. Z korytarza dobiegł głos.

Myślałam, iż mi się przesłyszało. Ale spojrzałam na telefon, a tam ktoś wszedł do pokoju, słychać było drzwi. Najpierw w kadrze widoczne były obce ręce, potem sylwetka, aż wreszcie twarz.

Ola żona mojego brata. Jej głos był nie do pomylenia.

Podeszła do łóżka babci, zaczęła macać poduszkę, potem uniosła materac, czegoś szukając.

– Siedzi tu, tylko herbatkę pije Mogłaby zdechnąć wreszcie, szczerze mówiąc. Po co to wszystko przeciągać. I tak z niej żadnego pożytku, tylko miejsce zajmuje, powietrze marnuje mamrotała pod nosem.

Zamarłam. Przez kilka sekund nie oddychałam.

W końcu Ola wyszła, nie zauważywszy kamery. Po chwili wróciła babcia, z wymuszoną pogodą w głosie.

– Już jestem. A właśnie, nie pytałam, jak tam u ciebie w pracy? Wszystko w porządku? zapytała jak gdyby nic.

Kiwnęłam głową, powiedzmy, iż potwierdzająco. W głowie miałam burzę, ledwo nad sobą panowałam. Aż chciałam natychmiast pojechać i wyrzucić Olę za drzwi.

Babcia Irena zawsze wydawała mi się niezłomna cicha, stanowcza, z tą nauczycielską surowością, która buduje się latami, w rozmowach z uczniami i ich rodzicami. Czterdzieści lat uczyła polskiego. Uwielbiana przez dzieci, potrafiła uprzyjemnić choćby lekturę Lalki.

Kiedy zmarł dziadek, długo się nie poddawała, jednak wyprostowana sylwetka trochę się zgarbiła, przestała tyle wychodzić, zaczęła częściej chorować. Uśmiech nie był już taki szeroki. A mimo to nie traciła werwy i euforii życia. Powtarzała, iż każdy wiek ma swój urok i wciąż umiała się cieszyć z drobiazgów.

Zawsze ją kochałam, bo przy niej człowiek czuł się bezpiecznie. Choćby świat się walił obmyśla plan, rozwiąże problem. Kiedy mój brat, Grzesiek, po ślubie narzekał na drogie mieszkania w Trójmieście, babcia zaoferowała im pokój w swoim mieszkaniu w Warszawie. Trzypokojowe jest, miejsca wystarczy, a tak to i spojrzę czy nie trzeba pomóc. A nuż mi się ciśnienie podniesie czy cukier skoczy, młodym pomoc zawsze w cenie mówiła.

Grzesiowi przypadło ogarnianie spraw domowych, ja za to pomagałam babci z zakupami, lekami i opłatami. Zarabiałam już na tyle dobrze, iż mogłam się dołożyć a nie miałam serca stać z boku. Czasem przelewałam jej na konto, czasem przywoziłam gotówkę, a czasem znając jej zamiłowanie do chomikowania wszystkiego na czarną godzinę zawoziłam jej jedzenie: ryby, mięso, mleko, owoce wszystko, żeby zdrowo jadła. To dla twojego zdrowia, szczególnie z tym twoim cukrzycą, przekonywałam. Babcia dziękowała, spuszczając wzrok, jakby jej było głupio być ciężarem.

Ola od samego początku wydawała mi się fałszywa. Miła na pozór, uprzejma z przesadą, ale w oczach lodowaty chłód. Wyrachowanie, żadnego szacunku, żadnego ciepła. Nie wtrącałam się to nie moje życie. Dopytywałam tylko od czasu do czasu, czy wszystko w porządku.

– Wszystko dobrze, kochanie zapewniała babcia. Ola gotuje, zajmuje się domem. Jeszcze młoda, ale z czasem nabierze wprawy.

Dziś już wiem, iż kłamała. Dla świata Ola była milutką owieczką. Gdy nie widziano pokazywała prawdziwe oblicze.

Babciu, słyszałam wszystko Co to miało znaczyć?

Zamarła, jakby nie słyszała albo nie chciała słyszeć. Odwróciła wzrok.

To nic, Polusiu Westchnęła. Ola się tylko zmęczyła. U nich teraz trudny czas, Grześ ciągle na delegacji, nie dziwię się, iż ją ponosi.

Spojrzałam na babcię tak, jakbym widziała ją po raz pierwszy. Zauważyłam każdą zmarszczkę i strach w oczach. Uparte spojrzenie, które zwykle aż iskrzyło, przygasło pod ciężarem zmęczenia i czegoś nowego. Strachu.

Zmęczyła się? Słyszałaś w ogóle, co ona mówiła? To nie była złość. To…

– Polusiu… przerwała. Dla mnie to żadna trudność wytrzymać. Młoda jest, czasem człowiek się wścieknie. Ja rzeczywiście już stara, wiele mi nie trzeba.

– Babciu, nie rób ze mnie głupka wyrwało mi się. Albo mówisz co się dzieje, albo teraz, zaraz wsiadam w samochód i przyjeżdżam do ciebie. Wybieraj.

Milczała kilka sekund. Potem cicho westchnęła, poprawiła okulary i runęła cała fasada. Nie patrzyła już na mnie ta sama uśmiechnięta, silna kobieta, tylko stłamszona staruszka.

Nie chciałam cię martwić. Masz własne życie, obowiązki. Po co ci takie brudy? Myślałam, iż samo się ułoży

Historia z Olą okazała się o wiele dłuższa i bardziej paskudna, niż bym przypuszczała.

Młodzi wprowadzili się do babci z walizami i planem odłożenia na wkład na mieszkanie w pół roku. Babcia z początku była zadowolona przez mieszkanie przewijało się życie, słychać było kroki, śmiech, rozmowy, na kuchence coś pyrkotało. Ola z początku się starała: piekła drożdżówki, robiła herbatę babci, raz choćby zaprowadziła ją do przychodni.

Wszystko zmieniło się, gdy Grześ wyjechał na kolejną delegację.

– Najpierw po prostu była rozdrażniona tłumaczyła babcia. Myślałam, iż to przez tęsknotę za Grzesiem. Potem zaczęła zabierać moje zakupy, wygaduje, iż i tak przywozisz za dużo, iż jej bardziej potrzeba, bo jest młoda, iż w ciąży. A co tam, dla mnie mniej nie zaszkodzi, może i dobrze, kilogramy zlecą.

Jak się okazało, Ola pożyczyła od babci pieniądze te, które ja jej przekazywałam na leki. Za to kupiła sobie lodówkę i zamknęła ją na kłódkę w swoim pokoju. Najlepsze sery, jogurty, które jej przywoziłam lądowały właśnie tam.

Pieniądze oczywiście przepadły. A z czasem Ola zaczęła choćby szukać babcinych schowanych oszczędności. Ukradła jej też telewizor mówiąc, iż zły wpływ na wzrok. Internet też czasem jej wyłączała. A przecież dzwonicie do mnie, czytam wiadomości, przepisy, czuję się jak w więzieniu babcia otarła łzy palcami.

Powiedziałaś coś Grzesiowi? zapytałam.

Pokręciła głową.

– Postraszyła mnie, iż jak coś powiem, to wszystkim powie, iż przeze mnie poroniła, iż ją zamęczałam. A może w ogóle nie była w ciąży. Ale powiedziała, iż ludzie jej uwierzą, a mnie znienawidzą.

Zabrakło mi słów. Miałam ochotę krzyczeć i przeklinać Olę, ale powiedziałam tylko:

– Babciu, nikt nie ma prawa cię tak traktować. Nikt. Ani młody, ani stary, ani swój, ani obcy.

Babcia rozkleiła się na dobre. Starałam się ją uspokoić, ale wiedziałam już: tak tego nie zostawię.

Po pół godzinie mąż już prowadził auto w kierunku Warszawy. Opowiedziałam mu wszystko. Nie mógł uwierzyć, iż Ola mogłaby być taka podła, ale nie miał powodu mi nie ufać.

Babcia otworzyła drzwi od razu, zmartwiona, pocierając nerwowo kawałek serwetki.

– Tak bez zapowiedzi? choćby herbaty nie zdążyłam nastawić…

– Nie przyjechaliśmy na herbatę, babciu powiedziałam spokojnie. Przyszliśmy po sprawiedliwość. Gdzie jest Ola?

– Poszła gdzieś. Nie tłumaczy się przede mną No to wchodźcie

Weszliśmy. Od razu poszłam do kuchni. Lodówka niemal pusta: dwa kartony kwaśnego mleka, dziesięć jajek, słoik spleśniałych ogórków, w zamrażarce tylko lód.

Mąż tylko kiwnął. Działaliśmy szybko. Pokój Oli był zamknięty na tanią kłódkę mąż poradził sobie z nią śrubokrętem w minutę.

I rzeczywiście znajdował się tam drugi, pełny lodówka: sery, jogurty, swojska kiełbasa, choćby te ogórki i pomidory, które niedawno przywiozłam babci.

O mało nie eksplodowałam, ale postanowiłam zachować zimną krew. Z mężem zasiadłam w babcinym pokoju i czekaliśmy.

Ola wróciła po pół godziny.

– Kto ruszał moją kłódkę?! wrzeszczała, zaciskając pięści.

Wtedy wyszłam z pokoju.

– Ja powiedziałam.

Sparaliżowało ją, rzuciła mi krótkie, wrogie spojrzenie. Wzięła się w garść, spróbowała swoich starych sztuczek.

– A ty w ogóle kim jesteś, żeby wchodzić do mojego pokoju?

Podeszłam bliżej, patrząc z góry.

– Jestem wnuczką właścicielki tego mieszkania. Kim TY jesteś? zawęziłam wzrok. Masz dziesięć minut na spakowanie się, potem twoje rzeczy wylecą przez okno. Jasne?

– Grzesiowi się poskarżę!

– Skarż się komu chcesz. Grzesia nie ma. Jak będzie trzeba, sama cię wyniosę za włosy.

Pisnęła coś pod nosem, ale powlekła się do pokoju. Pakowała rzeczy na chybcika, mamrotała przekleństwa, próbowała mnie sprowokować, ale patrzyłam tylko z kamienną twarzą.

Babcia stanęła w przedpokoju, wycierając łzy.

– Polusiu… po co ten skandal, ludzie usłyszą…

Wtedy podeszłam, objęłam ją mocno.

– To nie skandal, babciu. Wyrzucamy tylko śmieci.

Zostaliśmy u babci na noc, a rano zapełniliśmy jej lodówkę zakupami, apteczkę lekarstwami. Gdy nas żegnała, płakała z wdzięczności. Miałam nadzieję, iż to przez wzruszenie, a nie przez samotność. Zabroniłam jej przyjmować Olę z powrotem, choćby na chwilę.

Tego samego dnia zadzwonił do mnie Grzesiek. Krzyczał, aż telefon trząsł mi się w dłoniach.

– Zwariowałaś? Ola ryczy! Gdzie ona ma teraz mieszkać? Myślisz, iż wolno ci wszystko tylko dlatego, iż masz pieniądze?

Rzuciłam słuchawką. Kilka godzin później nagrałam mu wiadomość:

– Może najpierw sprawdź, co twoja Olka wyprawiała. Głodziła babcię, gnębiła ją. Przypomnę, iż babcia dla ciebie oddała wszystko, co miała. jeżeli przyciągniecie się tu razem, wyrzucę was oboje.

Nie odpisał. Zresztą, nie potrzebowałam tego.

Ola zatrzymała się ponoć u jakiejś koleżanki. Wstawiała żale na fejsbuku, o toksycznej rodzinie i dwulicowych ludziach. Grzesiek lajkował. Nic więcej o nich nie słyszałam.

W mieszkaniu babci zrobiło się cicho, ale przytulnie. Po paru tygodniach poprosiła, żebym nauczyła ją oglądać seriale na telefonie. Zaczęła od Mistrza i Małgorzaty, potem przerzuciła się na komedie. Czasem spędzałyśmy wieczory razem, oglądając filmy.

– Ojej, dawno się tak nie śmiałam wyznała kiedyś babcia. Aż mnie bolą policzki, zapomniałam już, jak to jest.

Tylko się uśmiechnęłam. Wreszcie czułam spokój. Kiedyś babcia chroniła mnie teraz to ja trzymałam straż nad nią.

Idź do oryginalnego materiału