Wiesz co, mam trochę mętlik w głowie i musiałam Ci się wygadać… Sytuacja jest taka: wyszłam za mąż drugi raz. Mam córkę ze swojego pierwszego małżeństwa, ale mój były mąż w ogóle nie angażował się w wychowanie, choćby złotówki alimentów od niego nie dostałam.
Nie miałam do niego żalu po prostu wiedziałam, iż na niego nie mam co liczyć, więc zdałam się tylko na siebie. Pracowałam na dobrym stanowisku, pensja mi się zgadzała, więc nie klepałam biedy. No i znowu wyszłam za mąż, ale teściowa od samego początku nie mogła mnie strawić, a mojej córki to już w ogóle nie zaakceptowała. Mój drugi mąż też zachowywał się tak, jakby mojej córki nie było, totalnie obojętny, nie próbował choćby się z nią zżyć. O dzieciach ze mną nie chciał słyszeć mówił, iż jeszcze za wcześnie, iż nie czuje się gotowy na odpowiedzialność.
Nie naciskałam zbytnio, bo sama miałam na głowie istotny projekt w pracy, non stop spotkania, roboty po łokcie. W pewnym momencie przyszło spotkanie z ważnymi klientami musiałam być. A nie miałam z kim zostawić córki, więc myślę: może poproszę męża, żeby chociaż raz się nią zaopiekował.
No to wstaję rano bladym świtem, żeby jeszcze powtórzyć prezentację. Plan był taki, iż odprowadzę moją córkę, Malwinę, do przedszkola i odbiorę ją po pracy, ale ona gorączkuje, całą noc nie spała. Pytam więc męża, czy mógłby z nią zostać, bo naprawdę muszę być w pracy a on do mnie: Twoja córka, twój problem. Sama powinnaś wymyślić, jak ją leczyć i się nią zająć. Rozumiesz to? Jakby nie był w ogóle częścią rodziny.
Tak się wściekłam, iż choćby nie wiedziałam, co zrobić. Zadzwoniłam do jego matki, zapytałam, czy jest w domu. Pojechałam do niej z Malwiną, a ona mi prosto w oczy mówi, iż z wnuczką siedzieć nie będzie, bo to nie jej krew. Popłakałam się przy niej, podziękowałam i już się miałam zwijać, żeby zabrać córkę do pracy, aż w końcu trochę się zmiękczyła i powiedziała, iż może zostać z nią na chwilę.
W pracy na szczęście wszystko poszło bez zarzutu. Po spotkaniu jadę po Malwinkę, a teściowa się zaczęła żalić iż córcia niegrzeczna, iż jej dokuczała, iż nie słucha, no i iż ona już więcej tego nie chce. Podziękowałam, powiedziałam, iż już jej więcej nie będę fatygować.
Po powrocie do mieszkania spakowałam rzeczy moje i Malwiny i pojechałam do mojej mamy. Już nie mam siły mieszkać z kimś, kto nie akceptuje mojego dziecka. Córka zawsze będzie dla mnie najważniejsza, a ja nie chcę być tam, gdzie nie jestem z nią mile widziana.









