Poród bez przygotowania – jak niedopilnowane obowiązki i wsparcie męża zamieniły powrót ze szpitala …

twojacena.pl 4 godzin temu

Trzeba było lepiej się przygotować na przyjście Maluszka!

Wyobraź sobie, jak wyglądało moje wyjście ze szpitala! Tomek pracował, wpadł po mnie prosto po zamknięciu biura. Prosiłam go wcześniej, niech weźmie urlop, niech chociaż kilka dni wolnego załatwi, ale szef nie chciał się zgodzić. Prosiłam też, żeby wszystko przygotował i zapewniał, iż ogarnie mieszkanie przed moim powrotem z Antosiem. Gdybyśmy się za to zabrali wcześniej, już dawno sklepaliśmy jakieś zakupy i choć trochę posprzątali. A wyszło… jak zwykle żaliła mi się trzydziestoletnia Renia.

Tyle ci obiecywał i nic z tego nie wyszło?

Do szpitala jechałam dosłownie z marszu, bez praktycznie żadnego przygotowania. Wracam, rodzina czeka na korytarzu, a u nas w mieszkaniu taki rozgardiasz, iż aż wstyd pokazać się ludziom na oczy. Kurz taki, iż można byłoby po półkach pisać kredą. Brak wózka, nie ma komody, ubranek choćby nie kupił, bo zdążymy po porodzie. Gdyby nie kuzynki, które wysłały mi pieluchy tetrowe, nie wiem co by było opowiadała dalej Renia.

Sześć lat temu Renia wzięła ślub z Tomkiem. Długo zwlekali z decyzją o dziecku, bo chcieli najpierw jakoś ustabilizować sytuację finansową. Jak w końcu trochę się poprawiło, Renia doszła do wniosku, iż nadszedł dobry moment na ciążę.

Powiedziałam przełożonemu, iż jestem w ciąży. Od razu mnie zwolnili. Pewnie inni by się kłócili, domagali się swoich praw, ale ja uznałam, iż to dla mnie znak. Spokojnie szykowałam wyprawkę, trochę haftowałam, trochę czytałam książki, korzystałam z wolnego. Z kasą nie było źle, bo Tomek w tym czasie dostał awans tłumaczyła mi Renia.

Cała ciąża przebiegała bez większych komplikacji. Renia dużo spacerowała po osiedlu, czytała mnóstwo poradników o pielęgnacji niemowląt, przeglądała w sieci produkty dla maluszka.

Tomek uparł się, żebyśmy niczego nie kupowali zanim nie urodzę. Zaczęli mówić, iż to taki zabobon, żeby rzeczy dla dziecka brać po porodzie. Tak mnie przekonywał. Siostra obiecała, iż odda nam komodę i łóżeczko. choćby kilka innych rzeczy już na nas czekało w piwnicy. Prosiła, żebym przyszła wcześniej odebrać, wyprała i przygotowała. Ale ja tylko torbę do szpitala spakowałam, nic więcej – bo Tomek się upierał, żeby odpuścić opowiadała.

Ale jak zaczęłam rodzić, to Tomek dopiero wtedy zdał sobie sprawę, ile rzeczy trzeba ogarnąć. Ja w szpitalu cały czas się stresowałam, bo choćby nie wyprałam ubranek, dam sobie głowę uciąć, iż pół prania zostało w bębnie pralki. I faktycznie leżało do mojego powrotu.

Dobrze, iż przyjaciółki podrzuciły mi kilka ciuszków i paczkę pieluch dzięki temu mogłam chociaż przewinąć Antosia. Tomek latał wtedy po Warszawie, żeby załatwić łóżeczko, przewijak, butelki. Ale wszystko było zakurzone, stare, w dodatku poplamione. Wszystko musiałam prać sama, czekać aż wyschnie. W takim momencie, miałam ochotę wyzwać całą rodzinę i na poważnie pozwać Tomka o rozwód opowiadała prawie ze łzami w oczach.

Przez kilka dni Renia sprzątała po kątach, próbowała przystosować mieszkanie. Minęły już dwa miesiące od narodzin synka, a ona wciąż nie ma ochoty nikogo zapraszać.

Po rodzinie już szum się roznosi, iż pora na odwiedziny mam zacząć gotować schabowe i urządzać imprezy. Taa, jasne. Już nie mogą się doczekać, żeby przysiąść do stołu i korzystać z mojej pracy denerwowała się.

Mama Reni nie rozumiała, czemu córka nie może się cieszyć z narodzin dziecka. Jej zdaniem, powinni to wszystko ogarnąć wcześniej! Przecież dziewięć miesięcy siedziała w domu, można było spokojnie poprosić Tomka o wniesienie mebli czy generalne porządki. I dało radę przemówić mu do rozsądku, żeby nie zwlekać z kupnem ubranek. Jak samemu się nie postara, to kto? Liczyć na faceta to jak liczyć na Totolotka!

Co myślisz, czy Renia ma prawo mieć żal do rodziny? A może faktycznie sama powinna się wszystkim zająć? Powiedz mi, bo ja już zgłupiałam. Co byś zrobiła na jej miejscu?

Idź do oryginalnego materiału