Poruszająca refleksja… aż trudno znaleźć słowa

twojacena.pl 7 godzin temu

Dziennik, 12 marca

Czasami trudno ubrać w słowa to, co przeżyłem choćby dla siebie. Wydarzenia ostatnich dni dały mi wiele do myślenia. Moja żona, Elżbieta, od dłuższego czasu była mi obca. Żyliśmy obok siebie jak cienie, a ja, pogubiony i zmęczony, spałem na starej kanapie w salonie. Od dawna już nie gotowała mi obiadów, a nasze rozmowy były krótkie i szorstkie.

Pewnej nocy Elżbieta doznała zawału serca. Potem opowiedziała mi, co widziała anioł miał stanąć nad jej łóżkiem i powiedzieć, iż jeszcze nie jest gotowa na wejście do nieba, bo na szali jej życiowych uczynków brakuje kilku dobrych gestów. Dostała szansę na powrót i poprawę. Wróciła do mnie z zamiarem naprawienia wszystkiego, co się między nami popsuło.

Ale wtedy jeszcze tego nie wiedziałem. Wyszedłem jak zwykle z domu, omijając jej wzrok, a ona w tym czasie wzięła się za pranie i prasowanie wszystkich moich koszul choćby tych, których już nie noszę na co dzień. Zrobiła pierogi, postawiła świeże tulipany na stole, zapaliła świece. Na kanapie zostawiła list, którego początkowo choćby do końca nie przeczytałem:

Myślę, iż byłoby ci wygodniej, gdybyś spał z powrotem w naszym łóżku. Przecież to właśnie tam przyszły na świat nasze dzieci, tam tyle razy wyznawaliśmy sobie miłość, gdy życie wydawało się cieńsze niż pajęczyna. jeżeli umiesz mi przebaczyć moje winy spotkajmy się tam dziś wieczorem.

Żona

Przyznam, iż kiedy to przeczytałem, złość aż mnie zagotowała. To ja powinienem się obrażać! Przecież byłem tym, który po stracie pracy w fabryce przez długie miesiące szukał nowego zatrudnienia i wracał do pustego mieszkania. Ona musiała gospodarować kilkoma oszczędnościami, a mimo to znosiła moje humory. Zacząłem pić, gasiłem dziecięcy śmiech i krzyczałem, kiedy próbowała ze mną rozmawiać. Wszystko się posypało, a ona oczekuje, iż to ja wyciągnę rękę?

W gniewie porwałem kartkę, po czym dotarł do mnie dziwny, wewnętrzny głos. Może to sumienie, a może rzeczywiście anioł? Wystarczy jeszcze kilka dobrych uczynków, a osiągniesz swoje niebo szeptał. Zatrzymałem się na chwilę.

Elżbieta napisała nowy list, jeszcze cieplejszy i bardziej szczery:

Dopiero teraz widzę, jak bardzo się bałeś, gdy zwolnili cię, choć pracowałeś sumiennie przez tyle lat. Ja z kolei zżerała mnie niepewność, nie okazywałam wsparcia, naciskałam, byś podjął byle jakie zajęcie. Przepraszam, iż zniszczyłam twoje obrazy i listy miłosne, iż drwiłam z twoich wierszy. To były części ciebie Powinnam była cię wspierać, pomóc wystawić twoje dzieła w galerii. Obiecuję, iż tym razem będzie inaczej. Kocham cię.

Twoja żona

Gdy wróciłem tego dnia do domu, uderzył mnie zapach bigosu, delikatne światło świec i dźwięk naszej ulubionej melodii z dawnych lat. Na kanapie leżała kartka. Elżbieta wyszła z kuchni z półmiskiem w rękach. Siedziałem już wtedy zapłakany jak dziecko. Bez słów podeszła, przytuliła mnie, a łzy same płynęły nam po policzkach. Wziąłem ją na ręce do naszej sypialni. Tam, jak kiedyś, kochaliśmy się z żarliwością, której brakowało nam od lat.

Kolacja minęła w radosnej atmosferze, śmialiśmy się z dziecięcych wspomnień naszych córek Jagody i Małgosi. Po zmyciu naczyń Elżbieta opowiadała mi, iż przez okno zobaczyła swojego anioła stojącego w ogrodzie i prosiła go, by mogła jeszcze trochę zostać, żeby na nowo odbudować nasz dom i pomóc mi uwierzyć w siebie. Na to anioł jej odpowiedział, iż nie potrzebuje jej nigdzie zabierać, bo już jest w niebie.

Gdy zawołałem ją później do łóżka Elu, zimno, chodź spać. Jutro będzie nowy dzień widziałem jej wdzięczność. I wtedy do mnie dotarło, iż niebo można znaleźć choćby pośród zwykłego życia, pod warunkiem, iż zrobimy choć mały krok w kierunku drugiego człowieka.

Refleksja na dziś: Zamiast narzekać, zastanów się, ile sam możesz dać. Gdy oskarżasz innych, przejrzyj najpierw własne słabości. Nie marz tylko o szczęściu twórz je własnymi rękami. I pamiętaj, iż czasem wystarczy wyciągnąć dłoń, by zacząć żyć w swoim małym niebie.

Idź do oryginalnego materiału