Powiedział, iż dzieci go męczą. I odszedł

kobietaxl.pl 1 dzień temu

Bartuś miał 5 lat, Wojtuś 3 latka, kiedy zaszłam w kolejna ciążę (imiona synów zmieniłam). Mąż był bardzo niezadowolony, już dwoje małych dzieci było dla niego problemem. Namawiał mnie choćby na usunięcie ciąży, proponował wyjazd za granicę, ale ja się nie zgodziłam. Marzyliśmy o córeczce, poza tym uważałam, iż możemy i trójkę dzieci wychować. Z mojej ciąży ucieszyli się teściowie, mąż jest jedynakiem, a oni zawsze chcieli mieć dużo wnuków. I tak na świat przyszedł Krzyś. Nie ukrywam, byliśmy nieco zawiedzeni, iż to kolejny chłopiec, ale ja każde swoje dziecko kocham. Przy trójce małych dzieci jest dużo roboty, jest w domu rozgardiasz. Ale pomagali teściowie i moja mama, mieliśmy też zatrudnioną opiekunkę. Mój mąż ma własna firmę, świetnie zarabia, pieniądze nie stanowiły w naszym przypadku problemu i tak jest do dziś.

Kiedy Krzysio skończył roczek, mój mąż niebawem po jego urodzinach, spakował walizkę. Oznajmił mi, iż ma dosyć, dzieci go męczą, iż nie da rady, nie chciał takiego życia. Wynajął mieszkanie i tam się wyniósł. Nie chciał choćby wracać do rodziców. Płaci mi na życie, daje na opiekunkę, nie brakuje nam środków. Nie chce jednak zajmować się dziećmi, choć umówiliśmy się, iż będzie zabierał chłopców w co drugi weekend. Owszem, robi to, ale wiem, iż zawozi dzieci do dziadków. Oni są szczęśliwi, iż mają wnuki, ale przecież nie o to chodzi. Chłopcy potrzebują ojca. Tymczasem bywają weekendy, kiedy to teściowa albo teść przyjeżdża po wnuki, a synowie przez te trzy dni nie widzą męża choćby przez godzinę. Wiem, bo przecież starsi chłopcy nie są już na tyle mali, by mi o tym nie powiedzieć.

Ja w tej sytuacji czuję się kompletnie bezsilna. Owszem, bardzo doceniam pomoc teściów, teściowa jest zawsze pod telefonem, jeżeli potrzebuję czegokolwiek. Potrafi przyjechać i zostać z chłopcami, kiedy muszę gdzieś wyjść, choćby na spotkanie z koleżankami, bo czasami muszę głowę odświeżyć. Te trzy wolne dni co drugi tydzień też są dla mnie przy trójce dzieci zbawieniem. Mam czas, żeby pobyć sama w domu, zrobić większe porządki czy pójść spokojnie na zakupy. Mam więc świadomość, iż moja sytuacja jest na pewno bardziej komfortowa, niż wielu innych samotnych matek. Pomaga mi też moja mama. Ale brakuje mi bardzo męża, którego przez cały czas kocham. Rozwodu nie mamy, z tego co wiem, on też nikogo innego nie ma. Z moich rozmów z nim wynika, iż ojcostwo go przerosło, iż dzieci go męczą, iż nie chce mu się spędzać z nimi czasu i niemi zajmować. Broni się też tym, iż nie chciał wcale trzeciego dziecka, iż postawiłam go pod ścianą. Dziś, choć bardzo kocham Krzysia, ja też w jakiś sposób żałuję tej decyzji, bo może gdybym usunęła ciążę, dalej bylibyśmy razem?

Najbardziej jednak ubolewam nad tym, iż moje dzieci nie mają ojca. Owszem, mąż zapewnia im materialne potrzeby, ale nie te emocjonalne. Czuję się kompletnie bezsilna, bo nie ma przecież przepisu, który mógłby zmusić kogokolwiek do zajmowania się choćby własnymi dziećmi. Bardzo mnie to boli. Dziś żałuję, iż może zbyt mało rozmawialiśmy wcześniej na temat rodzicielstwa. Ale na to wszystko jest już zbyt późno.

Ewa

Idź do oryginalnego materiału