Prawda, która ścisnęła serce
To były czasy przed laty, kiedy jeszcze podwórka pachniały świeżo wypranym praniem, a sąsiedzi znali się jak rodzina. Gdy powiesiłam bieliznę na sznurze w sadzie, doszedł mnie cichy szloch zza płotu. Tam, na kamieniu przy naszym ogrodzeniu, siedziała Weronka dziewczynka sąsiadów, na oko osiem lat, choć drobna jak sześciolatka.
Weronka, znów cię ktoś skrzywdził? Chodź ze mną powiedziałam, odsuwając rozlatującą się sztachetę, przez którą często się przeciskała.
Mama mnie wyrzuciła płakała Weronka, ocierając łzy rękawem. Zawołała, żebym wynosiła się z domu, bo bawią się z wujkiem Kacprem.
Chodź do środka, Mariolka z Michałkiem właśnie jedzą, to i ciebie nakarmię uśmiechnęłam się, prowadząc ją do kuchni.
Niejeden już raz chroniłam Weronkę przed surową ręką matki, Lenki, która w napadzie złości potrafiła dziecko pobić. Dobrze, iż sąsiedzi przez płot, mogłam zawsze interweniować, zabierać Weronkę, póki matka się nie uspokoi.
Weronka często zazdrościła Mariolce i Michałkowi życia w moim domu spokojnego, pełnego troski i ciepła. U nas nigdy nie brakowało serdeczności, a stosunek mój do męża był pełen szacunku i zrozumienia. Rozumiała to, pragnęła mieć taki dom, aż coś ściskało ją w środku, jakby ciężar osiadał na piersi.
U Lenki w domu wszystko było zabronione musiała nosić wodę ze studni, czyścić w kurniku, wyrywać chwasty i myć podłogi. Lenka była kiedyś dziewczyną bez męża, Weronka pojawiła się na świecie od razu niechciana. Jeszcze żyła wtedy babcia matka Lenki, schorowana, ale kochająca wnuczkę. Mieszkali wszyscy pod jednym dachem, babcia zawsze starała się bronić Weronki i opiekować się nią, gdy Lenka całkiem się od niej odwracała.
Dopóki babcia żyła, Weronka miała troszkę lepiej, ale gdy skończyła sześć lat i babcia odeszła, zaczął się dla niej czas prawdziwie ciężki. Lenka była wciąż rozdrażniona z powodu samotności, szukała męża i nie mogła pogodzić się z losem. Pracowała jako sprzątaczka w PKS-ie w Sandomierzu, gdzie większość zatrudnionych stanowili mężczyźni. W końcu pojawił się nowy kierowca Kacper. gwałtownie zbliżyli się do siebie.
Kacper był po rozwodzie, miał syna, płacił alimenty. Lenka od razu zaproponowała mu wspólne mieszkanie ucieszył się, bo miał zapewniony dach nad głową. Lenka poświęciła mu całą uwagę, a Weronka została gdzieś na marginesie, obarczona obowiązkami i ciągłymi pretensjami.
Niech się kręci po domu, może kiedyś przyda się jako pomoc myślał Kacper, a Lenka: zawsze troskliwa względem niego, wobec Weronki była surowa, a choćby okrutna.
jeżeli nie będziesz mnie słuchać, oddam cię do domu dziecka! straszyła.
Weronka często nie miała siły dokończyć swoich zadań w gospodarstwie, za co znów była karana. Choćby tylko cichutko popłakała pod krzakiem porzeczki przy moim płocie, natychmiast ją brałam do siebie, w moim domu mogła się poczuć bezpieczna.
Wieś była mała, ludzie wiedzieli, jak Lenka traktuje własne dziecko. Niejedna sąsiadka, podobnie jak ja, starała się porozmawiać z Lenką, ale ta rozpuściła plotkę: Ta Małgorzata z sąsiedztwa ma oko na mojego Kacpra, dlatego oczernia nas.
Lenka z Kacprem lubili świętować, pić, a Weronka w takie dni uciekała do mnie na noc. Zawsze starałam się ją utulić i pocieszyć.
Czas płynął. Weronka dobrze się uczyła, kończyła szkołę podstawową, a potem dziewiątą klasę, marząc o nauce w mieście, w szkole medycznej w Rzeszowie. Matka jednak powiedziała krótko:
Idziesz do pracy, dość pasożytowania Weronka uciekła z domu, bo tam łez było zakazane.
Przyszła do mnie, podzieliła się z żalem, a moje dzieci już mieszkały w Warszawie i studiowały. Nie wytrzymałam wtedy i poszłam do Lenki.
Lenka, ty nie matka, tylko krzywda dla dziecka! Każdy stara się, a ty swoją córkę gnasz z domu. Weronka przecież bardzo dobrze skończyła szkołę, czemu jej zabierasz szansę? To twój obowiązek, by pomóc jej i być dla niej człowiekiem. Sama do niej kiedyś przyleziesz mówiłam z bólem.
A co ci do tego, pilnuj swoich, a nie mojej Weronki. Ona tylko do ciebie biega i skarży się odpowiedziała Lenka.
Twój Kacper posłał swojego syna do miasta, a ty udajesz, iż własnej córki nie znosisz. Ocknij się!
Lenka wrzeszczała, ale w końcu padła na wersalkę wyczerpana.
Może jestem ostra, ale to dla jej dobra, żeby nie była jak ja Niech jedzie do miasta, niech się uczy burknęła.
Weronka wstąpiła do szkoły medycznej bez trudności. euforia aż ją rozpierała, choć wstydziła się swoich skromnych sukienek. Jednak koleżanki ze wsi też nie miały nic luksusowego, nikt jej nie wyśmiewał. Wracała do domu rzadko nie chciała być z matką i Kacprem, a pierwsze kroki stawiała zawsze do mnie, gdzie czekały na nią obiad i rozmowa.
Lenka miała własne zmartwienia; Kacper wdał się w romans z młodą kobietą, przez co domem wstrząsały awantury akurat, gdy Weronka przyjechała na przerwę w nauce.
Po co przyjechałaś, nie mam czasu, nie będziesz siedzieć tu za darmo. Skoro masz wolne, idź do pracy rzuciła matka.
Kacper pewnego dnia wrócił z pracy i zaczął pakować rzeczy.
Dokąd to idziesz? krzyczała Lenka. Popatrzył na nią złośliwie.
Rita ma ze mną dziecko, ja nie zostawię własnego syna, a dla ciebie twoja córka nic nie znaczy A mój syn musi znać ojca i matkę od początku, dorastać w miłości. Ty swoją Weronkę traktujesz, jakbyś ją znalazła pod płotem. Ja na to nie pozwolę. Powiedziawszy to, wyszedł z domu.
Lenka całkiem opadła z sił. Nie krzyczała, ani jeszcze płakała. Kacper powiedział prawdę słowa te zamknęły jej usta, oczy i zaciążyły w środku jak beton. choćby Weronka nie pocieszała już matki.
Przez jej myśli przelatywały obrazy z dzieciństwa: za każdy szelest w domu, gdy Kacper odpoczywał, dostawała lanie i kopniaki od matki, a ojczym tylko się przyglądał z pogardą.
W ostatnim roku szkoły Weronka podjęła pracę w szpitalu, sama się utrzymywała. Do matki już nie jeździła, ta tylko piła, wyglądała coraz gorzej. Weronka z cichej, wystraszonej dziewczynki wyrosła na piękną kobietę, którą ceniono za fachowość i życzliwe podejście do chorych. Chwalono jej wychowanie Weronka tylko uśmiechała się i myślała: To nie Lenka mnie wychowała, ale ciocia Małgorzata, jej jestem wdzięczna za wszystko za opiekę, za wsparcie i za wybór zawodu.
Lenka coraz częściej sprowadzała do domu różnych pijanych znajomych, choćby rzadko widywana córka była zszokowana jej wyglądem. Weronka nie widziała dla siebie miejsca w tym domu, chciała odciąć się od przeszłości i kiedyś zacząć wszystko od nowa ale matka pogrążała się coraz bardziej.
opamiętała się, nie zapłakała ze złości
Po ukończeniu szkoły medycznej Weronka wróciła do domu. Lenka była sama i patrzyła na córkę nieprzyjaźnie.
Po co wróciłaś? Na długo? Nie mam nic do jedzenia, lodówka odłączona. Daj mi pieniądze, boli mnie głowa.
Weronce ścisnęło gardło, ale opanowała się i nie popłakała od przykrości, odparła cicho:
Nie zostanę długo… Skończyłam szkołę z wyróżnieniem, wyjeżdżam do województwa, tam zacznę pracę w szpitalu. Nie będę mogła często przyjeżdżać, czasem prześlę pieniądze. Na razie zostawiam trochę złotych.
Lenka chyba nie zrozumiała, co Weronka powiedziała, chciała tylko dostać pieniądze.
Daj mi coś, no oj nie żal ci matki? Co z ciebie za córka…
Weronka wyjęła z kieszeni parę złotych, zostawiła na stole, zamknęła drzwi, stała chwilę licząc na gest matki, na objęcia. Ale nic. Poszła do mnie.
Przyjęłam ją serdecznie, posadziłam przy stole.
Chodź, Weronko, jemy obiad razem mój mąż już był przy stole.
Prawie bym zapomniała! Mam dla ciebie prezent, bo skończyłaś szkołę z wyróżnieniem. Trochę pieniędzy też się tam znajdzie, będą potrzebne na początek.
Weronka uśmiechnęła się i popłakała.
Ciociu Małgosiu, dlaczego matka tak mnie traktuje, jak obcą?
Nie płacz, Weronko przytuliłam ją już nic nie poradzimy. Taka już Lenka. Ale ty jesteś mądra, dobra, piękna. Spotkasz szczęście i będziesz kochana.
Weronka wyjechała do miasta wojewódzkiego, podjęła pracę jako pielęgniarka na oddziale chirurgii. Tam poznała swego ukochanego młodego chirurga Olka, zakochał się w niej od pierwszego spotkania. Po roku wzięli ślub. Zamiast matki, u boku Weronki siedziałam ja, ciesząc się jej szczęściem.
Lenka wciąż dostawała pieniądze od córki i chwaliła się pijanym znajomym:
Wychowałam taką córkę, wysłała mnie na studia, teraz wspiera pieniędzmi. A tylko szkoda, iż na ślub mnie nie zaprosiła i wnuków choćby nie widziałam.
Po latach znalazłam Lenkę martwą w domu ile tam tak leżała, nie wiadomo. Cisza za płotem zaniepokoiła sąsiadów. Weronka z mężem pochowali matkę, dom sprzedali. Od czasu do czasu odwiedzali mnie i mojego męża.
Tak dawniej bywało, i choć minęło wiele lat, nigdy nie zgasło we mnie przekonanie, iż miłość, troska i życzliwość potrafią zmienić los człowieka.














