Prezent dla Koli, czyli jak w przeddzień Nowego Roku tata w stroju polskiego Świętego Mikołaja razem z synem Zajączkiem ruszył przez zasypane śniegiem blokowisko, by przywrócić uśmiech chłopcu z sąsiedniego podwórka, który podczas przedszkolnej zabawy nie dostał upominku, bo jego mama nie zdążyła wpłacić pieniędzy, a cała sąsiedzka społeczność – oraz internetowy portal miasta – poruszyły niebo i ziemię, by naprawić ten błąd, wypełniając mieszkanie samotnej matki i jej synka paczkami, przeprosinami i wzruszeniem.

newsempire24.com 12 godzin temu

PREZENT

No, synku, opowiadaj, jak ci minął dzień, wszystko w porządku? zagaił ojciec, pan Wiktor, wracając zmęczony po pracy. Delikatnie posadził pięcioletniego Andrzejka obok siebie na kanapie i rozczochrał mu puszyste, jasne włosy. W tym czasie mama Helena krzątała się w kuchni, a ojciec korzystał z okazji, by porozmawiać z ukochanym, jeszcze jedynym synem. W mieszkaniu panowało ciepło i swojski nastrój. Na honorowym miejscu w salonie, pomiędzy cicho szczebioczącym telewizorem a kredensem, migotała kolorowymi lampkami niewielka ale pięknie ubrana choinka. Do Nowego Roku brakowało już tylko doby.

U mnie wszystko dobrze! oznajmił Andrzejek. Ale mój kolega Krzyś ma źle.

Co się dzieje z twoim kolegą? zapytał Wiktor. To ten Krzyś, z sąsiedniej klatki?

Tak, ten kiwnął głową Andrzejek.

Dzisiaj na przedszkolnym balu noworocznym nie dostał prezentu wtrąciła się Helena, wychylając się z kuchni, otoczona zapachem pieczonego kurczaka. Biedny chłopiec… No, panowie, ręce umyć i do stołu, obiad gotowy.

Jak to nie dostał? zdziwił się Wiktor, wstając z kanapy. Wszystkim dali, tylko Krzysiowi nie? Coś tu nie gra.

Tak, wszystkim dali, tylko Krzyś nie dostał potwierdził Andrzejek, zlatując z kanapy za ojcem. Śnieżynka i Gwiazdor wszystkim rozdali prezenty, a jemu nie. A on bardzo czekał.

Co to za Śnieżynka z Gwiazdorem, którzy potrafią skrzywdzić dziecko? burknął Wiktor niezadowolony, ciągnąc krzesło do stołu.

Co oni winni wzruszyła ramionami Helena. Pewnie mama Krzysia nie wpłaciła na prezent, albo po prostu nie miała pieniędzy. Tak czasem bywa. Andrzejek, umyłeś ręce?

Umył, umył, ze mną w łazience był odparł Wiktor, rozdzielając złocistego kurczaka na porcje i układając na talerzach. No dobrze, nie wpłacili. Ale jak pani dyrektor przedszkola… a jak ona się nazywa, pani Anna Stępień? Jak mogła tak upokorzyć chłopca na oczach wszystkich? Przecież wszyscy widzieli, iż nie dostał prezentu.

To pani Ania była Śnieżynką wyjaśnił Andrzejek. A Gwiazdorem był nasz konserwator.

Tym bardziej! denerwował się ojciec. Czy nie mogli wyczarować jednego prezentu więcej dla biednego chłopca? Rodzice później by się rozliczyli. Gdzie serce?

Widać nie potrafili westchnęła Helena. Ja bym na ich miejscu coś wymyśliła.

A rodzice Krzysia? Jak mogli pozwolić, by ich dziecko zostało pominięte? nie ustępował Wiktor. Nie rozumiem… Synku!

Wiktor spojrzał na Andrzejka, który skupiony gryzł kurczaka.

Podzieliłeś się swoim prezentem z kolegą?

Syn spojrzał z wyrzutem:

Tak, chciałem. I jeszcze Szymek, Agnieszka, Ada też. Ale Krzyś nie chciał wziąć od nikogo.

Jaki dumny! zdziwił się Wiktor. Powiedz, czy płakał, gdy nie dostał prezentu?

Nie wiem… Nie widziałem przyznał szczerze chłopiec.

Chłopak z charakterem! zachwycił się Wiktor. Nie zasłużył na takie traktowanie.

Tak, naprawdę Krzysia żal współczuła Helena. Pewnie strasznie mu było przykro.

Proponuję naprawić tę niesprawiedliwość! oznajmił nagle Wiktor, który widać już coś obmyślił. Rumieńce zabłysły mu na policzkach, a oczy rozjaśniły się.

Jak? spytała Helena, ocierając usta serwetką. Andrzejek również spojrzał pytająco.

O tak! tajemniczo odpowiedział Wiktor. Kto wie, gdzie mieszka Krzyś? Andrzejek, wiesz?

Nie, nigdy u niego nie byłem. Znamy się tylko z podwórka i przedszkola.

Chyba się dowiem zawahała się Helena. Moja koleżanka zna prawie wszystkich w bloku. Zadzwonię, dowiem się. Ale po co?

Po prostu zadzwoń. Teraz. nalegał Wiktor.

Dobrze zgodziła się Helena. Ale wtedy sami posprzątacie po sobie i umyjecie naczynia!

W trzydziestce piątce mieszkają, nazwisko Szmit, mama ma na imię Weronika, ojca nie ma. A może był, ale zniknął. Jedni mówią, iż odszedł, inni, iż żona wyrzuciła, ale to nieistotne żyją w dwójkę przekazała po chwili Helena zdobyte wieści.

Skąd takie szczegóły? mruknął Wiktor.

Moja przyjaciółka Alicja wszystko wie, w końcu jest gospodarzem domu roześmiała się Helena. Cała informacja do niej spływa.

No i wszystko jasne skwitował Wiktor. Andrzejku, cały swój prezent już zjadłeś?

Jeszcze nie westchnął chłopiec. Mama mówiła, iż za dużo słodyczy szkodzi.

I słusznie przytaknął ojciec. Zostawiłeś torbę od prezentu?

Tak, otwierałem ostrożnie.

Bardzo dobrze znowu pogłaskał go tata. Możesz przełożyć resztę słodyczy do innej torebki, a tę dać mi?

Po co? zapytał Andrzejek z nieufnością, ale poszedł do pokoju i wrócił z kolorową torebką, już lżejszą. Wysypał zawartość cukierki i ciasteczka w połyskujących papierkach zafurgotały po stole.

Helena przez chwilę patrzyła w milczeniu na zamieszanie, w końcu odezwała się:

Rozumiem, moi panowie, iż chcecie zrobić niespodziankę Krzysiowi? Ale kiedy? I kto zawiezie prezent?

Najlepiej dzisiaj! zadeklarował Wiktor. A ty co myślisz, Andrzejku?

Jasne! Dzisiaj! uradował się chłopiec. Dorzucę mu kilka swoich cukierków?

o ile nie żałujesz, bardzo dobrze pochwalił ojciec.

Pójdziemy razem, prawda? zapytał Andrzejek, pakując z powrotem słodycze.

Przecież już dziś proponowałeś mu poczęstunek, nie skorzystał zauważył ojciec. To chłopak z godnością. Może trzeba inaczej…

Wiktor zniknął w pokoju, a po chwili wyszedł… jako Gwiazdor! Cały w białych filcowych butach, czerwonym żupanie z białym futrem i wyszywanymi wzorami, w czapce, z długą, bielutką brodą, berłem w dłoni i czerwonym workiem haftowanym złotymi gwiazdkami. Tylko worek był pusty.

Andrzejek patrzył z niedowierzaniem, po czym pyta:

Tata, to ty byłeś Gwiazdorem w zeszłym roku? I wcześniej?

Ja przyznał Wiktor. Przepraszam, iż dopiero teraz mówię. Prędzej czy później i tak byś się dowiedział. W pracy poprosili mnie kiedyś, bym wcielił się w Gwiazdora na Nowy Rok. Sprawdziłem się, już trzeci rok z rzędu, i w domu też tak świętujemy. Podobał ci się Gwiazdor sprzed roku?

Bardzo! pochwalił Andrzejek. Dobrze mieć własnego Gwiazdora!

Przytulił się mocno do ojca, a Helena dołożyła jeszcze garść cukierków, starannie zawiązała kolorową wstążką wypchaną torbę. Wiktor schował ją do worka z prezentami.

Poprawił brodę i spytał:

Zgoda, mogę odwiedzić Krzysia jako Gwiazdor?

Tak! odpowiedzieli zgodnie Helena i Andrzejek.

Mogę iść z tobą do Krzysia? prosił syn.

Zamiast Śnieżynki? zażartował ojciec.

Zajączkiem! wykrzyknął Andrzejek i pognał do pokoju. Rodzice wymienili rozbawione spojrzenia. Chłopiec pojawił się w stroju zająca, w którym tego dnia był na balu w przedszkolu biały kombinezon, sterczące uszy na głowie, pomponik ogona z tyłu, maska z kartonu z wyciętymi oczami i namalowanymi wąsikami przy nosku.

No dobrze, chodźmy. Mam nadzieję, iż Krzyś cię nie rozpozna zgodził się tata. Ale kurtkę załóż zima.

Ojciec z synem ruszyli do wyjścia, Helena z trudem powstrzymywała śmiech patrząc, jak przy rosłym Gwiazdorze maszeruje mały zajączek w kurtce, ze zwisającymi uszami i wielkim workiem z prezentem, który ciągnął niemal po ziemi.

Po dziesięciu minutach wrócił sam Wiktor, wyraźnie zmieszany.

Gdzie Andrzejek? zaniepokoiła się Helena.

Spokojnie, wszystko w porządku, został u Krzysia, bawią się. Za pół godziny go odbiorę zapewnił Wiktor, zdejmując z siebie brodę i fartuch.

Zapadł na kanapie i wymruczał:

Ale zaskoczenie!

Opowiedział żonie, co spotkało go podczas wizyty. Okazało się, iż wraz z Andrzejkiem byli już… szóstymi gośćmi z prezentem dla Krzysia! I pewnie nie ostatnimi. Przed nimi wyszła z mieszkania sama pani dyrektor przedszkola, Anna Stępień, już bez przebrania Śnieżynki.

Ale się przed Krzysiem i jego mamą tłumaczyła, przepraszała za całe zamieszanie mówił Wiktor, zdejmując brodę i fartuch. Wyobraź sobie, ktoś nagrał filmik z przedszkolnego balu i wrzucił na nasz portal miasta. Po kilku godzinach kilka tysięcy odsłon i mnóstwo komentarzy!

Naprawdę? zdziwiła się Helena. Muszę obejrzeć.

Ale to nie najważniejsze dodał Wiktor. Wszystko przez to, iż mama Krzysia trochę za późno wpłaciła pieniądze na prezent…

Sama jest trochę winna rozważała Helena. Ale żyje sama, nie zawsze ma pieniądze. W przedszkolu mogli coś wymyślić.

…A dyrekcja bez większego rozpatrzenia sprawy, po prostu skreśliła chłopaka z listy nie mógł się uspokoić Wiktor. I niewinny chłopiec został ukarany.

Szkoda, iż nie jestem zwierzchniczką tej pani dyrektor westchnęła Helena. Tacy bezduszni nie powinni pracować z dziećmi…

Może ją zwolnią przytaknął Wiktor. Może zrozumie błąd… Ale moim zdaniem, kto pracuje z dziećmi, nie powinien tak się zachowywać.

Po chwili przerwy, podrapał się po brodzie, spojrzał na Helenę i powiedział:

Musisz wiedzieć, iż choćby ojciec Krzysia przyszedł! Z prezentami, pokutując, prawie się rozpłakał…

Naprawdę? ucieszyła się Helena.

W tym momencie zadzwonił dzwonek. To był Andrzejek.

Dlaczego sam wróciłeś? zdziwił się Wiktor. Miałem po ciebie przyjść…

No przecież nie jestem mały! oburzył się Andrzejek. Nudziło mi się tam.

Dlaczego? spytał ojciec.

Krzysiowi mama i tata najpierw się kłócili, potem płakali. Poszliśmy do nich na kuchnię, a oni już się przytulali wyjaśnił Andrzejek. Kiedy Krzyś do nich dołączył, wszyscy się obejmowali i znów płakali. Chyba trochę nienormalni! choćby nie zauważyli, jak wyszedłem…

Wiktor i Helena wymienili spojrzenia, po czym rozbawieni wybuchnęli śmiechem.

No dobrze, moi drodzy, chodźcie na herbatkę zaproponowała Helena. A potem, kto nie zaśnie, będzie można witać Nowy Rok, już niedługo. Oby dla wszystkich był szczęśliwy!

Oby! zgodził się Andrzejek z rozmachem.

Idź do oryginalnego materiału