PREZENT
No synku, opowiadaj, jak tam u ciebie, jak minął dzień?
Kiedy tata Tomasz wrócił z pracy, podniósł i posadził obok siebie na kanapie swojego pięcioletniego Antosia, przegarnął palcami jasne, miękkie włosy syna. Mama Zofia krzątała się w kuchni, przygotowując kolację, a w tym czasie ojciec rozmawiał ze swoim ulubionym, i na razie jedynym, synem. W mieszkaniu panował ciepły, rodzinny klimat, a na honorowym miejscu w salonie, obok cicho mruczącego telewizora i regału z książkami, migała kolorowymi światełkami niewysoka, ale bardzo ładna choinka. Do Nowego Roku został już tylko jeden dzień.
Wszystko w porządku! oznajmił dziedzic. Ale mój przyjaciel Kacper ma gorzej.
Co się stało temu twojemu koledze? dopytywał Tomasz. To ten Kacper z sąsiedniej klatki?
Tak potwierdził Antoś.
On dziś nie dostał prezentu na przedszkolnej zabawie noworocznej rzuciła Zofia, wychylając się z kuchni w chmurze zapachów pieczonego kurczaka. Biedny dzieciak No, ręce umyć, panowie. Kolacja gotowa!
Jak to, nie dostał? Tomasz zaskoczony wstał z kanapy. Wszystkim dali, a właśnie jemu nie? Coś tu nie gra.
Tak, wszystkim rozdali prezenty, tylko Kacprowi nie potwierdził Antoś, zsunął się z kanapy za tatą. Pani Śnieżynka i Mikołaj wszystkim rozdali, tylko jego pominęli. A on tak czekał.
Co to za Śnieżynka i Mikołaj, iż jedno dziecko pokrzywdzili? oburzył się Tomasz, gdy przysunął się do stołu.
Nie ich wina przecież westchnęła Zofia. Może mama Kacpra zapomniała wpłacić pieniądze na prezent, albo nie miała z czego. Tak bywa. Antoś, umyłeś ręce?
Tak, z tatą byłem w łazience odpowiedział, a tata już rozkładał dorodnego kurczaka na talerze. No dobra, załóżmy, iż nie wpłacili za prezent. Ale jak pani dyrektor przedszkola jak jej tam, Anna Nowak? Jak mogła na to pozwolić, żeby dziecko zostało bez prezentu?
Anna Nowak u nas była Śnieżynką wyjaśnił Antoś. A Mikołajem był nasz woźny!
Tym bardziej! nie mógł się uspokoić Tomasz. Przecież zawsze można znaleźć jakiś skromny prezent dla biednego chłopca, a potem dogadać się z rodzicami. Co to za zatwardziałość?
Widocznie nie mogli… westchnęła Zofia. Ja bym na ich miejscu coś wymyśliła i dała jednak ten prezent.
A rodzice Kacpra? Czemu pozwolili na to, żeby ich syn został pominięty? Nie rozumiem… Swoją drogą, synu!
Tomasz spojrzał na Antosia, który z apetytem zajadał kurczaka.
Mam nadzieję, iż podzieliłeś się swoim prezentem z Kacprem?
Synek spojrzał na tatę z wyrzutem.
Tak, tata, chciałem. I jeszcze Szymek, Agatka, Alek i paru innych. Ale Kacper od nikogo nie chciał wziąć.
Ale z niego dumny chłopak! zadziwił się Tomasz. Powiedz mi, czy przynajmniej nie płakał?
Nie wiem… nie widziałem szczerze przyznał chłopiec.
Niezwykły z niego chłopiec pochwalił Tomasz. Nie zasłużył na takie potraktowanie.
Naprawdę Kacpra szkoda przytaknęła Zofia. Musiało go to bardzo zaboleć.
Proponuję przywrócić sprawiedliwość! oznajmił nagle Tomasz. Coś już wyraźnie wymyślił, bo na jego policzkach pojawiły się rumieńce, a oczy rozbłysły inaczej niż zwykle.
A jak? spytała Zofia, wycierając usta serwetką. Antoś też spojrzał pytająco na tatę.
Słuchajcie! Tomasz się zagadkowo uśmiechnął. Kto wie, gdzie mieszka Kacper? Antoś wiesz?
Nie pokręcił głową chłopiec. Nigdy u niego nie byłem, tylko na podwórku i w przedszkolu razem się bawimy.
To może ja się dowiem powiedziała z namysłem Zofia. Mam koleżankę, która wszystkich zna w naszym bloku. Zadzwonię i zapytam, ale po co?
Zadzwoń, proszę! poprosił Tomasz. A potem sami posprzątamy ze stołu i zmyjemy naczynia!
W trzydziestym piątym mieszkaniu, nazywają się Szczygieł, mama to Halina, ojca już nie ma. Był, ale odszedł. Nie wiadomo czy sam, czy go żona wygoniła. Mieszkają we dwójkę oznajmiła po chwili Zofia.
Skąd aż tyle szczegółów? zaśmiał się Tomasz.
Nie na darmo moją koleżankę wołają Alicja ona wszystko wie o mieszkańcach! uśmiechnęła się Zofia. Siedzi w zarządzie bloku, a tam cała wiedza spływa.
No to sprawa jasna podsumował Tomasz. Antoś, zjadłeś już cały prezent?
Jeszcze nie, mama mówiła, iż przesadzać ze słodyczami nie wolno…
Ma rację pochwalił tata. Czyli torebka po prezencie cała?
Tak powiedział Antoś. Otworzyłem ją ostrożnie.
Bardzo dobrze znów pogładził syna po włosach Tomasz. A możesz przełożyć swoje słodycze do innej torebki, a tą dać mi?
Po co? dopytywał Antoś, ale zaraz pobiegł po kolorową torebkę, już nieco lżejszą. Wysypał wszystko na stół cukierki, ciasteczka w błyszczących papierkach.
Mama, przez chwilę milcząc, obserwowała cały zamęt, aż w końcu powiedziała:
Rozumiem, moi panowie chcą uszczęśliwić Kacpra prezentem. Kiedy? I kto go zaniesie?
Najlepiej dziś wieczorem! rzucił Tomasz. A ty, Antoś? Co ty na to?
Jasne, dziś! rozpromienił się chłopiec. Dam mu trochę swoich cukierków?
Jak ci nie szkoda, to bardzo dobrze pochwalił tata.
A razem pójdziemy? pytał Antoś, pakując z powrotem część słodkości.
Dziś już próbowałeś mu dać, a nic nie wziął powątpiewał Tomasz. Chłopak jest dumny. Zróbmy to inaczej…
Zniknął w pokoju i po paru minutach pojawił się… Święty Mikołaj! Prawdziwy w białych kozakach, czerwonym płaszczu z białym futrem, z brodą, czapką, berłem w dłoni, z czerwoną torbą na prezenty zdobioną złotymi gwiazdami. Tyle iż torba była pusta.
Antoś patrzył z niedowierzaniem, po czym spytał:
Tato, to ty byłeś Mikołajem rok temu? I jeszcze wcześniej?
No ja przyznał Tomasz. Przepraszam, iż dopiero teraz ci powiedziałem. I tak byś się dowiedział. W pracy na Nowy Rok poprosili mnie, żebym został Mikołajem. Zgodziłem się, wszystkim się spodobało, więc od trzech lat tak mikołajuję i dla ciebie, i dla mamy. Podobał ci się tamten Mikołaj?
Bardzo! Antoś wyściskał tatę za nogi. Fajnie, jak mamy własnego Mikołaja!
Zofia dorzuciła jeszcze kilka cukierków, starannie zawiązała na szyjce torebki wstążkę, Tomasz umieścił ją w prezencie.
Poprawił brodę i powiedział:
No to co, zgodzicie się, abym poszedł do Kacpra z prezentem?
Nie ma sprawy! odpowiedziała mama i Antoś razem.
Synek spytał:
Mogę iść z tobą, tato?
Zamiast Śnieżynki? uśmiechnął się Tomasz.
Jako Zajączek! Antoś wybiegł do pokoju, po chwili pojawił się w białym kombinezonie z uszami, z pomponem ogonka, z maską na twarzy. Dziś w takim stroju występował na balu w przedszkolu. Rodzice wymienili spojrzenia i roześmiali się.
No dobrze, chodź! zgodził się tata. Ale załóż kurtkę, bo przecież zima!
Ojciec z synem ruszyli, Zofia z trudem powstrzymała śmiech, patrząc jak zgarbiony Mikołaj idzie z małym Zajączkiem obok, Zajączek w kurtce, z wielkimi białymi uszami, ciągnie po podłodze torbę z prezentem.
Po dziesięciu minutach Tomasz wrócił sam, wydał się bardzo zakłopotany.
A gdzie Antoś? zaniepokoiła się Zofia.
Spokojnie, bawi się u Kacpra, za pół godziny go odbiorę powiedział Tomasz, wycierając spocone czoło brodą.
Rzucił się na kanapę w stroju Mikołaja i mruknął:
Niezła historia!
Opowiedział, co się wydarzyło. Okazało się, iż tego wieczoru byli z Antonim już… szóstymi, którzy przynieśli Kacprowi prezent na Nowy Rok! I chyba nie ostatnimi. Przed nimi wyszła z mieszkania sama dyrektor przedszkola, Anna Nowak, już bez stroju Śnieżynki.
Ale się kajała przed Kacprem i jego mamą, przepraszała za to przykrość opowiadał Tomasz, zdejmując strój i odczepiając brodę. Wyobraź sobie, ktoś sfilmował tę zabawę i wrzucił na nasz lokalny portal internetowy. W kilka godzin było kilka tysięcy odsłon, z takimi komentarzami!
Ojej, trzeba zobaczyć zdziwiła się Zofia.
Ale najważniejsze jest to, iż mama Kacpra wpłaciła pieniądze na prezent trochę po terminie…
Z jednej strony to jej wina, z drugiej mieszka sama, nie zawsze ma pieniądze rozsądnie przerwała Zofia. Przedszkole mogło coś wymyślić.
Kierownictwo nie szukało wyjaśnienia, po prostu wykreślili jej syna z listy, a niewinny chłopiec został skrzywdzony…
Ech, gdybym była przełożoną tej Anny Nowak! westchnęła Zofia. Tacy ludzie nie powinni pracować z dziećmi!
Może ją odwołają zasugerował Tomasz. A może się poprawi… Ale moim zdaniem, ci którzy pracują z dziećmi, nie powinni robić takich rzeczy.
Zamilkł, pocierając brodę, popatrzył na Zofię. I dodał:
A jeszcze jedno przyszedł choćby tata Kacpra! Z prezentami i bardzo skruszony, aż łzy kręciły mu się w oczach…
Serio? ucieszyła się Zofia.
Za chwilę ktoś zadzwonił do drzwi okazało się, iż wrócił Antoś.
Dlaczego przyszedłeś sam? zdziwił się Tomasz. Umawialiśmy się, iż po ciebie przyjdę…
Tato, przecież nie jestem mały! obruszył się Antoś. Tam już mi się nudziło.
A czemu? pytał tata.
Bo Kacprowi mama i tata najpierw się kłócili, potem płakali. Zajrzeliśmy z Kacprem do kuchni a tam już się przytulają. Gdy Kacper do nich podszedł, wszyscy razem płakali i się obejmowali. Dziwna rodzina! choćby nie zauważyli, iż wyszedłem…
Tomasz i Zofia wymienili spojrzenia, roześmiali się z ulgą.
Dobrze, moi drodzy. Napijmy się herbaty powiedziała Zofia. Potem, jak ktoś nie będzie spał, powitamy Nowy Rok już prawie czas. Niech dla wszystkich będzie szczęśliwy!
Pewnie! z zadowoleniem przytaknął Antoś.











