PREZENT
No, synku, opowiadaj, jak tam u ciebie, jak minął dzień? zapytał tata, wracając z pracy. Zdzisław podniósł pięcioletniego Janka i usadził go obok siebie na kanapie, lekko potargał mu jasne włosy na głowie. W tym czasie mama Grażyna przygotowywała kolację w kuchni, a ojciec rozmawiał z ukochanym i jak na razie jedynym synem. W mieszkaniu panowało ciepło i przytulność, a na honorowym miejscu w salonie, między szemrzącym telewizorem a regałem, migotała kolorowymi światełkami niezbyt wysoka, ale bardzo elegancka choinka. Do Sylwestra został dokładnie jeden dzień.
U mnie wszystko dobrze! oznajmił dziedzic. A u mojego kolegi Rafała nie najlepiej.
A co mu się stało, temu twojemu Rafałowi? zapytał Zdzisław. To ten Rafał z sąsiedniego klatki?
Tak, on przytaknął Janek.
On dzisiaj nie dostał prezentu na noworocznym przedstawieniu w przedszkolu wtrąciła się Grażyna, która właśnie z kuchni wyszła, pachnąc pieczonym kurczakiem. Biedny chłopak No, myć ręce, panowie, do stołu, kolacja gotowa.
Jak to nie dostał? zdziwił się Zdzisław, wstając z kanapy. Wszystkim dali, a Rafałowi nie? Coś tu nie gra.
Tak, wszystkim dali, a Rafałowi nie potwierdził Janek, zeskakując za tatą z kanapy. Śnieżynka i Święty Mikołaj wszystkim rozdali prezenty, a jemu nie. I on cały czas czekał.
Co to za Święty Mikołaj ze Śnieżynką, iż dziecko skrzywdzili? zirytował się Zdzisław. Szybkim ruchem przyciągnął krzesło i usiadł przy stole.
Ale to nie ich wina wzruszyła ramionami Grażyna. Najpewniej mama Rafała nie wpłaciła pieniędzy na prezent albo nie miała. Zdarza się. Janek, umyłeś ręce?
Myłem z tatą, byliśmy razem w łazience odpowiedział Zdzisław, dzieląc pieczonego kurczaka na kawałki i nakładając na talerze. No dobra, załóżmy, nie wpłaciła. Ale jak pani dyrektor przedszkola jak ona się nazywa, Elżbieta Nowak? Jak mogła dopuścić do takiego poniżenia? Wszyscy patrzą, a tu Mikołaj Rafałowi prezentu nie daje?
Elżbieta Nowak była naszą Śnieżynką powiedział Janek. A Mikołajem nasz woźny.
Tym bardziej! nie mógł się uspokoić Zdzisław. Przecież mogli zorganizować jeden dodatkowy prezent dla tego biednego chłopca! Potem rodzice się rozliczą. Co za bezduszność z ich strony!
Widocznie nie mogli westchnęła Grażyna. Gdybym była na ich miejscu, na pewno coś bym wymyśliła.
A sami rodzice Rafała? Jak mogli dopuścić, iż dziecko zostało bez prezentu? Nie pojmuję Synku!
Zdzisław spojrzał na Janka, który ze smakiem jadł nóżkę kurczaka.
Mam nadzieję, iż podzieliłeś się swoim prezentem z Rafałem?
Janek spojrzał na ojca z wyrzutem.
Tak, tato, chciałem. A także Basia, Tomek, Marek i inni. Ale Rafał od nikogo nie chciał wziąć.
Patrzcie, jaki dumny! zdziwił się Zdzisław. A powiedz, nie płakał, kiedy został bez prezentu?
Nie wiem Nie widziałem szczerze przyznał chłopiec.
Chłopak z charakterem pochwalił Zdzisław. Nie zasłużył na takie traktowanie.
Rafała rzeczywiście żal powiedziała współczująco Grażyna. Wyobrażam sobie, jak mu musiało być przykro.
Proponuję naprawić sprawiedliwość! stanowczo zakomunikował Zdzisław. Na jego policzkach pojawiły się rumieńce, a oczy zabłysły jakby szczególnie.
A jak? zapytała Grażyna, wycierając usta serwetką. Janek też spojrzał pytająco na tatę.
Po prostu! Zdzisław odpowiedział tajemniczo. Kto z was wie, gdzie mieszka ten Rafał? Janek, wiesz?
Nie, nigdy u niego nie byłem. Spotykamy się tylko na podwórku i w przedszkolu pokręcił głową Janek.
Może ja się dowiem powiedziała Grażyna po chwili. Mam koleżankę, która chyba zna wszystkich lokatorów w naszym bloku. Zadzwonię i się dowiem. Tylko po co?
Po prostu zadzwoń. I już teraz poprosił stanowczo Zdzisław.
Dobrze zgodziła się Grażyna. Ale wy sprzątacie ze stołu i myjecie naczynia!
Mieszkają w trzydziestym piątym, nazywają się Zielińscy ogłosiła po kilku minutach Grażyna. Mama nazywa się Celina. Ojca nie ma. A raczej był, ale odszedł, podobno nie wiadomo dokładnie, czy sam, czy ona go wyrzuciła. Pewnie miała powód. Teraz mieszkają we dwójkę mama i syn.
Skąd tyle szczegółów? zaśmiał się Zdzisław.
Moja koleżanka to prawdziwa Barbara wszystko wie o wszystkich! odpowiedziała z uśmiechem Grażyna. Siedzi w radzie mieszkańców bloku, więc ma wszystkie informacje.
No to jasne powiedział Zdzisław. Janek, zjadłeś już cały swój prezent?
Jeszcze nie westchnął chłopak. Mama mówiła, iż za dużo słodyczy szkodzi.
I ma rację przytaknął tata. To torba po prezencie jeszcze w całości?
Tak, otwierałem ją ostrożnie powiedział Janek.
To dobrze tata znów potargał mu włosy. Przełóż resztę słodkości do innego woreczka, a torebkę daj mi.
Po co? zapytał nieco nieufnie Janek, ale poszedł do pokoju i wrócił z barwną prezentową torebką, odciążoną już. Natychmiast wysypał zawartość na stół cukierki, pierniczki w błyszczących opakowaniach.
Grażyna przez chwilę milczała, patrząc na zamieszanie, po chwili odezwała się:
Rozumiem, iż chcecie przynieść Rafałowi prezent. Ale kiedy? I kto to zrobi?
Najlepiej dziś! odpowiedział Zdzisław. Co ty na to, Janek?
Pewnie! Dziś! podekscytował się syn. Dam mu trochę swoich słodyczy?
jeżeli ci nie żal uśmiechnął się tata.
Pójdziemy razem? pytał Janek, pakując słodycze do torby.
Przecież już dzisiaj go częstowałeś i nie przyjął przypomniał tata. Chłopak ma swoją dumę. Zróbmy to inaczej
Zdzisław wyszedł do pokoju i wrócił jako Święty Mikołaj! Prawdziwy w białych filcowych kapciach, czerwonym płaszczu z białym futrem i wzorami, czapce, z dużą białą brodą, laską w jednej ręce, w drugiej z czerwonym, złotą nitką haftowanym workiem na prezenty. Workiem, co prawda, pustym.
Janek patrzył na niego z zdumieniem. W końcu powiedział:
Tato, to ty byłeś Mikołajem w zeszłym roku? I wcześniej też?
Ja przyznał Zdzisław. Przepraszam, iż dopiero teraz ci mówię. Przecież i tak byś się dowiedział. Raz mnie w pracy poprosili, żebym był Mikołajem na Sylwestra. I spodobało mi się, już od trzech lat „mikołajuję”. Przy okazji ciebie i mamę obdarzam. Jak tam ubiegłoroczny Mikołaj, podobał ci się?
Bardzo! pochwalił Janek. Fajnie, iż mamy własnego Mikołaja!
Przytulił się do ojca.
Grażyna dołożyła jeszcze parę cukierków, zawiązała na torbie jasną wstążkę, tata włożył ją do worka.
Poprawiając brodę, powiedział:
Nie macie nic przeciwko, żebym odwiedził skrzywdzonego Rafała?
Nieee! odpowiedzieli niemal jednocześnie Grażyna i Janek.
A mogę z tobą iść? spytał Janek.
W roli Śnieżynki? uśmiechnął się tata.
Jako królik! wykrzyknął Janek, wybiegł do swojego pokoju i wrócił w kostiumie królika, w którym był na dzisiejszym przedszkolnym przedstawieniu. Bialutki kombinezon, sterczące uszy na głowie, ogonek-pompon. Na twarzy miał kartonową maskę z wycięciami na oczy i namalowanym noskiem oraz wąsami.
No dobra, chodźmy, oby Rafał cię nie poznał zgodził się tata. Ale załóż kurtkę, zima!
Ojciec z synem ruszyli do wyjścia. Grażyna ledwo powstrzymała się od śmiechu, patrząc, jak przy wysokim Mikołaju, stukającym laską o podłogę, kroczy mały królik w kurtce i ciągnie prawie po ziemi worek z prezentem.
Po dziesięciu minutach wrócił sam Zdzisław, wyraźnie z zakłopotaniem.
A gdzie Janek? zaniepokoiła się Grażyna.
Spokojnie, u Rafała został, bawią się. Odbiorę go za pół godziny uspokoił Zdzisław, wycierając spoconą twarz brodą.
Usiadł na kanapie w stroju Mikołaja i mruknął:
Ale się porobiło!
Opowiedział żonie, co się wydarzyło okazało się, iż tego wieczoru byli już szóstymi, którzy przynieśli Rafałowi noworoczny prezent! I chyba nie ostatnimi. Tuż przed nimi z mieszkania wyszła sama pani dyrektor, Elżbieta Nowak, już bez stroju Śnieżynki.
Prosiła o wybaczenie, przepraszała Rafała i jego mamę za całą sytuację opowiadał Zdzisław, ściągając brodę i płaszcz. Wyobraź sobie, ktoś nagrał przedszkolne przedstawienie i wrzucił film do internetu na nasz portal miasta. Po paru godzinach były tysiące wyświetleń i pełno komentarzy!
Tak? zdziwiła się Grażyna. Muszę zobaczyć.
Ale najważniejsze Okazało się, iż mama Rafała wpłaciła pieniądze na prezent trochę później niż trzeba
W pewnym sensie sama sobie winna wtrąciła Grażyna. Z drugiej strony, sama wychowuje dziecko, czasem brakuje pieniędzy. Przedszkole mogło coś wymyślić.
Kierownictwo przedszkola nie chciało roztrząsać, po prostu skreślili jego syna z listy prezentów nie mógł się uspokoić Zdzisław. Niewinny chłopak został przez to skrzywdzony.
Gdybym była przełożoną tej Elżbiety Nowak! Grażyna westchnęła. Takie osoby powinny stracić pracę!
Może i straci, może się poprawi Ale dzieci się tak nie traktuje powiedział Zdzisław.
Zamyślił się, masując podbródek, po czym spojrzał na żonę.
A jeszcze jedno: choćby ojciec Rafała przyszedł! Z prezentem i ze skruchą, aż łzy mu leciały
Naprawdę? ucieszyła się Grażyna.
Wtedy zadzwonił dzwonek. Grażyna poszła otworzyć. Wrócił Janek.
Czemu sam przyszedłeś? zdziwił się Zdzisław. Przecież miałem po ciebie pójść
No co, jestem mały? obruszył się Janek. A poza tym znudziło mi się.
Dlaczego? zapytał tata.
Bo Rafałowi mama i tata najpierw się kłócili, potem płakali. My z Rafałem wyszliśmy z pokoju do kuchni, a oni się tam już przytulali. Potem jak Rafał przyszedł wszyscy troje się przytulali i znowu płakali. Nienormalni jacyś! choćby nie zauważyli, kiedy wyszedłem
Zdzisław i Grażyna wymienili spojrzenia i z ulgą się roześmiali.
Dobra, kochani, chodźmy na herbatę powiedziała Grażyna. Kto nie zaśnie, będzie witał Nowy Rok. Już niedługo! Oby był dla wszystkich szczęśliwy!
Oby! zgodził się Janek.















