Prezent na Nowy Rok – historia małego Andrzeja, jego rodziców i wzruszającej akcji pomocy koledze z sąsiedztwa, który jako jedyny nie dostał upragnionego prezentu od Mikołaja i Śnieżynki podczas świątecznego balu w przedszkolu – opowieść o rodzinnych wartościach, solidarności sąsiedzkiej, dumie i przywracaniu sprawiedliwości w polskiej świątecznej rzeczywistości.

twojacena.pl 15 godzin temu

PREZENT

No, synku, opowiadaj, jak ci minął dzień, co nowego?
Wojciech, wracając zmęczony z pracy, podniósł i posadził obok siebie na kanapie pięcioletniego Antosia, przeczesał palcami jego delikatne, jasnobrązowe włosy. Gdy Zofia, mama chłopca, szykowała kolację, ojciec wykorzystywał czas, by porozmawiać z ukochanym, jak na razie jedynym synem. W mieszkaniu panowało ciepło i domowa atmosfera. Na honorowym miejscu w salonie, między cicho mruczącym telewizorem a kredensem, błyszczała różnokolorowymi światełkami niewielka, ale pięknie przystrojona choinka. Do Sylwestra pozostała dokładnie doba.

U mnie wszystko dobrze! zakomunikował dziedzic. Ale u mojego kolegi Piotrka jest źle.

A co się stało temu Piotrkowi? zainteresował się Wojciech. Ten Piotrek, co mieszka w sąsiedniej klatce?

Tak, właśnie on przytaknął Antoś.

Dzisiaj na przedszkolnym przedstawieniu nie dostał od Mikołaja prezentu dorzuciła Zofia, wyłaniając się z kuchni w mgiełce zapachu pieczonego kurczaka. Biedny chłopak No, myjcie ręce, panowie, bo kolacja gotowa.

Jak to nie dostał? zdziwił się Wojciech, podnosząc się z kanapy. Wszyscy dostali, a właśnie Piotrek nie? Coś tu nie gra.

Dokładnie wszystkim wręczono paczki, tylko Piotrka pominięto potwierdził Antoś, zsuwając się za ojcem z kanapy. Mikołaj i Śnieżynka rozdawali prezenty, ale jemu nie dali. A on czekał i wierzył, iż dostanie.

Jak można tak skrzywdzić dzieciaka? już lekko oburzony rzucił Wojciech, z impetem przesuwając krzesło i siadając przy stole.

To nie wina Mikołaja, ani Śnieżynki wzruszyła ramionami Zofia. Najpewniej mama Piotrka albo zapomniała dać pieniądze na prezent, albo po prostu nie miała. Tak bywa. Antoś, umyłeś ręce?

Umył, byliśmy razem w łazience zapewnił ojciec, krojąc soczystego kurczaka i rozdzielając porcje na talerze. No dobrze, nie wpłaciła pieniędzy Ale jak pani przedszkolanka jak ona się nazywa Anna Nowicka? mogła dopuścić do takiego upokorzenia chłopca, gdy inni dostali prezenty, a on nie?

To Anna Nowicka była Śnieżynką oznajmił Antoś. A Mikołajem był nasz konserwator.

Tym bardziej! denerwował się gospodarz. Naprawdę nie mogli znaleźć jeszcze jednego pudełka prezentowego dla biednego dziecka? Rodzice przecież by się później rozliczyli. Jakaż to nieczułość!

Wygląda na to, iż nie mogli westchnęła Zofia. Sama bym się postarała coś wymyślić dla tego chłopca.

A co z rodzicami Piotrka? Jak mogli dopuścić, by ich syn został bez prezentu? nie przestawał Wojciech. No dobra, a ty, synku!

Wojciech zerknął na Antosia, pochłoniętego pałaszowaniem kurczaka.

Czy podzieliłeś się swoim prezentem z kolegą?

Chłopczyk spojrzał z wyrzutem na tatę.

Tak, chciałem. I też Izabela, Mateusz, Staś i jeszcze inni Ale Piotrek nie chciał od nikogo nic brać.

Zobacz, jaki dumny uśmiechnął się Wojciech. Powiedz jeszcze, iż nie płakał, kiedy został pominięty.

Nie wiem Nie widziałem odpowiedział szczerze Antoś.

Niezwykły chłopiec! zachwycił się Wojciech. Nie zasłużył na takie potraktowanie.

Tak, naprawdę żal mi Piotrka powiedziała ze współczuciem Zofia. Pewnie bardzo mu było przykro.

A ja proponuję przywrócić sprawiedliwość! zdecydowanie ogłosił Wojciech. Na jego policzkach pokazały się rumieńce, a oczy błysnęły nowym blaskiem.

Ale jak? spytała Zofia, wycierając usta serwetką. Antoś także spojrzał pytająco na ojca.

Jak? tajemniczo uśmiechnął się Wojciech. Kto wie, gdzie mieszka ten Piotrek? Antoś, ty się orientujesz?

Nie, nigdy u niego nie byłem. Tylko na podwórku i w przedszkolu się bawimy.

To ja się dowiem podjęła Zofia po chwili namysłu. Moja koleżanka zna prawie wszystkich w bloku. Zadzwonię i zapytam. Ale po co?

Zadzwoń. I zaraz teraz! poprosił Wojciech stanowczo.

Dobrze, ale sprzątnijcie sami ze stołu. I umyjcie naczynia!

Mieszkają pod trzydziestką piątką, nazywają się Górscy po chwili ogłosiła Zofia zdobyte informacje. Mama Piotrka ma na imię Barbara. Ojca nie ma, albo sam odszedł albo ona go wyrzuciła. Pewnie miała powód. Mieszkają tylko we dwoje.

Skąd te szczegóły? parsknął Wojciech.

Moja koleżanka to prawdziwa plotkara śmieje się Zofia. Ale poważnie, działa w radzie mieszkańców, zna każdego.

No to jasne stwierdził Wojciech Antoś, zjadłeś już cały swój prezent?

Nie, jeszcze trochę zostało. Mama mówiła, iż za dużo słodyczy szkodzi.

Ma rację pochwalił ojciec. To masz cały worek od prezentu?

Tak potwierdził Antoś. Ostrożnie otworzyłem.

Doskonale pogładził go po głowie ojciec. Możesz przełożyć słodycze do zwykłej torebki, a tą kolorową dać mi?

Po co? zapytał zaniepokojony Antoś, ale posłusznie poszedł do pokoju i wrócił z barwną, już mocno odchudzoną torbą prezentową. Od razu wysypał na stół resztę słodyczy: cukierki, ciasteczka w błyszczących papierkach.

Zofia przez chwilę obserwowała tę krzątaninę, po czym powiedziała:

Rozumiem, iż chcecie sprawić Piotrkowi prawdziwy prezent. A kto go zaniesie i kiedy?

Najlepiej dzisiaj! odpowiedział Wojciech. Co ty na to, Antoś?

Oczywiście! Już dziś! rozpromienił się chłopiec. Dodam jeszcze trochę swoich cukierków?

jeżeli ci nie żal uśmiechnął się pochlebnie ojciec.

Pójdziemy razem? spytał Antoś, pakując słodkości z powrotem do torebki.

Dziś już mu proponowałeś słodycze i nie wziął. Jest dumny. Może trzeba to zrobić inaczej

Poszedł do sypialni i po chwili pojawił się Mikołaj! Wyglądał jak prawdziwy: w białych filcowych kozakach, czerwonym płaszczu wykończonym białym futrem i haftowanym w śnieżne wzory, z czapką, długą siwą brodą, laską w jednej ręce, a w drugiej z czerwoną torbą prezentową wyszywaną złotymi gwiazdkami choć na razie pustą.

Antoś patrzył na niego z niedowierzaniem. A potem rzucił:

Tato, to ty byłeś Mikołajem w zeszłym roku? I wcześniej też?

Tak, to ja przyznał Wojciech. Przepraszam, iż dopiero teraz ci to powiedziałem, ale prędzej czy później byś odkrył. W pracy na Wigilię poproszono mnie, żebym był Mikołajem. Spodobało mi się, już trzy lata tak robię. I za każdym razem najbliżsi cieszą się z prezentów od Mikołaja. A podobał ci się zeszłoroczny Mikołaj?

Bardzo! pochwalił Antoś. Cieszę się, iż mamy w domu własnego Mikołaja!

Przytulił się mocno do taty.

Zofia dodała jeszcze paczkę cukierków, starannie zawiązała na szyjce wypchanej torebki kokardę z kolorowej wstążki, Wojciech schował ją do wielkiej torby.

Poprawił brodę i rzekł:

Co wy na to, żebym odwiedził zawstydzonego Piotrka?

Oczywiście! zgodnie odpowiedzieli mama z Antosiem.

Chłopiec poprosił:

Mogę iść z tobą do Piotrka, tato?

W roli Śnieżynki? żartował ojciec.

Jako Zajączek! wykrzyknął Antoś, pobiegł do pokoju i wrócił w kostiumie białego zajączka, w którym był dziś na przedszkolnych jasełkach. Biały kombinezon z uszami sterczącymi na głowie, ogonkiem z pomponem z tyłu i kartonową maską z namalowanymi wąsikami.

No dobra, chodźmy zgodził się Wojciech. Ale załóż kurtkę, zajączku, choć zima nie żartuje!

Ojciec z synem ruszyli do wyjścia, a Zofia ledwie powstrzymywała śmiech, widząc jak obok rosłego Mikołaja z laską maszeruje mały zajączek w kurtce, z dyndającymi uszami i z trudem taszcząc torbę z prezentem.

Po dziesięciu minutach wrócił sam Wojciech, wyraźnie zawstydzony.

Gdzie Antoś? przestraszyła się Zofia.

Spokojnie, wszystko dobrze został u Piotrka, bawili się razem. Za pół godziny pójdę go odebrać uspokoił ją Wojciech, wycierając czerwone, spocone twarz watową brodą.

Na kanapie, wciąż w mikołajowych szatach, mruknął:

Co za historia!

Opowiedział żonie, co się stało. Okazało się, iż tego wieczoru byli już SZÓSTYMI, którzy przynieśli Piotrkowi prezent pod choinkę i prawdopodobnie nie ostatnimi. Przed nimi wyszła z mieszkania pani Anna Nowicka, sama przedszkolanka już nie w stroju Śnieżynki.

Ale się tłumaczyła przed Piotrkiem i jego mamą, przepraszała za całą sytuację opowiadał Wojciech, zdejmując płaszcz i odczepiając brodę. Wyobrażasz sobie? Ktoś nagrał filmik z tej sceny w przedszkolu i wrzucił na portal miasta. W kilka godzin tysiące odsłon, gorące komentarze!

Serio? zdziwiła się Zofia. Muszę zobaczyć.

Ale to nie najważniejsze powiedział Wojciech. Okazało się, iż mama Piotrka wpłaciła na prezent lekko po czasie

Trochę sama sobie winna trzeźwo oceniła Zofia. Ale samotna mama, czasem nie ma pieniędzy. W przedszkolu mogli coś wymyślić.

A dyrekcja po prostu wykreśliła Piotrka z listy dzieci do obdarowania nie mógł się uspokoić Wojciech. Mały niewinny chłopiec musiał cierpieć przez cudzą bezduszność.

Szkoda, iż nie jestem szefową tej Anny Nowickiej! westchnęła Zofia. Nie nadaje się taka osoba do pracy z dziećmi

Może ją zwolnią poparł Wojciech. A może zrozumie swój błąd ale jeżeli pracuje się z dziećmi, takich rzeczy robić nie wolno.

Zamyślił się, pocierając brodę. Po chwili zwrócił się znów do Zofii.

Wiesz co? Przyszedł choćby ojciec Piotrka! Z prezentem i z przeprosinami, prawie zapłakany

Naprawdę? ucieszyła się Zofia.

W tym momencie zadzwonił dzwonek. Zofia poszła otworzyć okazało się, iż to Antoś wrócił.

Czemu sam wróciłeś? zdziwił się Wojciech. Przecież miałem po ciebie przyjść

Co, jestem mały? oburzył się Antoś. A zresztą, zrobiło się tam nudno.

Dlaczego? spytał tata.

Bo mama i tata Piotrka się kłócili, potem płakali, a kiedy my z Piotrkiem weszliśmy do kuchni, już się obejmowali wyjaśnił Antoś. A jak Piotrek do nich podszedł, wszyscy już tulili się razem i płakali dalej. Dziwne jakieś! choćby nie zauważyli, kiedy wyszedłem

Wojciech i Zofia wymienili rozbawione spojrzenia.

No, chodźcie, moi kochani, na herbatę zaproponowała Zofia. Potem, jeżeli ktoś nie zaśnie, będziemy wspólnie świętować Nowy Rok. Niech dla wszystkich będzie szczęśliwy!

Niech będzie! z uśmiechem zgodził się Antoś.

Idź do oryginalnego materiału