PREZENT ŚWIĄTECZNY – No opowiadaj, synku, jak tam u ciebie, jak minął dzień? Tata, pan Marek, który właśnie wrócił z pracy, usiadł na kanapie, posadził obok siebie pięcioletniego Antosia i przegłaskał mu delikatne, jasne włosy. Podczas gdy mama Ania szykowała kolację, ojciec rozmawiał ze swoim ukochanym, jedynym synem. W mieszkaniu panowała ciepła, rodzinna atmosfera, a na honorowym miejscu w salonie, między mruczącym telewizorem a regałem, migotała kolorowymi światełkami niewielka, ale bardzo elegancka choinka. Do Sylwestra zostawała dokładnie jedna doba. – U mnie wszystko okej! – oznajmił dziedzic. – Ale mój kolega Kuba ma źle. – Co się stało z Kubą? – zainteresował się Marek. – To ten Kuba z klatki obok, prawda? – Tak, – potwierdził Antoś. – On dziś nie dostał prezentu na przedszkolnej akademii świątecznej, – wtrąciła z kuchni Ania, otulona zapachem pieczonego kurczaka. – Biedny chłopiec… No, panowie, myjcie ręce i do stołu, kolacja gotowa! – Jak to nie dostał? – zdziwił się Marek, podnosząc się z kanapy. – Wszyscy coś dostali, a właśnie Kuba nie? Coś tu się nie zgadza. – Tak, wszyscy dostali, a Kuba nie, – potwierdził Antoś, zsiadając z kanapy za ojcem. – Śnieżynka i Mikołaj rozdawali prezenty, a właśnie jemu nie dali. A on tak czekał. – Co to za Śnieżynka z Mikołajem, iż dziecko skrzywdzili? – aż się zdenerwował Marek, dosuwając krzesło do stołu. – To nie ich wina, – wzruszyła ramionami Ania. – Chyba mama Kuby zapomniała wpłacić pieniądze na prezent albo po prostu nie miała. Tak się zdarza. Antoś, umyłeś ręce? – Umył, był ze mną w łazience, – powiedział tata, dzieląc kurczaka i nakładając porcje na talerze. – No dobrze, załóżmy, iż nie wpłaciła za niego pieniędzy. Ale jak pani dyrektor przedszkola… jak ona się nazywa… pani Anna? Jak mogła dopuścić takie upokorzenie dziecka, gdy wszyscy patrzyli, a właśnie Mikołaj i Śnieżynka pominęli go przy prezentach? – Pani Anna była naszą Śnieżynką – zrelacjonował Antoś. – A Mikołajem nasz konserwator. – Tym bardziej! – nie mógł się uspokoić Marek. – Naprawdę nie mogli znaleźć jednego prezentu dla biednego dziecka? Rodzice przecież potem mogliby się rozliczyć. Skąd taka znieczulica? – Widać nie mogli, – westchnęła Ania. – Ja na ich miejscu na pewno znalazłabym sposób, żeby Kuba dostał prezent. – A rodzice Kuby? To jak mogli dopuścić, żeby ich syn został bez prezentu? – dociekał Marek. – Nie rozumiem… A ty, synu! Marek spojrzał na Antosia, który z apetytem chrupał kurczaka. – Mam nadzieję, iż podzieliłeś się swoim prezentem z Kubą? Syn z wyrzutem spojrzał na ojca. – Tak, tato, próbowałem. I jeszcze Szymek, Natalka, Alek, i ktoś jeszcze chciał mu coś dać. Ale Kuba od nikogo nie wziął. – Dumny chłopak! – zdziwił się Marek. – Powiesz jeszcze, iż nie płakał, kiedy został bez prezentu. – Nie wiem… Nie widziałem, – szczerze odpowiedział Antoś. – Niezły chłopak! – Marek znów był pod wrażeniem. – Nie zasłużył na takie traktowanie. – Rzeczywiście szkoda Kuby, – ze współczuciem zauważyła Ania. – Wyobrażam sobie, jak mu było przykro. – Proponuję naprawić tę niesprawiedliwość! – nagle ogłosił Marek. Wyglądało na to, iż ma już plan, bo na jego policzkach pojawiły się rumieńce, a w oczach zabłysła iskra. – Jak? – zapytała Ania, wycierając usta serwetką. Antoś również spojrzał pytająco na tatę. – A tak! – tajemniczo odpowiedział Marek. – Wiecie, w której klatce mieszka Kuba? Antoś, wiesz? – Nie, – pokręcił głową chłopiec. – Nigdy u niego nie byłem. Tylko na podwórku i w przedszkolu się bawimy. – Może ja się dowiem, – zamyśliła się Ania. – Moja koleżanka zna chyba wszystkich w naszym bloku. Zadzwonię i zapytam. Ale po co? – Po prostu zadzwoń. Teraz. – poprosił Marek stanowczo. – Dobrze, – zgodziła się Ania. – Ale sprzątacie sami. I zmywacie naczynia! – W trzydziestce piątce mieszkają, nazywają się Sitarscy, – po kilku minutach ogłosiła Ania świeże informacje. – Mama to Wioletta. A ojca brak. adekwatnie był, ale odszedł. Albo go żona wyrzuciła. Pewnie było za co. Tak czy inaczej, mieszkają same – mama i syn. – Skąd takie szczegóły? – parsknął Marek. – Nie na darmo moja koleżanka to Alicja – wszystko wie i o wszystkich! – uśmiechnęła się Ania. – A tak serio, jest w radzie bloku, do nich spływają wszystkie wiadomości o mieszkańcach. – To już jasne, – powiedział Marek. – Antoś, zjadłeś już cały swój prezent? – Jeszcze nie wszystko, – westchnął chłopak. – Mama mówiła, iż za dużo słodyczy szkodzi. – Słusznie mówi, – przytaknął tata. – Czyli opakowanie od prezentu jest całe? – Tak, – odpowiedział Antoś. – Ostrożnie je otworzyłem. – Świetnie, – znów pogłaskał go tata. – Możesz przełożyć to, co zostało z prezentu do innej torby, a swoją mi oddać? – Po co? – zapytał podejrzliwie Antoś, ale poszedł do swojego pokoju i wrócił z kolorową torebką, trochę lżejszą niż wcześniej. Natychmiast wysypał słodycze na stół – cukierki, ciasteczka w błyszczących papierkach. Mama chwilę patrzyła na zamieszanie, po czym odezwała się: – Wy, moi kochani, chcecie sprawić Kubie prezent? Kiedy? I kto zaniesie? – Najlepiej dziś! – stwierdził Marek. – Antoś, co ty na to? – Pewnie! Dawaj dziś! – podekscytował się chłopiec. – Włożę trochę moich cukierków? – jeżeli nie szkoda, to jak najbardziej, – uśmiechnął się Marek. – A pójdę z tobą do Kuby, tata? – Jako Zajączek czy Śnieżynka? – zażartował Marek. – Zajączek! – krzyknął Antoś i pobiegł do swojego pokoju. Rodzice uśmiechnęli się porozumiewawczo. Syn wrócił przebrany za zająca, w białym kombinezonie z odstającymi uszami, ogonkiem i maską z wąsami. – No dobrze, chodź, oby Kuba cię w tym stroju nie rozpoznał, – zgodził się tata. – Ale załóż kurtkę, choćbyś był zającem, to zima! Ojciec z synem ruszyli do wyjścia. Ania z trudem powstrzymywała śmiech, patrząc jak tuż obok wysokiego Mikołaja z laską drepcze mały zając w kurtce, z długimi uszami i wielkim workiem ledwo nad ziemią. Po dziesięciu minutach Marek wrócił sam, wyraźnie zakłopotany. – A gdzie Antoś? – zaniepokoiła się Ania. – Spokojnie, wszystko ok, został u Kuby, bawili się. Za pół godziny pójdę po niego, – powiedział Marek, wycierając spocone, czerwone od brody twarz. Jak był przebrany, tak usiadł na kanapie. I zaczął: – No pięknie! Opowiedział, co się wydarzyło. Okazało się, iż byli już… szóstymi, którzy tego wieczoru przynieśli Kubie prezent! I chyba nie ostatnimi. Wcześniej wyszła sama pani dyrektor przedszkola, Anna. Już bez stroju Śnieżynki. – Tak się tłumaczyła przed Kubą i jego mamą, przepraszała, aż się żegnała – relacjonował Marek, zdejmując kostium i brodę. – Wyobraź sobie, ktoś nakręcił filmik z przedszkola, wrzucił na nasz lokalny portal, a w kilka godzin było tysiące wyświetleń i komentarzy! – Serio? – zdziwiła się Ania. – Musimy sprawdzić. – Ale to nie najważniejsze, – podsumował Marek. – Okazało się, iż mama Kuby wpłaciła pieniądze trochę za późno… – Trochę to jej wina, – przerwała mu Ania – ale sama wychowuje, kasy nie zawsze starcza. Przedszkole mogło wymyślić coś z prezentem. – Niestety, zbyt łatwo ją skreślili z listy, – nie mógł się uspokoić Marek. – I niewinny chłopiec został skrzywdzony. – Gdybym to ja była szefową tej Anny! – westchnęła Ania. – Zwolniłabym, za taki brak serca… – Może ją zwolnią, może się opamięta… Ale komuś, kto pracuje z dziećmi, takich rzeczy robić nie wolno. Marek zamyślił się, potem dodał: – I jeszcze – właśnie wrócił tata Kuby! Przyszedł z prezentami, przepraszał, choćby prawie płakał… – Naprawdę? – ucieszyła się Ania. I nagle dzwonek do drzwi. Wrócił Antoś. – Dlaczego sam wróciłeś? – zdziwił się Marek. – Miałem cię odebrać… – Co, jestem mały? – oburzył się Antoś. – I zrobiło się nudno. – Czemu? – spytał tata. – Bo mama i tata Kuby najpierw się kłócili, potem płakali. Ja z Kubą weszliśmy do kuchni, już się przytulali. A jak Kuba do nich przyszedł, to wszyscy się przytulali i znowu płakali. Dziwni jacyś! choćby nie zauważyli, jak wyszedłem… Tata z mamą spojrzeli na siebie i zaczęli się śmiać z ulgą. – No dobrze, kochani, pijemy herbatę, – powiedziała Ania. – A potem, kto nie zaśnie, czeka na Nowy Rok, już kilka zostało. Oby był szczęśliwy dla wszystkich! – Oby! – zawołał Antoś z pełnym przekonaniem.

naszkraj.online 7 godzin temu
PREZENT No, synku, opowiadaj, jak ci minął dzień, co u ciebie słychać? Tadeusz, wracając zmęczony z pracy, podniósł pięcioletniego Janka i posadził obok siebie na kanapie, rozczochrał mu jasne włosy. Tymczasem mama, Grażyna, krzątała się w kuchni, przygotowując kolację. W mieszkaniu panowała ciepła, swojska atmosfera; na honorowym miejscu w salonie stała misternie ozdobiona, choć niezbyt […]
Idź do oryginalnego materiału