Dzień 12 15 listopada 2025
Dziś po raz kolejny poczułam, iż moja relacja z mamą mojego męża, Teresą, przypomina niekończącą się kłótnię. Mamo, mówisz, iż stałam się dziwna powtarzała mnie w myślach, a ja tylko westchnęłam. Przypomniałam sobie ostatnią sprzeczkę, kiedy to Teresa wciągnęła mnie w rozmowę o swoim bolesnym przeszłości, ciągle przywołując te same tematy, jakby nie chciała przestać się rozpuszczać w żałobie.
– Proszę, zmieńmy temat poprosiłam uprzejmie, ale stanowczo.
Teresę, która właśnie zaczęła swój wypowiedź o przedwczesnych ciążach, przerwało zadyszane westchnienie i spojrzała na mnie z niezrozumieniem.
– Jadwigo, chcę cię wesprzeć powiedziała.
– Dziękuję, nie potrzebuję wsparcia od kogoś z empatią płytką jak bułka odparłam, a w jej oczach pojawiły się łzy.
Zwykle w takiej sytuacji próbowałabym złagodzić konflikt, może wymyślić wymówkę i wyjść pod pretekstem nagłego telefonu służbowego. Tym razem jednak poczułam, iż to już nie wystarczy.
Do piątego miesiąca ciąży przeszłam od osoby łagodnej do kobiety, która zaciąga rękawy i pyta: Gdzie ta konia i chatka, jak w klasycznych bajkach? i idzie rozwiązywać własne problemy.
Jak mam cię nazywać, skoro trzy razy już powiedziałaś, iż nie chcę słuchać o twoich nieudanych doświadczeniach macierzyńskich? zapytałam.
Znam kogoś, wysokofunkcjonującego autystyka, który potrafi nagle zacząć tańczyć w miejscu publicznym albo nie zrozumie żartu, ale przynajmniej on rozumie, iż rozmawianie o takich rzeczach z kobietą w ciąży to czysta głupota.
– Czyli jestem nie tylko niegrzeczna, ale i idiotka? odezwała się Teresa, a ja w końcu zamknęłam drzwi wejściowe, wzięłam głęboki oddech i uśmiechnęłam się, zadowolona z siebie.
Miałam nadzieję, iż po tym odcięta zostanie na kilka tygodni, a może na zawsze. Niestety, rozmowa z teściową otworzyła nowy rozdział problemów.
Marek, mój mąż i syn Teresy, siedział przy kolacji milcząco, zamyślony. Na początku próbowałam go rozkręcić, ale jego odpowiedzi były krótkie, jakby myśli gdzieś indziej. Nie połączyłam jego milczenia ze sprzeczką z matką rano. Pomyślałam, iż jest zajęty w pracy albo coś go trapi, ale nie chciała go obciążać.
Kilka dni później Marek podjął rozmowę o zupełnie innym temacie.
Jadwigo, słyszałeś o depresji poporodowej? Może się pojawić choćby w ciąży, prawda? zapytał.
Może, ale nie wydaje mi się, iż to poporodowa. Nie czuję się przygnębiona odpowiedziałam, a w głowie szła wymiana zdań o wizycie u psychiatry, o ile sam nie przyjdzie i nie wyjaśni specjalistce, co w moim zachowaniu sprawiło, iż podejrzewa mnie o depresję.
Potem podzieliłam się z Markiem, iż najgorszą osobą, która potrzebuje takiej pomocy, jest Teresa.
Znam ją od lat, a ona ciągle wymyśla nowe sposoby, jak mnie drażnić powiedziałem.
Rozmowa przeszła na temat maseczek do włosów. Teresa kupiła taką samą, jaką miałam ja, i twierdziła, iż to ja jej poleciłam, a potem skarżyła się, iż dostała złą maseczkę.
To ty wiesz, iż ja nigdy nie używam farb ani prostownic, moje włosy są naturalnie gęste wyjaśniłam w trzy minuty, pokazując mu wiadomość z telefonem, gdzie potwierdziłam, iż wysłałam jej prawidłowy adres do paczki.
Marek przyznał, iż może nie powinien wierzyć mamie tak bezkrytycznie. Przeprosił, mówiąc, iż wcześniej miał wrażenie, iż wszystko było w porządku.
Tym razem nie musiałam już bronić się przed zarzutami, a jedynie zaakceptować, iż nie będę już słuchać jej opowieści o kolejnych stratach i tragediach, które przeżyła.
Marek po rozmowie z mamą powiedział, iż nie będzie już utrzymywał z nią kontaktu. Byłam w tym momencie jedynie szczęśliwa w końcu mogła przejść przez tę swoją chorą fazę, a ja mogłam skupić się na naszym dziecku.
Rodzina Marka długo lamentowała, iż oddał obcą kobietę. On tylko wzruszał ramionami i mówił, iż matka jego dziecka nie jest obca, a jeżeli wszystko jest jej winą, to właśnie od niej wszystko się zaczęło.
Zastanawiam się, po co teściowo w ogóle chciało się ze mną kłócić, ale nie przyspieszam z odpowiedzią. To chyba klasyczna historia matki, która nie chce podzielić syna z inną kobietą. Zamiast podzielić, straciła go całkowicie. I to ona jest wina, więc nie ma sensu obarczać nami Glebą i mną.
Kiedyś ktoś krzyczał, iż przynajmniej pozwólmy im zobaczyć swoje dziecko. Jedna babcia chciała mieć wnuka na starość, a syn jej tego nie dał. Marek odpowiedział, iż nie zamierza wpychać nikomu swojego małżonka do życia rodzinnego.
Teraz, kiedy nasz mały Kacper rośnie w spokoju, staramy się chronić tę ciszę tak długo, jak to możliwe najlepiej przez całe jego wczesne dzieciństwo. Kiedy nadejdą lata szkolne, nauczymy go rozmawiać i odpowiadać na przylepione pytania w odpowiedni sposób.
Nasze własne zęby nie uległy wypadkowi po ciąży, a Marek nie wyróżnia się skromnością po prostu nie ma w sobie nic, co mogłoby pomóc w praktycznym zastosowaniu tej cechy.
Czuję, iż miałam szczęście zrozumieć to wcześnie, zanim było za późno, by odciąć się od wszystkich pasożytów, które potrafiłyby zniszczyć naszą rodzinę.
Na koniec tego wpisu wpisuję, iż choć wciąż słyszę echa naszych dawnych kłótni, teraz mam większą pewność, iż możemy iść dalej, trzymając się razem, i iż nasz mały Kacper ma szansę dorastać w spokoju, którego tak bardzo potrzebujemy.





