Prowadzą dzieci do szkolnej świetlicy i robią sobie... wolne. "Przerzucają odpowiedzialność na szkołę"

gazeta.pl 3 miesięcy temu
Dni dyrektorskie i dyżury na świetlicy budzą wiele emocji. Rodzice nie kryją złości, narzekają na nudę i brak atrakcji dla dzieci. "To przechowalnia" - mówi jedna z mam. Nauczyciele z kolei zapewniają, iż starają się, jak mogą i dbają o dobrą atmosferę.W jednym z tekstów poruszaliśmy temat dni dyrektorskich, które w wielu szkołach przypadają 10 listopada. Tego dnia uczniowie mają wolne od lekcji, bo zajęcia dydaktyczne się nie odbywają. Szkoły oferują jednak opiekę w świetlicy, czyli tak zwane dyżury, z których mogą skorzystać uczniowie. To rozwiązanie ma pomóc tym rodzicom, którzy nie mogą pozwolić sobie na dzień wolny w pracy. Nie wszyscy jednak do takiego rozwiązania podchodzą z entuzjazmem. - Mój syn kiedyś był już na takim dyżurze i teraz mówi, iż nie ma opcji. Nie pójdzie, bo nie będzie cały dzień siedział w tej przechowalni - opowiada nam jedna z mam.
REKLAMA


Wielu rodziców przyznaje, iż szkolne dyżury nie zawsze zapewniają dzieciom interesujące zajęcia. Podobno uczniowie siedzą, nudzą się i czekają, aż będą mogli wrócić do domu. W odpowiedzi na nasz wcześniejszy tekst otrzymaliśmy listy od nauczycielek, które pokazują drugą stronę medalu.


Zobacz wideo


Dzieci konsultują się ze sztuczną inteligencją. "W szkole powinny być rozmowy"


"Dzieci ciekawie spędzają czas, ale to nie one są problemem"Jedna z nauczycielek, która napisała do redakcji, podkreśla, iż w jej szkole opieka w dni dyrektorskie jest dobrze zorganizowana. "Jestem nauczycielką, w naszej szkole podczas takich dyżurów dzieci ciekawie spędzają czas - gry i zabawy, kolorowanki, zajęcia na sali gimnastycznej itp. (u nas korzystanie z telefonów komórkowych jest zabronione). Nikt się nie nudzi" - opisuje. Ale po chwili dodaje gorzką refleksję. Niestety, ze smutkiem stwierdzam, iż prawie każde dziecko (zdarzają się wyjątki), które jest zapisane na dyżur w dni dyrektorskie, to dziecko rodzica niepracującego, który pragnie pozbyć się pociechy z domu i mieć po prostu wolne. Z innych szkół też płyną do mnie takie spostrzeżenia.Nauczycielka dodaje, iż współcześni rodzice przerzucają odpowiedzialność za wychowanie na szkołę, są roszczeniowi i z chęcią pozbywają się dzieci z domu w dni, które mogliby wykorzystać na budowanie relacji. Jak podkreśla, szkoła oferuje dzieciom dziś znacznie więcej niż kiedyś: "Naprawdę, w tej chwili dzieci są tak zaopiekowane w szkole, jak wcześniej nie były. Nie chodzi tylko o dni dyrektorskie, ale również o półkolonie i zimowiska, pełne atrakcyjnych wydarzeń i aktywności". To zupełnie inna pracaZ kolei pani Anna (imię zostało zmienione), nauczycielka z warszawskiej szkoły podstawowej pokazuje, jak złożone są realia pracy podczas dyżurów w świetlicy. "Na co dzień pracuję z uczniami klas 4-8. Prowadzę zajęcia przedmiotowe, biorę udział w dniach otwartych, spotkaniach zespołów, egzaminach czy innych obowiązkach szkolnych. W dni dyrektorskie trafiam do świetlicy, w której na co dzień nie pracuję. Spotykam tam uczniów klas 1-3, których nie znam, nie wiem, jakie mają potrzeby, możliwości, trudności czy na co reagują dobrze. To zupełnie inna praca, wymagająca innego podejścia i ogromnej uważności, szczególnie iż najmłodsze dzieci potrzebują stałości, znajomych dorosłych i przewidywalności".


Nadesłane listy pokazują, iż szkolne dyżury to temat, który budzi emocje. Rodzice narzekają, iż dzieci się nudzą, nauczyciele, iż są niesprawiedliwie oceniani i pozostawieni bez wsparcia.A Ty? Co o tym sądzisz? Masz ochotę podzielić się z nami swoimi spostrzeżeniami lub opisać historię? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl
Idź do oryginalnego materiału