– Przecież ona zwyczajnie manipuluje moim mężem! – oburzała się Inna

twojacena.pl 5 godzin temu

Ona po prostu manipuluje moim mężem oburzała się Kasia.

Patrzyłem, jak żona chodzi po pokoju ze złością malującą się na twarzy. Z telefonu dobiegało trzecie tego wieczora połączenie ode mnie.

Kasiu, przepraszam cię, kochanie mówiłem cicho, zmęczonym, pełnym winy głosem. Mieliśmy iść dziś do teatru, wiem. Ale… Basia mówi, iż Adaś ma wysoką gorączkę. Sama nie daje rady. No przecież rozumiesz?

Powiedziała, iż rozumie.

A przecież doskonale wiedziałem, co to znaczy. Odkładając telefon, słyszałem jeszcze, jak dzwoni do swojej przyjaciółki.

Lena, wyobrażasz sobie? Znowu! Trzeci raz w tym miesiącu! Raz syn chory, raz byłej auto się zepsuje, innym razem znowu jakiś problem!

Kaśka, może faktycznie syn jej zachorował? próbowała łagodzić Lena.

Wiem! Kasia opadła na kanapę. Dzieci często chorują, to fakt. Ale dlaczego zawsze do niego dzwoni?! Ma rodziców, przyjaciółki, czy co?

No…

Właśnie, nie no! oburzyła się Kasia. Ona nim manipuluje! A on jest zbyt dobry, nie widzi tego w ogóle! Ona wie, iż wszystko rzuci i zaraz pobiegnie jej pomóc!

Lena westchnęła po drugiej stronie.

Jesteś pewna, iż problem tkwi w niej?

A w kim? Kasia zastygła.

No tylko się zastanów. Dzwoni do byłego męża, a on zawsze wszystko rzuca, żeby jej pomóc kto tu rzeczywiście wykorzystuje kogo?

Kasia otworzyła usta, zamknęła je i spoważniała.

Lena, nie gadaj głupot rzuciła szorstko. Marek po prostu jest odpowiedzialnym ojcem. Nie może zostawić dziecka.

Dobrze, dobrze zgodziła się Lena.

Ale to po prostu utkwiło jej jak cierń. Mały, kłujący i zupełnie nie do usunięcia.

Wróciłem późno. Zmęczony, z rozczochranymi włosami i poczuciem winy na twarzy.

Wybacz mi, głupi jestem objąłem ją od tyłu, chowając twarz w jej szyję. Kupie nam nowe bilety, na lepsze miejsca, obiecuję.

Milczała, patrząc przez okno i myśląc, ile razy już padały te obietnice? Pięć? Dziesięć? Dwadzieścia? I zawsze to samo: Przecież rozumiesz.

Rozumiałem, chociaż sam nie wiedziałem, co adekwatnie rozumiemy.

Z czasem zaczęły mnie niepokoić drobiazgi.

Z początku to były błahostki jak kurz na półce, niby niewidoczny, ale jednym ruchem dłoni czuć szary nalot.

Zauważyłem, iż Kasia dziwnie zaczęła ukrywać telefon. Zostawiała go kiedyś wszędzie: na stole, na sofie, na pralce. Teraz nigdy się z nim nie rozstawała choćby po szklankę wody szła z komórką w dłoni.

Kasiu, czemu ciągle nosisz ten telefon? zapytałem kiedyś, starając się brzmieć lekko.

A? Tak po prostu. W pracy się przyzwyczaiłam, tam ciągle dzwonią.

No dobrze.

Później przypadkiem zajrzałem do jej kalendarza w telefonie. Chciałem nanieść nasz wspólny wyjście do teatru (ten spektakl, który przepadł przez chorobę Adasia). Patrzę wpisane: Odebrać Adasia z przedszkola 16:00, Zawieźć Basi dokumenty od auta, Zadzwonić do B. o szczepienie.

B. czyli Basia.

Kasiu, a wiesz kiedy prezentuję swoją pracę dyplomową? spytałem podczas kolacji, mieszając herbatę tak długo, iż cukier dawno się rozpuścił.

Podniosła wzrok znad talerza.

Pracę? Yyy… w maju chyba?

W marcu. Za dwa tygodnie.

Aha. No tak. Wybacz, mam dziurawą pamięć.

Dziurawa pamięć, ale o terminach Basi pamiętała bez pudła.

Z finansami też zaczęły się sprawy.

Przypadkiem zobaczyłem wydruk wyciągu. Trzy przelewy, każdy na trzy tysiące złotych. Odbiorca: Barbara Nowicka.

Kasiu zapytałem, trzymając kartkę co to jest?

Nie speszyła się choćby szczególnie. Po prostu westchnęła.

Pomagam Basi. Mama jej zachorowała, pieniądze potrzebne na leki. Potem Adasiowi na zajęcia dodatkowe. Wiesz, sama z dzieckiem ledwo daje radę.

Dziewięć tysięcy złotych. W trzy miesiące.

I co? Przecież to mój syn! Co, mam patrzeć jak nie daje rady?

Odłożyłem wydruk na stół.

Jasne, nie musisz patrzeć. Tylko dziwne, iż o tym mi nie wspomniałaś.

Nie chciałam się wykłócać! Wiedziałam, iż znów będą awantury!

W jej głosie wyczytałem: Czepialski, zazdrosny głupiec.

Była też ta jedna sytuacja w aucie.

Wchodzę, z tyłu na siedzeniu leży dziecięcy rysunek. Namalowany dom, kwiaty, słońce, trzy osoby. Tata. Mama. Adaś.

Beze mnie.

Zobaczyłem napis z tyłu: Tacie od Adasia. Nasza rodzina.

Kasiu, skąd to?

Spojrzała.

Ach, Adaś rysował. Fajny, nie? Rośnie mały artysta.

Patrzę raz jeszcze na ten obrazek. Na Kasię. I znów na rysunek.

Kasiu. Tu napisane nasza rodzina.

No tak. On jest mały. Dla niego rodzina to ja, Basia i dziecko. On to tak widzi. Psychologia dziecka.

Odłożyłem rysunek i całą drogę już się nie odzywałem.

Później Basia zaczęła pojawiać się osobiście.

Najpierw po odbiór Adasia rzeczy u Kasi. Potem wspólne ustalanie wakacji. Potem tak po prostu byłam w okolicy, przyszłam na chwilę.

Była zawsze opanowana, uprzejma, uśmiechnięta.

Cześć, Kasiu! rzucała, jakbyśmy się lubili. Nie przeszkadzam? Marek w domu?

Po jej odwiedzinach Kasia chodziła markotna, zamyślona, odpowiadała półgębkiem.

Co jest? pytałem.

Nic, zmęczona jestem.

Coraz częściej czułem się intruzem. Kimś, kto jest piątym kołem u wozu.

Aż pewnego wieczoru mimowolnie usłyszałem rozmowę przez drzwi łazienki. Myślała, iż zamknięte, ale drzwi się uchyliły.

Basia, nie płacz… Pomogę… Wiesz, iż zawsze możesz na mnie liczyć.

Głos czuły, niemal czułostkowy.

Usiadłem na kanapie. Poczułem, jakby przede mną wszystko się rozjaśniło.

To nie nią manipulują.

Ona sama na to pozwala.

Bo tak jest jej wygodnie.

Trzy dni milczałem. Nie robiłem scen, po prostu byłem cicho i patrzyłem uważnie, jak naukowiec oglądający rzadkiego owada przez lupę.

Widziałem wszystko. Kasia bardziej zna plan Basi niż mój. Wie, kiedy Adaś ma przedszkole, kiedy Basia idzie do lekarza, wszystko znaleźć można w jej kalendarzu z dokładnością do minut. O mojej prezentacji pamiętać nie potrafi.

Ciągłe wiadomości na telefonie sprawiały, iż jej twarz miękła, stawała się dziwnie cicha, jakby robiła coś zakazanego.

Pewnego wieczoru zadzwoniła Basia, gdy Kasia była pod prysznicem. Spojrzałem na ekran.

Basia.

Sięgnąłem po komórkę.

Kasia? usłyszałem łamiący się, płaczliwy głos. Kasiu, możesz przyjechać? Tak mi źle. Nie mam się do kogo zwrócić

Milczałem.

Kasia? Słyszysz mnie? Nie daję już rady sama. Proszę. Zawsze byłeś przy mnie.

Rozłączyłem się. Odłożyłem telefon na miejsce i roześmiałem się.

Boże, jaki ja byłem naiwny. Jaki ślepy.

Kasia wyszła z łazienki, w ręczniku, z kroplami wody we włosach.

Basia dzwoniła powiedziałem spokojnie.

Zastygła.

Wziąłeś telefon?

Tak. Płakała. Prosiła, żebyś przyjechała. Że zawsze byłaś przy niej.

Patrzyliśmy na siebie w milczeniu.

Słuchaj zaczęła Basia jest pod ścianą. Może liczyć tylko na mnie. Nie mogę jej zostawić samej!

Zostawić? uśmiechnąłem się smutno. Kasia, rozwiodłyście się cztery lata temu. Już nie jesteście razem. To twoja była żona, nie obecna.

Ale Adaś to mój syn!

Czyli co? Za każdym razem, kiedy zadzwoni i powie Adaś, rzucisz wszystko? Przelewasz jej pieniądze bez słowa, znasz jej grafik, a o moim choćby nie pamiętasz?

Przesadzasz!

Ja?!

Poczułem w sobie kliknięcie, jakby coś we mnie pękło. Złapałem torbę i zacząłem się pakować.

Rozumiesz, Kasiu? Przez długi czas wierzyłem, iż to z nią coś nie tak. Że manipuluje tobą, wykorzystuje dziecko, nie potrafi odpuścić. Ale prawda jest taka: to nie ona jest problemem. To ty. Ty sama jej na to pozwalasz i tego chcesz. Bo tak ci wygodniej. Masz dwie rodziny byłą żonę, która potrzebuje, i mnie, która wszystko znosi. I nie dokonujesz wyboru.

Marek, nie odchodź

Nie odchodzę powiedziałem cicho. Wychodzę. Z tego trójkąta, w którym ciągle jestem na końcu. Nie będę walczył z twoją byłą żoną. Po prostu rezygnuję z tej gry.

Stała pośrodku pokoju, mokra, zdezorientowana, bezradna.

Marek, poczekaj. Pogadajmy.

Nie ma o czym rozmawiać. Założyłem kurtkę. Twój wybór został dokonany dawno temu. Po prostu byłem zbyt ślepy, by to zobaczyć. A teraz wreszcie widzę.

Otworzyłem drzwi.

Żegnaj, Kasia. Przekaż Basi, iż teraz może dzwonić, kiedy chce.

Zamknąłem drzwi cicho.

Miesiąc później siedziałem z Leną w kawiarni.

Jak się trzymasz? spytała delikatnie.

Dobrze uśmiechnąłem się. Naprawdę dobrze.

I to była prawda. Pierwszy tydzień bolało ściskało w środku, chciało się napisać, wrócić. Ale przetrwałem. Wynająłem kawalerkę, dorabiam, obroniłem pracę dyplomową.

Kasia pisała. Często. Długie wiadomości, pełne przeprosin i tłumaczeń: Marek, wybacz mi. Zrozumiałam swój błąd. Zacznijmy od nowa.

Nie odpisałem. Wiedziałem, iż nie ma sensu zaczynać jeszcze raz. Bo nie Basia była winna, ale Kasia. I dopóki tego nie pojmie, nic się nie zmieni.

A ona? dopytywała Lena.

Kto?

Kasia, no kto inny.

Nie mam pojęcia. Nie gadamy.

Milczała przez chwilę.

Słuchaj, żałujesz?

Zastanowiłem się. Czy żałuję? Nie. Coś we mnie zostało rozluźnione, jakbym zdjął ciężki plecak po długiej wspinaczce. Czułem ulgę.

Dokonałem wyboru dopiłem kawę. Za nią i za siebie.

Lena się uśmiechnęła.

Jesteś dzielny.

Doroślałem po prostu machnąłem ręką.

Kasia została sama.

Co ciekawe, Basia gwałtownie przestała się odzywać. Bez widowni w postaci mnie, cała gra przestała mieć sens. Gdy Kasia próbowała wrócić do starej intymności, Basia odmówiła chłodno:

Wybrałaś wtedy jego powiedziała Basia spokojnie. Teraz żyj z tym. Ja swoje życie już sobie ułożyłam. I twoja pomoc nie jest mi potrzebna.

Kasia usiłowała mnie odzyskać; czekała pod kawalerką, pisała elaboraty. Ale byłem nieugięty.

Wypuść mnie w końcu powiedziałem ostatni raz. I samą siebie też. My do siebie nie pasujemy. Ty chciałaś dwóch żyć naraz. Ja chcę jedno, ale prawdziwe.

Szukałem własnych kroków po wieczornym Krakowie i rozmyślałem, jak wszystko potrafi być przewrotne. Bałem się samotności, straty. Dopiero tracąc Kasię zrozumiałem, iż nie straciłem nic.

Bo jeżeli ktoś nie potrafi wybrać, nie jest zdolny, by dać innych szczęście.

A ja zasługiwałem na coś prawdziwego.

Życie mnie nauczyło, iż czasem trzeba po prostu wyjść i zrezygnować z walki o czyjeś uczucia. Bo nie można wygrać, jeżeli przeciwnik nie wie, po czyjej stronie stoi.

Idź do oryginalnego materiału