Przedszkola reklamują się jak mogą
Minął czas, w którym rodzice prosili się o miejsce w przedszkolu, teraz placówki będą walczyć o każde dziecko. W dużych miastach problem z malejącą liczbą przedszkolaków jest już coraz bardziej widoczny. Od początku lutego w wielu miejscowościach trwa rekrutacja do przedszkoli. Kiedyś placówki musiały selekcjonować zgłoszenia, przyjmując w pierwszej kolejności dzieci, których rodzeństwo już do nich uczęszczało lub których rodzice pracowali. Dziś to przedszkola ogłaszają, iż poszukują chętnych do zapisów.
Jakiś czas temu głośno było o ogłoszeniu jednej z placówek, które pojawiło się w mediach społecznościowych. W zabawnym nagraniu z udziałem przedszkolaków poinformowano, iż dzieci szukają męża dla swojej pani nauczycielki". Po chwili kartka z ogłoszeniem zmieniała treść na: "Dzieci szukają nowych kolegów do grup przedszkolnych".
Wideo wywołało także oburzenie części odbiorców (bo jak można tak wykorzystywać dzieci do promocji placówki?!), ale okazało się na tyle klikalne, iż wiele przedszkoli na Facebooku i Instagramie powieliło ten pomysł, nagrywając własne wersje ogłoszeń o rozpoczęciu rekrutacji.
Coraz mniej narodzin dzieci
Od kilku lat demografowie alarmują, iż dzietność w Polsce osiągnęła skrajnie niski poziom – najniższy od czasu rozpoczęcia prowadzenia takich statystyk. Dziś niektórzy przekonują, iż mniejsza liczba dzieci nie musi być zjawiskiem negatywnym, bo na rodzicielstwo decydują się głównie ci, którym naprawdę na nim zależy. Z drugiej strony trzeba jednak brać pod uwagę, iż za kilka-kilkanaście lat polska gospodarka może znaleźć się w trudnej sytuacji.
Niska dzietność najprawdopodobniej wymusi podniesienie wieku emerytalnego, a państwo będzie musiało jeszcze bardziej zadbać o to, by Polacy jak najdłużej pozostawali w dobrym zdrowiu i aktywności zawodowej. Kolejne pokolenie może bowiem nie być w stanie utrzymać rosnącej liczby seniorów na emeryturach.
Problem niskiej dzietności widać już dziś w placówkach opiekuńczych i edukacyjnych. Jeszcze kilka lat temu w żłobkach brakowało miejsc dla wszystkich dzieci, dziś maluchy dostają się tam bez większych trudności. Podobnie jest w przedszkolach – kiedyś rodzice musieli szukać miejsca w innych dzielnicach, bo w lokalnych placówkach brakowało miejsc, mimo iż limit dzieci w grupie wynosił 25.
Teraz do przedszkoli zapisuje się coraz mniej kilkulatków. Grupy są mniej liczne, a rodzice rzadziej muszą brać udział w rekrutacji uzupełniającej w innej placówce, ponieważ nie dostali się do tej wybranej w pierwszej kolejności.
Rząd poinformował o planie wprowadzenia w przedszkolach mniejszych limitów liczebności grup. Ograniczenie ich do 18 dzieci miałoby zapewnić nauczycielom większy komfort pracy oraz lepsze warunki do wspierania rozwoju najmłodszych. Partia Razem, która przygotowała projekt ustawy w tej sprawie, zauważyła, iż mniejsze grupy to szansa na wykorzystanie niżu demograficznego w pozytywny sposób.
To przedszkola będą walczyć o dzieci
Eksperci prognozują, iż w kolejnych latach sytuacja może się całkowicie odwrócić. Gdy liczba przedszkolaków będzie z roku na rok maleć, to nie rodzice będą walczyć o miejsca, ale placówki o dzieci. Pierwsze symptomy tego zjawiska są już widoczne. Samorządy zdają sobie sprawę, iż choćby przy wprowadzeniu mniejszych limitów wiele przedszkoli może zostać zamkniętych.
Obecna liczba żłobków, przedszkoli i szkół w przyszłości może okazać się zbyt duża. Już teraz obserwujemy działania Ministerstwa Edukacji Narodowej, które stara się ograniczać zamykanie szkół podstawowych, proponując zamiast likwidacji ich wykorzystanie jako centrów wydarzeń kulturalnych i społecznych.
Warto jednak podkreślić, iż nie wszyscy cieszą się z pomysłu zmniejszenia liczby dzieci w grupach. W mniejszych miejscowościach, gdzie placówek jest mniej, a dzieci wciąż rodzi się stosunkowo dużo, niższe limity mogą ponownie oznaczać problem z przyjęciem do przedszkola. Choć ogólnokrajowo zmagamy się z niżem demograficznym, są regiony, w których dzieci przez cały czas jest sporo. W takich miejscach zmniejszenie liczebności grup może skutkować brakiem miejsc dla części maluchów.
Coraz mniej pieniędzy na placówki z samorządów
Problemem pozostaje również finansowanie placówek przez samorządy. „Portal Samorządowy” poinformował, iż lokalne władze mierzą się z trudnościami dotyczącymi finansowania przedszkoli samorządowych i niesamorządowych.
"W obliczu pogłębiającego się niżu demograficznego obecny mechanizm powoduje, iż stawki dotacji dla przedszkoli niesamorządowych wzrastają nieproporcjonalnie gwałtownie tylko dlatego, iż w przedszkolach samorządowych jest mniej dzieci" – czytamy w stanowisku z obrad Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego.
Wraz ze spadkiem liczby dzieci coraz częściej pojawia się pytanie o zasadność funkcjonowania placówek niesamorządowych, które zgodnie z przepisami otrzymują wyższe finansowanie. Ta sytuacja pokazuje, jak bardzo niż demograficzny zmienia logikę całego systemu. Do niedawna wyzwaniem było zapewnienie wystarczającej liczby miejsc, dziś coraz częściej chodzi o utrzymanie istniejących placówek i racjonalne zarządzanie środkami dla każdej z nich.
Samorządy obawiają się, iż przy malejącej liczbie dzieci mechanizm naliczania dotacji będzie automatycznie podnosił koszty po ich stronie, choćby jeżeli tak naprawdę dzieci w systemie ubywa. Z kolei przedszkola prywatne podkreślają, iż również odczuwają skutki niżu i muszą mierzyć się z rosnącymi kosztami przy mniejszej liczbie wychowanków.
W praktyce oznacza to, iż w najbliższych latach czeka nas nie tylko "walka o przedszkolaka", która już się dzieje. Jednocześnie na mapie Polski wciąż są regiony, gdzie wciąż rodzi się więcej dzieci – tam problemem przez cały czas będzie dostępność miejsc.
Potrzebne jest wprowadzenie jakiegoś rozwiązania, które z jednej strony zabezpieczy budżety gmin, z drugiej – nie ograniczy rodzicom wyboru placówki dla dziecka. W obliczu prognoz demograficznych rok 2026 rzeczywiście może okazać się momentem przełomowym – czasem, w którym trzeba będzie jasno określić, jak ma wyglądać system wychowania przedszkolnego w Polsce. Realia bowiem są takie, iż spadek liczby dzieci wciąż będzie trwał.










