Przemoc w szkołach nie spadła nam z nieba. „Ten kryzys narasta od lat”

opolska360.pl 3 godzin temu

Przemoc w szkołach wstrząsnęła Polską. 7 października 19-letni Jakub Z., uczeń klasy maturalnej Zespołu Szkół Zawodowych nr 4 w Ostrołęce, wszedł do jej budynku z niebezpiecznymi narzędziami i domowej roboty ładunkiem wybuchowym. Ranił dziewięć osób: pięcioro uczniów, dwoje nauczycieli i dwoje ludzi przechodzących obok szkoły.

Dzień później do szkoły podstawowej w Leszczydole-Nowinach koło Wyszkowa wszedł jej 15-letni absolwent. Nożem zaatakował 37-letnią woźną. Kobieta zmarła, osierociła dwoje dzieci. Ranni zostali także dyrektor oraz nauczycielka. Sprawca miał na głowie kask z kamerką rejestrującą przebieg ataku.

Dwie tragedie, które wydarzyły się w odstępie kilkudziesięciu godzin, wywołały falę niepokoju. Nie tylko wśród uczniów i rodziców, ale także nauczycieli. Ci obawiali się efektu naśladownictwa, czyli sytuacji, w której kolejne osoby z problemami emocjonalnymi mogłyby potraktować wydarzenia z Ostrołęki i Leszczydołu-Nowin jako impuls do działania.

Przemoc w szkołach. Niesie się wieść o „krwawym piątku”

W tym samym czasie wśród uczniów zaczęły krążyć pogłoski, iż wydarzenia na Mazowszu są elementem internetowego challenge’u. Według rozpowszechnianych wiadomości miały być jedynie zapowiedzią tego, co wydarzy się w piątek 9 października.

– Córka powiedziała mi w czwartek wieczorem, iż na klasowej grupie na WhatsAppie jej koleżanki i koledzy piszą o „krwawym piątku”. Prosiła, żeby nie puszczać jej do szkoły, bo się boi – opowiada pan Michał z Opola.

– To nie była łatwa decyzja, ale ostatecznie córka poszła do szkoły – dodaje. – Przekonałem ją, iż nie można ulegać panice. Bo właśnie o to chodzi, żeby młodych ludzi zastraszyć i żeby zaczęli bać się własnych znajomych. Ale skłamałbym, gdybym powiedział, iż sam ani przez chwilę się nie zawahałem. Żyjemy w tak porąbanych czasach, iż wszystko może się zdarzyć.

Choć córka pana Michała pojawiła się na lekcjach, wielu jej kolegów i koleżanek zostało w domach. Frekwencja w części szkół była wyraźnie niższa niż zwykle. Nie tylko w Opolu.

Ci, którzy przyszli, również nie czuli się bezpiecznie, plotki żyły własnym życiem. Wśród młodzieży krążyły informacje, iż w opolskim „Elektryczniaku” zamordowano pięć osób i interweniują antyterroryści. Że w „Staszicu” zatrzymano trzech uczniów, z których jeden miał koordynować ataki na terenie miasta. Albo iż piątek będzie dniem masakr w liceach i technikach, a poniedziałek przyniesie ataki w szkołach podstawowych.

– Córka drugie śniadanie zjadła dopiero wieczorem – opowiada pan Michał. – Mówiła, iż przez cały dzień nie była w stanie nic przełknąć. Siedziała ze ściśniętym żołądkiem. Tak bardzo się bała!

Dlaczego młodzi ludzie rozpowszechniają takie pogłoski, choćby jeżeli są nieprawdziwe?

– Informacja jest pewnym towarem. Sam fakt, iż ją masz, choćby jeżeli nie do końca prawdziwą, pozycjonuje cię w hierarchii społecznej – tłumaczy prof. Tomasz Grzyb, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS. – A przekazywanie jej innym może tę pozycję jeszcze wzmacniać. Dlatego młodzi ludzie naturalnie z tego korzystają.

„Bombowe” zdjęcie szkoły i głupie filmiki

W piątek przy szkołach pojawiły się policyjne patrole. Funkcjonariusze monitorowali sytuację i reagowali na każde zgłoszenie.

Wśród zatrzymanych znalazł się 16-latek z Nysy. Chłopak opublikował na klasowej grupie na WhatsAppie zdjęcie szkoły z grafiką bomby. Następnego dnia uczniowie pokazali je wychowawczyni, która zawiadomiła policję. Nastolatek został przesłuchany w obecności opiekuna prawnego.

– Jego sprawą zajmie się sąd rodzinny – mówi Agnieszka Żyłka, oficer prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu.

Policjanci interweniowali także w Złotnikach w gminie Prószków. Tam 15-latek zamieścił na zamkniętej grupie zdjęcie, na którym, zamaskowany, trzyma maczetę. Później tłumaczył, iż to tylko głupi żart.

Podobne wyjaśnienia składali dwaj 15-latkowie z Ciechanowa. Przyznali się do autorstwa filmów, które początkowo krążyły w zamkniętych grupach, a później trafiły do szerszego obiegu. Na jednym z nagrań nastolatek w kominiarce wymachuje ostrym narzędziem. O konsekwencjach zdecyduje sąd rodzinny.

W Płocku 13-latka nagrała film, w którym, trzymając nożyczki, groziła śmiercią uczniom kilku szkół. Nagranie również miało pozostać w zamkniętej grupie, ale zostało rozpowszechnione dalej. Ta sprawa także trafi do sądu.

Z kolei w Trojanowie 14-latek opublikował wideo prezentujące kolekcję niebezpiecznych narzędzi. Po zgłoszeniu od jednego z rodziców policjanci zabezpieczyli u niego m.in. noże, siekiery i inne ostre przedmioty. Chłopak trafił do młodzieżowego ośrodka wychowawczego.

Poważne konsekwencje grożą też 17-latkowi z Przasnysza, który w nagraniu sugerował możliwość niebezpiecznego zdarzenia w lokalnej szkole. Za wywołanie fałszywego alarmu i groźby usłyszał zarzuty zagrożone karą do ośmiu lat więzienia.

Przemoc w szkołach. „Z tego nie ma co żartować”

– Porównajmy to do żartów o bombie w samolocie albo na lotnisku – mówi prof. Tomasz Grzyb. – Ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo pasażerów nie mogą sobie pozwolić na poczucie humoru w takich sprawach. Ktoś, kto wsiada do samolotu, oczekuje bezpieczeństwa. Dokładnie tak samo jest z uczniem idącym do szkoły.

Psycholog podkreśla, iż podważanie poczucia bezpieczeństwa nigdy nie powinno być przedmiotem żartów. Zachęca też do zachowania szczególnej ostrożności.

Przywołuje przykład swojego najmłodszego syna.

– Nosi przy sobie scyzoryk, żeby czasem coś naprawić albo przyciąć – opowiada prof. Grzyb. – Ale po ostatnich wydarzeniach wspólnie uznaliśmy, iż przez kilka dni nie powinien zabierać go do szkoły. choćby jeżeli oznacza to, iż nie dokręci jakiejś śrubki czy nie przetnie sznurka.

Jak dodaje, badania – głównie amerykańskie – pokazują, iż po nagłośnionych atakach poziom społecznego napięcia zwykle utrzymuje się przez kilkanaście dni.

– Warto teraz po prostu dmuchać na zimne – mówi. – Za jakiś czas emocje opadną i wrócimy do normalności.

Odwołanie do doświadczeń Stanów Zjednoczonych nie jest przypadkowe. Tam przemoc i ataki w szkołach zdarzają się znacznie częściej. Uczniowie uczestniczą w szkoleniach na wypadek strzelanin, szkoły montują dodatkowe zabezpieczenia. Niektóre dzieci proszą rodziców choćby o rezygnację z butów ze świecącymi elementami, by w sytuacji zagrożenia łatwiej ukryć się w ciemności.

Przemoc w szkołach i Radykalizacja w zastraszającym tempie

Do niedawna podobne tragedie oglądaliśmy głównie w zagranicznych serwisach informacyjnych. Teraz do ataków z wieloma rannymi i ofiarą śmiertelną doszło w Polsce.

Czy możemy spodziewać się kolejnych?

Publicysta Tomasz Terlikowski uważa, iż takie ryzyko istnieje.

„Dotyka nas prawdziwa pandemia przemocy rówieśniczej, i to w różnych formach: werbalnej, seksualnej, fizycznej, tej w realu i w wirtualu. To ma swoje skutki i będzie kulminować. A my, dorośli, także rodzice, niekiedy to ignorujemy” – napisał w mediach społecznościowych.

Jego zdaniem młodzi uczą się języka nienawiści od dorosłych.

„To my, po wszystkich stronach sporu, uczymy ich niechęci do innych, usprawiedliwiamy słowa, których usprawiedliwiać nie wolno. Oni nie mają jeszcze wypracowanych narzędzi radzenia sobie z emocjami i reagują zgodnie z wzorcami, które im przekazujemy”.

Terlikowski zwraca także uwagę na oswojenie młodych ludzi z przemocą.

„To, co pojawia się w sieciach antyspołecznościowych, stawia włosy na głowie. Przemoc została tam znormalizowana w ogromnym stopniu”.

Ostatnie tragedie nie są jedynymi niepokojącymi wydarzeniami z udziałem młodzieży. W ostatnich tygodniach Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego informowała o udaremnionych próbach przygotowania zamachów przez osoby w wieku od 13 do 17 lat.

Eksperci wiążą takie przypadki z postępującą radykalizacją młodzieży.

– Instytucje europejskie alarmują, iż czas od wejścia młodego człowieka w sieć radykałów do podjęcia działań operacyjnych, takich jak planowanie zamachu, skrócił się z ponad półtora roku do zaledwie kilku tygodni – mówił pod koniec września w rozmowie z „O!Polską” dr Konrad Ciesiołkiewicz z Uczelni Korczaka.

Przestrzegał również przed zjawiskiem określanym jako „The Com”. To środowiska, w których młodzi ludzie wzajemnie nakręcają się do przemocy i działań destrukcyjnych, nierzadko bez wyraźnego podłoża ideologicznego. Zjawisko to bywa także wykorzystywane przez służby autorytarnych państw do destabilizowania państw Zachodu.

Przemoc w szkołach. Większa kontrola? „To rozwiązanie na chwilę”

W ostatnich dniach Opolskie Kuratorium Oświaty przeprowadziło serię spotkań z dyrektorami szkół i pedagogami. Uczestniczyło w nich około tysiąca osób.

– Nie chodzi dziś o szukanie winnych, ale o wspólną odpowiedzialność i współpracę – mówi kurator Joanna Raźniewska. – Widać, iż po tych tragediach kooperacja szkół, służb i specjalistów jest intensywniejsza. Szczególnie w zakresie wsparcia psychologicznego i rozmów z młodzieżą o zachowaniu w sytuacjach kryzysowych.

Kurator podkreśla także znaczenie komunikacji z rodzicami.

– Dyrektorzy muszą jasno informować o podejmowanych działaniach – mówi Joanna Raźniewska. – Docierają do nas głosy niezadowolenia z ograniczania dostępu do szkół, ale dziś takie środki ostrożności są konieczne.

Prof. Tomasz Grzyb uważa jednak, iż zwiększona liczba patroli czy zaostrzenie kontroli są jedynie rozwiązaniami doraźnymi.

– Moja żona kończyła szkołę średnią w Stanach Zjednoczonych w czasach częstych ataków samotnych sprawców – opowiada. – W pewnym momencie uczniowie musieli nosić przezroczyste plastikowe plecaki, żeby każdy widział ich zawartość. Rozumiem motywacje stojące za takimi decyzjami, ale jednocześnie było to rozwiązanie mocno ograniczające ludzką wolność.

Rodzice, sami odklejcie się od telefona

Zdaniem psychologa warto zastanowić się, co łączy sprawców podobnych ataków.

– Nie mamy jeszcze pełnej wiedzy o ostatnich przypadkach, ale wcześniejsze analizy często wskazywały na osoby głęboko wyalienowane, odrzucone przez otoczenie i poddane ostracyzmowi – zauważa.

Zastrzega przy tym, iż nie jest to próba usprawiedliwiania sprawców.

– Chodzi o to, żeby rozpoznawać sygnały alarmowe i reagować wcześniej – tłumaczy. – Pokazywać ludziom zagubionym, iż rzeczywistość może wyglądać inaczej, niż im się wydaje.

Najważniejszą rolę przypisuje rodzicom. – To zadanie dla psychologów, psychiatrów i wychowawców, ale przede wszystkim dla nas wszystkich. Zwłaszcza dla rodziców.

Tymczasem wielu dorosłych, krytykując dzieci za przywiązanie do telefonów, samemu każdą wolną chwilę spędza przed ekranem telefona.

– Zachęcam do prostego eksperymentu – mówi prof. Grzyb. – Następnym razem w poczekalni czy na dworcu spróbujmy nie sięgać po telefon. Wystarczy rozejrzeć się wokół. Większość ludzi wpatruje się w ekran. A największą uwagę przyciągają treści silnie emocjonalne, zwłaszcza negatywne.

Jak podkreśla, nie istnieje jedno proste rozwiązanie.

– Żyjemy w świecie, w którym nasze emocje są nieustannie pobudzane i wzmacniane – wyjaśnia. – Odcięcie młodych ludzi od mediów społecznościowych nie rozwiąże problemu. To tylko jeden z elementów znacznie bardziej skomplikowanej układanki.

Przemoc w szkołach. Dziecko w domu nie zawsze jest bezpieczne

Po każdym podobnym zdarzeniu wraca pytanie o bezstresowe wychowanie. Czy współczesna młodzież ma za łatwo? Czy stawia się jej zbyt mało wymagań?

– To zbyt daleko idące uproszczenie, choć dotyka pewnego ważnego problemu – uważa prof. Tomasz Grzyb. – Psycholog Jonathan Haidt zwraca uwagę, iż w latach 90. bardzo zmienił się model wychowania. Rodzice coraz dokładniej kontrolują dzieci w świecie realnym. Chcą wiedzieć gdzie są, z kim się spotykają, o której godzinie wrócą do domu, co w tym czasie robią. A zarazem kompletnie ignorują to, co dzieje się w życiu cyfrowym ich dzieci.

Jak podkreśla, wielu dorosłych żyje w przekonaniu, iż dziecko siedzące przy nich czy w swoim pokoju jest bezpieczne.

– To złudzenie – stwierdza. – Właśnie w świecie wirtualnym młody człowiek może zostać zradykalizowany. Tam może trafić do środowisk, które przekonają go, iż przemoc jest adekwatną odpowiedzią na odrzucenie czy frustrację.

Psycholog zwraca też uwagę, iż współczesna młodzież wcale nie żyje bez stresu.

– To lęki o przyszłość, pozycję społeczną, porównywanie się z innymi – tłumaczy. – W dużej mierze są one wzmacniane przez media społecznościowe.

Bo atak z użyciem noża czy innego niebezpiecznego narzędzia nie jest efektem jednej chwili. To nie spadło z nieba. Impuls może stać się zapalnikiem, ale zwykle poprzedza go długi proces narastania frustracji, poczucia odrzucenia i gniewu. Dlatego najważniejsze jest, by dorośli, zwłaszcza rodzice, potrafili wychwytywać niepokojące sygnały i rozmawiać z dziećmi, zanim będzie za późno.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału