Przeprowadzamy się do waszego mieszkania — Ola ma świetne mieszkanie w centrum. Świeży remont, tylko się cieszyć! — Dla samotnej dziewczyny jest super — Rustam uśmiechnął się do Inny pobłażliwie, jak do dziecka. — A my chcemy mieć dwójkę, a może trójkę dzieci. Jedno po drugim najlepiej. W centrum hałas, duszno, nie ma gdzie parkować. I najważniejsze — są tylko dwa pokoje. A wy tutaj macie trzy. Okolica spokojna, przedszkole pod nosem. — Rzeczywiście, fajna okolica — przytaknął Sławek, wciąż nierozumiejąc, do czego zmierza przyszły zięć. — Dlatego tu zostaliśmy. — No właśnie! — Rustam pstryknął palcami. — Próbuję przekonać Olę: po co się cisnąć, skoro jest gotowe rozwiązanie? We troje z córką macie tu za dużo miejsca. Po co wam tyle? Jednego pokoju choćby nie używacie — magazyn jakiś. A nam byłby w sam raz. … My się tu przeprowadzamy, a wy — do Oli mieszkania! (Na koniec: Gdy Sławek w końcu stanowczo wyrzuca Rustama i Olę za drzwi…) — Ciekawe, jeszcze nie są po ślubie, a już moją kawalerkę dzielicie! — Przewinęło się w głowie Sławka, ale wyłącznie w polskim stylu… Kiedy rodzina czy chciwość? Gdy przyszły zięć z planem na mieszkanie przychodzi do twojego domu

twojacena.pl 9 godzin temu

Wyobraź sobie, co się u nas ostatnio działo Słuchaj, siedzę wieczorem z Wojtkiem i cudem udało nam się ogarnąć cały bałagan po generalnych porządkach. Wiem, nasza trzy­pokojowa kamienica w cichej dzielnicy Warszawy to nie pałac, ale zawsze mamy wrażenie, iż miejsca jest za mało, szczególnie podczas sprzątania. Wojtek śmieje się ze mnie, iż jak tylko pojawi się wolna półka, od razu ją czymś zapełniam, a stare filiżanki po babci stoją tylko dla pamięci. U niego jak w zegarku, ale ja mam sentymenty!

Mieszkanie mamy po babci, a rodzice Wojtka zaraz po naszym ślubie podzielili spadek równo jemu dali właśnie to mieszkanie trzypokojowe na Dolnym Mokotowie, a jego siostrze, Klarze, dwa pokoje w centrum w kamienicy przy Placu Zbawiciela. I powiem ci szczerze, przez te pięć lat żyliśmy sobie spokojnie, nikt nikomu nie zazdrościł.

I nagle, ledwo rozłożyłam się z kawą na kanapie, dzwonek do drzwi. Wojtek otwiera i widzę Klara wpada, cała szczęśliwa, za nią jej narzeczony, Wiesiek. No, pewnie kojarzysz typ zawsze wyniosły, wyprostowany jak struna, a spojrzenie, jakby zaraz wręczał ci dyplom za całokształt. Klara poznała go w jakimś klubie fitness, przyprowadziła kiedyś na urodziny naszej córki Hani i, nie będę ukrywać, od razu mnie drażnił.

W każdym razie, Klara przywitała się, jak zwykle z gracją, a Wiesiek już bez ceregieli:
Słuchajcie, musimy pogadać. Chyba wszyscy pragniemy, by naszej wspólnej rodzinie żyło się jak najlepiej, co nie?

Wyobraź sobie, iż facet od razu z grubej rury: My z Klarą planujemy wreszcie dzieci, najlepiej trójkę po kolei. A jej mieszkanie w centrum, wiadomo dwa pokoje, hałas od Marszałkowskiej, plac zabaw daleko. A u was, tu, na Mokotowie, są trzy pokoje, spokój, przedszkole tuż za rogiem, w dodatku jedna z waszych izb to, cytuję, składzik do gratów.

Ja patrzę na Wojtka, ten już ma minę, iż wie, do czego Wiesiek zmierza.

No to prosto z mostu: zamieniamy się mieszkaniami! My przeprowadzamy się do was, wy do centrum! Dla was, z jedną Hanią, to i tak luksus, a nas cała gromadka się szykuje. Sprawiedliwie, nie?

Musisz zobaczyć, jak mi wtedy puls skoczył. Klara niby zajęta, patrzy w telefon i nie komentuje, a Wiesiek rozparty na krześle jak pan na włościach. Mówię: Wiesiek, ty serio teraz? Mamy się wynieść z własnego domu, bo urodzisz dzieci? To twoje rozwiązanie?

A on, z uśmiechem: Po co wam te metry? Wszystko racjonalnie, u nas perspektywa, u was stagnacja.

Wojtek wtedy wstał, spokojnie, jak to on, i mówi: Wiesiek, to mieszkanie dostałem od rodziców, jak Klara swoje. Sami robiliśmy remont, wybieraliśmy kafelki, farby, meble Nasza córka tu dorasta, koleżanki wkoło, własny pokój.

A Wiesiek swoje: No ale przecież rodzina powinna sobie pomagać. Klara to twoja siostra, nie martwisz się o jej przyszłość? Poza tym masz tańsze ogrzewanie w centrum A ja choćby kalkulowałem wasze mieszkanie warte tyle, co nasze, może choćby trochę bardziej.

Wojtek krótko: Widzisz, ciekawe, bo żoną mojej siostry jeszcze nie jesteś, a już dzielisz mieszkanie.

I wtedy Klara, z miną nastolatki, która zaraz się rozpłacze: Przestańcie! Wiesiek myśli o przyszłości. Jak dzieci się pojawią, tam będzie za ciasno Mówiliśmy przecież, iż rodzina się wspiera!

A ja już wyprowadziłam się z równowagi: Nie, Klara! Rodzina to wzajemny szacunek, a nie wypraszanie się z domu dla czyjegoś komfortu!

Oczywiście Wiesiek mnie zbył: Daj spokój, przecież twoja praca to tylko wrzucanie zdjęć do internetu. Siądziesz sobie w kuchni z laptopem, a nie w osobnym pokoju. No ile można

Już nie wytrzymałam. Wojtek tylko powtarzał spokojnie: Koniec rozmowy. Dziękujemy. Macie pięć minut, żeby wyjść.

I wiesz co? Wiesiek choćby nie próbował się tłumaczyć, tylko poprawił mankiet koszuli i wyszedł, a Klara, cała roztrzęsiona, sapnęła z pretensją, że, cytuję, jesteśmy chytrzy i siedzimy na swoich metrach jak puchacze.

Po wszystkim Wojtek choćby nie usiadł, tylko poszedł do okna i patrzył, jak Wiesiek gestykuluje przy swoim aucie, a Klara niemal łka na chodniku. Usiadłam na kanapie i pytam: Ty to widziałeś? Co za bezczelność On już się urządza naszym kosztem, a choćby ślubu nie było.

Wojtek przytulił mnie za ramiona, mówi: Szkoda mi tylko siostry. Ona mu wierzy, jak dziecko. Jakby straciła zdrowy rozsądek. Może trzeba zadzwonić do mamy i taty, żeby wiedzieli, jakie plany ma Wiesiek?

Zadzwonił do Klary od razu, bo chciał pogadać na spokojnie. Klara odebrała zapłakana, mówi, iż Wiesiek zostawił ją pod blokiem, bo jego rodzina jest podobno niedostępna i samolubna. Bo przecież nie tylko o mieszkanie chodziło powiedział jej, iż nie zamierza liczyć na taką rodzinę, która nie będzie brała dzieci na weekendy i nie da pieniędzy na start. Klara prawie się rozpadła na kawałki.

Ależ Klarciu, ja już nie mogłam wytrzymać, przecież on nie liczy się z twoimi uczuciami, tylko ze swoimi interesami! Lepiej, iż teraz się rozstaliście, bo potem całe życie musiałabyś znosić jego fanaberie.

Wiesz, napłakała się trochę, ale jakoś zebrała w sobie. Po kilku miesiącach w końcu przejrzała na oczy zaczęła śmiać się z własnych złudzeń. Dzisiaj już sama nie może uwierzyć, iż dała się tak omotać.

A ja aż się cieszę, iż los tak to rozwiązał, bo gdyby związała się z Wieśkiem na stałe, byłoby tylko gorzej. No widzisz rodzina rodziną, ale znać swoją wartość trzeba zawsze!

Idź do oryginalnego materiału