Przyjaciel z dzieciństwa
Przepraszam, Szymonie, ale zakochałem się w twojej żonie.
Powiedział to, patrząc gdzieś w bok, jakby słowa wyrywały się z niego wbrew woli.
Szymon stanął w miejscu. Na twarzy pojawiła się cała gama uczuć, a oddech stał się ciężki.
Zapewniam, nic między nami nie było dodał pośpiesznie kolega Grażyna choćby nie ma pojęcia, o co chodzi…
Szymon milczał. Czas zdawał się zatrzymać.
A kiedy w ogóle uznałeś, iż muszę o tym wiedzieć? zapytał zimnym, równym tonem.
Jesteśmy przyjaciółmi odparł dalej, wciąż odwracając wzrok myślałem, iż doradzisz mi, co robić jego głos zdradzał nerwowość.
Chcesz rady ode mnie? wyśmiał się Szymon, gorzko się uśmiechając wpakowałeś się w małżonkę i chcesz, żebym wam pobłogosławił? Świetny pomysł!
Nie, nie zrozumiałeś! Gdybym chciał ją zabrać, po prostu bym to zrobił. Nie wątp w to. Znamy się od lat. Ale nie mogę. Jesteś dla mnie jak brat.
Brat? wstał z kanapy a pamiętasz, jak uciągnąłeś Kasię od Witka? wtedy przysięgałeś wieczną przyjaźń.
No właśnie! To było w szkole! Grażyna to już zupełnie inna sprawa.
Tak, inna. Ona jest moją żoną! I jest w ciąży, jeżeli nie zauważyłeś. Więc znikaj z naszego życia!
Na poważnie? Gotów zdradzić przyjaźń przez kobietę? w jego głosie brzmiały zdziwienie i ból.
Przez rodzinę. Mam nadzieję, iż rozumiesz różnicę. I nie obwiniaj mnie o zdradę.
Czy nie to ty wszystko zaczynałeś? rzucił ostry, przyjacielski zarzut. Idź na film z Grażyną, nie mam czasu, pomóż jej w remoncie, zawieź ją do rodziców. Sam podrzucałeś mi swoją żonę! A ja lubiłem być potrzebny! Rozumiesz?
Wyjdź otworzył szeroko drzwi Szymon. Jego spokój był przerażający. I nie wracaj. Zapomnij o nas.
Dobra. Wiesz, stary, liczyłem na inny koniec tej rozmowy. Teraz mam czyste sumienie.
Gość wyszedł, a gdy drzwi się zatrzasnęły, zadzwonił.
Musimy się spotkać. To ważne. powiedział.
Co się stało? zaniepokoiła się Grażyna. Wpadaj, Szymon wciąż w pracy. Poczekamy razem.
Nie mogę. On on zabronił mi wchodzić do was.
Jak? Dlaczego?
Nie wiem. Myślałem, iż wyjaśnisz mi to.
Nic nie rozumiem wymamrotała Grażyna. Spotkajmy się w parku.
Spotkali się. Grażyna słuchała, nie przerywając, a on opowiadał, jak Szymon nagle wybuchł, obwiniał go o coś niewyjaśnionego, gadał o nieistniejących relacjach między nim a Grażyną Nie kłamał po prostu pomijał najważniejsze fakty.
Twój mąż uważa, iż niszczę waszą rodzinę zakończył, wpatrując się w jej zdezorientowane oczy.
To bzdura szepnęła.
Szymon po prostu jest zazdrosny dodał łagodnie. Nie zauważyłaś?
Widział, jak w głowie Grażyny układa się układanka: nagłe pytania męża, jego niechęć do przyjaciółek, ciągłe podejrzenia. Idealna podstawa dla wątpliwości
Co mam zrobić? zapytała ze smutkiem w głosie.
Porozmawiaj z nim. Powiedz, iż ma rację. Że po prostu jesteśmy przyjaciółmi.
Nie uwierzy.
Więc nic nie mów delikatnie dotknął jej dłoni. Zostań dziś u mnie. Niech poczuje, co to znaczy być sam
Grażyna patrzyła na niego przerażona. W jej oczach walczyły wątpliwość, strach, gniew na męża i coś nowego, niebezpiecznego.
Dobrze w końcu zgodziła. Ale liczę na twoją uczciwość
Pierwszy krok został zrobiony.
Cały wieczór udawał ze sobą troskliwego przyjaciela. Pili herbatę, przypominali zabawne historie, a on łapał jej niepewne spojrzenia zdezorientowane, ale już bardziej zainteresowane.
Gdy Grażyna zasnęła na kanapie, nie obudził jej.
Rankiem zadzwonił telefon. Szymon, chrypliwy i niewyspany.
Grażyna u ciebie?
Tak odpowiedział bez mrugnięcia. Wszystko w porządku. Po prostu postanowiła nie wracać.
Zapanowała cisza. Wyobraził sobie twarz Szymona i poczuł dziwną satysfakcję.
Przekaż jej Szymon zamilkł, jakby szukał słów. iż drzwi są zamknięte. Na zawsze.
Odłożył słuchawkę.
Grażyna obudziła się, słysząc rozmowę:
Co się stało?
Szymon już nie chce cię widzieć. Powiedział, iż podjęłaś decyzję.
Płakała. Przytulił ją, szeptał pocieszające słowa, ale nic nie czuł. Dlaczego płacze o stare szczęście, skoro tak łatwo je zburzył?
Po tygodniu Grażyna spakowała rzeczy:
Jadę do mamy nie spojrzała na niego muszę trochę być sama, przemyśleć wszystko.
Jasne skinął głową jedź
Odeszła, zostawiając pożegnalne słowa:
Nie wierzę już ani w ciebie, ani w niego, ani w siebie przy was
***
Został sam w pustym mieszkaniu. Cisza przygniatała, wywracając myśli na lewą stronę.
Plan, tak klarowny i elegancki, pękł. Miała rzucać się między nich! Miał go męczyć, trzymać przy sobie, rozkoszować się upokorzeniem Szymona. A ona wyjechała i wszystko zepsuła!
***
Usiadł na kanapie i wpatrywał się w sufit. Przypomniały się mu dziecięce obrazy.
Wieczny szczęściarz Szymon! Zawsze strzelał gola w ostatniej minucie, zaliczał egzaminy bez przygotowań, przyciągał spojrzenia dziewczyn. Wszystko szło mu lekko!
Zazdrość gromadziła się latami, cicha, żrąca, aż zamieniła się w nienawiść.
Potem życie ich rozdzieliło. I nagle spotkanie przypadkowe.
Znowu Szymon odnoszący sukcesy przedsiębiorca, piękna żona, dziecko w drodze. Jego spokojny, pewny uśmiech, solidna pewność jutra wszystko wywołało w nim dawno ukrytą złość.
Nie wytrzymał już. Chciał zburzyć tę beztroskę szczęśliwego gościa, zabrać choć odrobinę jego szczęścia! Choćby na chwilę!
Nie spodziewał się, iż wszystko pójdzie tak łatwo
***
Dzwonek przerwał ciszę. Nieznany numer. Głos w słuchawce poinformował o wypadku. Grażyna wpadła w kolizję jadąc do mamy
Siedział osłupiały, niezdolny się poruszyć. To już nie był chytry plan, nie zemsta. To katastrofa!
***
Szymon, dowiedziawszy się o zdarzeniu, spędził dni i noce przy szpitalnym łóżku.
Po odzyskaniu sił, Grażyna, przez łzy i ból, opowiedziała mu wszystko. Jak ją przekonano, iż mąż zazdrości bez powodu, jak namówiono, by została tylko na pogawędkę, by go przypomnieć. Szymon trzymał jej dłoń, nie zwracając uwagi na własne myśli.
Już go nie obchodziło, co się stało. Cieszył się, iż żona żyje. Zdał sobie sprawę, iż mógłby stracić ją na zawsze.
Kilka dni później Szymon wrócił do domu, by się przebrać.
Przy wejściu stał przyjaciel z dzieciństwa. Jego twarz blada, oczy błąkały się.
Jak ona? wypuścił z siebie.
Szymon, zmęczony, zgasłym spojrzeniem, odpowiedział krótko, mając na myśli stratę dziecka:
Wszystko skończyło się.
Ten pominął się jeszcze bardziej. Wydawało mu się, iż Grażyny już nie ma.
Nie chciałem! wylały się słowa lawiną. Zazdrościłem ci całe życie! Miałeś wszystko, a ja nic! Widząc twoje szczęście, nie wytrzymałem! Chciałem cię nauczyć, zniszczyć twoją rodzinę, żebyś cierpiał! Nie przewidziałem, iż ona wyjedzie, iż to tak skończy się! Nie chciałem jej śmierci!
Szymon słuchał tego szalonego, roztrzęsionego wyznania, po czym powiedział:
Nigdy nie liczyłem na cokolwiek od ciebie. Ale przyznałeś się. Masz nadzieję, iż to cię odciąży?
Przepraszam zabrzmiało cicho. Nie myślałem, iż zajdzie tak daleko
A myśleć trzeba częściej mówią, iż to pomaga. No, to co, trzymaj się
Odszedł w klatkę schodową.
Przyjaciel z dzieciństwa został sam. Stał długo, nie wiedząc, w którą stronę iść. W końcu powoli ruszył gdzieś w ciemność.
