Przypadków nie ma Cztery lata minęły od śmierci mamy, ale Agata wciąż pamięta tamtą nieznośną pustk…

twojacena.pl 1 godzina temu

Nie ma przypadków

Minęło już prawie cztery lata odkąd odeszła mama, a ja wciąż dobrze pamiętam ten ból i nieznośną pustkę po niej. Najgorzej było tamtego wieczoru, zaraz po pogrzebie. Tata siedział przygaszony, przybity rozpaczą. Mnie łzy już dawno wyschły, a w naszym dużym, solidnym domu zaległa przytłaczająca cisza.

Miałam wtedy szesnaście lat i doskonale rozumiałam, jak ciężko jest nam obojgu przecież kiedyś we troje byliśmy tacy szczęśliwi. Tata, Jan, objął mnie wtedy ramieniem i powiedział cicho:

Musimy jakoś żyć dalej, córeczko… Przyzwyczaimy się…

Czas płynął. Skończyłam medyczną szkołę policealną i niedawno zaczęłam pracować jako ratowniczka medyczna w naszym ośrodku zdrowia na wsi. Zostałam w domu sama, bo rok temu tata ożenił się ponownie i przeniósł do sąsiedniej wioski. Nie miałam do niego żalu ani go nie potępiałam. Życie toczy się dalej, ja też kiedyś wyjdę za mąż, on pozostało młody.

Wysiadłam z autobusu w swojej najlepszej sukience i eleganckich butach tata, mój jedyny bliski człowiek, miał dziś urodziny.

Cześć, tatusiu! uśmiechnęłam się szeroko, mocno go przytulając, gdy tylko wyszedł po mnie przed dom. Wręczyłam mu prezent. Wszystkiego najlepszego!

Cześć, moja kochana! Chodź, stół już zastawiony odpowiedział, prowadząc mnie do środka.

Jagoda, ty w końcu jesteś! wybiegła z kuchni Katarzyna, moja macocha. Dzieci już głodne!

Jan już od roku mieszkał w nowej rodzinie. Katarzyna miała córkę, trzynastoletnią Edytę rozwydrzoną i złośliwą, oraz dziesięcioletniego syna. U nich bywałam rzadko, to dopiero moja druga wizyta w ciągu roku. Starałam się nie przejmować wybrykami okropnej Edyty, ona nie krępowała się przy mnie, a macocha nigdy jej nie upominała.

Po składaniu życzeń i krótkiej rozmowie Katarzyna zaczęła mnie wypytywać:

Masz chłopaka?

Tak, mam.

To co, planujecie ślub?

Nieco zmieszałam się pod jej bezpośrednimi pytaniami.

Zobaczymy powiedziałam wymijająco.

Słuchaj, Jagoda zrobiła sztuczny uśmiech z twoim ojcem ustaliliśmy, iż nie będzie ci już więcej pomagał finansowo. Za dużo ci przeznacza, a my mamy dużą rodzinę. Czas, byś wyszła za mąż i żeby ktoś inny cię utrzymywał. Tata ma teraz rodzinę na pierwszym miejscu, jesteś dorosła i pracujesz

Kasiu, daj spokój przerwał jej Jan. Zupełnie inaczej rozmawialiśmy, przecież córce mniej daję niż wam…

Ale Katarzyna nie dała mu dojść do słowa.

Jesteś dla niej bankomatem, a my mamy przez to cierpieć? wykrzyczała.

Tata zamilkł, a mi zrobiło się przykro. Wstałam, wyszłam do ogrodu i usiadłam na ławce, żeby ochłonąć. Urodziny ojca były już spalonym dniem. Zaraz dosiadła się Edyta.

Śliczna jesteś rzuciła. Pokiwałam tylko głową, nie miałam ochoty rozmawiać. Nie obrażaj się na mamę, jest nerwowa, bo jest w ciąży uśmiechnęła się złośliwie. Jeszcze zobaczysz, jaka naprawdę jest! zachichotała i wbiegła do domu.

Wstałam i wyszłam z posesji. Odwracając się, zobaczyłam tatę stojącego na ganku. Wzrok utkwił we mnie.

Trzy dni później Jan i Katarzyna niespodziewanie przyjechali do mnie z wizytą.

O, to niespodzianka! Napijecie się herbaty? zaproponowałam.

Katarzyna rozglądała się po kątach z zainteresowaniem.

Dom solidny, w okolicy takich już nie ma.

Tata sam budował z sąsiadem, panem Józkiem, prawda tato?

Oj, już, córeczko, dla siebie się budowało zbył mnie.

No właśnie powiedziała Katarzyna. I dlatego przyjechaliśmy w sprawie tego domu…

Od razu poczułam, iż coś jest nie tak.

Swojej części nie sprzedam. Tu się wychowałam i to miejsce jest dla mnie bardzo ważne spojrzałam wyzywająco na tatę i Katarzynę.

Bystra jesteś syknęła Katarzyna z wyraźną antypatią. No, Jan, powiedz coś!

Jagoda, musimy to jakoś rozwiązać… Mam dużą rodzinę, dom za mały, niebawem pojawi się dziecko… Sprzedamy dom, kupisz sobie mniejszy, jak zabraknie, pomożemy spłacić kredyt mówił, nie patrząc mi w oczy.

Tato, co ty opowiadasz?! nie wierzyłam własnym uszom.

Twój tata ma rodzinę! wrzasnęła Katarzyna. Kiedy to w końcu zrozumiesz? Nie ma już waszego domu. Sama zajmujesz całą taką powierzchnię. Ustąpisz i nikt nie będzie cię pytał!

Nie podnoście na mnie głosu wstałam proszę, wyjdźcie.

Po ich wyjściu czułam się podle. Tata ma prawo do własnego życia, ale nie moim kosztem. Dom, w którym mieszkałam z mamą, nigdy nie przestanie dla mnie być ważny. Nie sprzedam swojej części.

Po chwili przyszedł Artur. Gdy mnie zobaczył, zdębiał.

Co się stało, kochanie? Ty cała blada jesteś!

Wpadłam mu w ramiona i rozpłakałam się, wypłakując cały żal. Potem dokładnie mu opowiedziałam, co się stało. Artur, policjant, umiał zachować zimną krew i pocieszał mnie.

Twój tata nie pójdzie przeciwko tobie, Jagoda. To Katarzyna nim manipuluje, biedny nie wie, w co się wpakował. Ale spokojnie, znajdziemy wyjście, poproszę prawników z miasta o pomoc, ty nic nie podpisuj.

Tata po powrocie do domu też nie mógł się pozbierać. Na początku z Katarzyną układało się dobrze, ale ostatnio robiła się coraz bardziej roszczeniowa, ciągle chciała pieniądze i dom coraz bardziej jej się nie podobał. Jan zaczął się zastanawiać, czy nie popełnił błędu. Uspokoiła go wiadomość o ciąży Katarzyny.

Pewnego wieczoru zobaczył, jak Katarzyna rozmawia przez telefon w pokoju.

Nie zgadza się w ogóle mówiła z rozdrażnieniem. Trzeba działać inaczej, pogadam jeszcze z nim. jeżeli nie, wymyślę, co z nim zrobić.

Skończyła rozmowę, dostrzegła go.

Z kim rozmawiałaś?

Z koleżanką rzuciła od niechcenia.

Przestań, przecież słyszałem, iż chodziło o sprzedaż domu.

Znajoma zna dobrego pośrednika, znalazł chętnego na nasz dom. Jagoda i tak się ucieszy, sporo zarobimy.

Ale mówiłaś o tym, iż z nim coś wymyślisz…

O, chodziło o garaż, też trzeba sprzedać skłamała bez mrugnięcia okiem.

Jan uwierzył, czarne myśli na chwilę odeszły. Ja wracałam z pracy późno, a była już jesień. Artur miał dyżur, obiecał zadzwonić, ale musiał jechać na interwencję. Chciałam tylko jak najszybciej znaleźć się w domu. Nagle zatrzymał się przy mnie samochód wysiadł z niego rosły facet. Zgarnął mnie do środka, auto ruszyło.

Kim pan jest? Czego pan chce? spytałam, łzy cisnęły mi się do oczu. Może się pomyliłeś…

W naszej robocie nie ma przypadków usłyszałam tylko.

jeżeli zrobisz, co każemy, to nic złego nie stanie się tobie ani twojemu tacie.

Ale co do tego ma tata?

Masz podpisać papiery, za dwa dni dostaniesz pieniądze i wyprowadzisz się z domu. Klient już czeka.

To nielegalne, nie podpiszę niczego, pójdę na policję, nie sprzedam domu! wtedy dostałam pięścią w twarz, w ustach poczułam smak krwi.

Policji i twojego chłoptasia się nie boimy roześmiał się szyderczo facet. jeżeli nie podpiszesz, pożegnasz się z życiem, a jak twój chłopak się wmiesza…

Auto zatrzymało się na granicy wsi. Drugi mężczyzna zapalił latarkę i podsunął mi papiery:

Podpisuj i nie zabrudź krwią, jutro to leci do notariusza.

Przez szybę dostrzegłam światła policyjnego radiowozu, potem drugiego. Kierowca spanikował, próbował uciec, pomylił pedały i wylądowali w rowie.

Później dowiedziałam się, iż Artur poprosił swojego kolegę, by mnie obserwował, gdy sama wracałam do domu. Gdy zobaczył, jak mnie wciągają do samochodu, natychmiast zadzwonił po kolegów z komendy. Okazało się, iż ten poskramiacz był kochankiem Katarzyny i to jego dziecko nosiła pod sercem. Wspólnie postanowili przejąć dom Jana bardzo jej się podobał i można było zarobić porządne pieniądze, a ja byłam im zawadą. Janem planowała się później zająć…

Czas minął, sprawy się poukładały. Tata rozwiódł się z Katarzyną i wrócił do naszego domu. Ma działalność, sprzedaje części samochodowe. Wieczorami siadamy wspólnie do kolacji: tata, ja i Artur. Dla ojca ściany tego domu nabrały teraz podwójnej wartości.

Tato, nie martw się, nie zostaniesz sam zaśmiałam się.

No, powiedz, planujesz ślub? zagadnął tata.

Poprosiłem Jagodę o rękę powiedział Artur. Zgodziła się, zgłosiliśmy już ślub, zaraz wesele rzuciliśmy sobie znad stołu porozumiewawcze spojrzenie.

choćby jak się wyprowadzę do Artura, często cię będziemy odwiedzać, będziemy blisko…

Córeczko, wybacz mi wszystko, tyle nabroiłem… spojrzał na zdjęcie zmarłej żony, łzy zakręciły mu się w oczach.

Już dobrze, tato. Teraz będzie tylko lepiej.

Dziękuję za przeczytanie i wsparcie. Powodzenia w życiu!

Idź do oryginalnego materiału